10 POMYSŁÓW, JAK LEKCEWAŻYĆ SAVOIR VIVRE W RESTAURACJI


Zachowanie przy stole to, jakby nie było, ważny element kultury osobistej. I bardzo konkretna wiedza, którą zwyczajnie trzeba posiąść. Często wydaje mi się, że z wszystkich jej typów i rodzajów akurat ten dział jest beztrosko i chętnie pomijany. To sprawia, że coraz częściej wychodzę z restauracji i towarzyskich przyjęć zakłopotany, a czasem i zażenowany. Czym tak naprawdę? Już odpowiadam i podaję dziesięć powodów mniej i bardziej ważnych, które w takich miejscach, niestety, zwracają moją uwagę. Inaczej mówiąc, dzisiaj o tym, co nie wypada czyli savoir vivre na opak.

1. Często obserwuję, że do stolika pierwsza podchodzi kobieta, za nią podąża mężczyzna. Powinno być odwrotnie. On prowadzi, odsuwa pani krzesło, po czym sam siada. Jeśli stolik wybiera kelner, porządek jest podobny: za nim idzie kobieta, pochód zamyka mężczyzna. Inaczej, kiedy para wychodzi. Pierwsza zawsze zmierza do wyjścia kobieta.

2. Dziwne, ale serwetki często nie są używane i traktowane jak dekoracja stołu. Te z materiału (w porządnej restauracji powinny być takie) rozkładamy na kolanach (nie wciskamy za kołnierzyk koszuli!), dopiero kiedy kelner przynosi pierwszy posiłek. Mają chronić ubranie przed poplamieniem, stąd nie wycieramy w nie ust. Do tego służą papierowe, których z kolei na kolanach nie umieszczamy. Jedne i drugie powinny być odkładane po lewej stronie talerza.

3. Położone na talerzach używane sztućce tworzą wszelkie możliwe fantazyjne konfiguracje. Tymczasem ich „język” łatwo zapamiętać. Ułatwia życie siedzącym przy stole i kelnerom. Krzyżujemy je, kiedy zamierzamy do jedzenia powrócić (a wychodzimy, na przykład do toalety) albo układamy równolegle, gdy skończyliśmy. Oczywiście, raz użyte sztućce nie mogą już dotknąć obrusa, ani opierać się o talerze.

4. Nic nie poradzę. Jestem zawsze pod silnym negatywnym wrażeniem, kiedy siedząca przy stole kobieta w obecności pozostałych poprawia makijaż, fryzurę. I pod jeszcze większym, kiedy wyciąga szminkę i maluje sobie usta.

5. Nierzadko obserwuję, że znajdujące się po lewej i prawej sztućce używane są w kolejności dowolnej, na zasadzie „a do tego jedzenia przyda się to”. Tymczasem ich ułożenie nie jest kwestią przypadku, ale logiki. Znajdujące się z brzegów, czyli najbardziej odległe od talerza, powinny być użyte najpierw, potem kolejne i przy ostatnim daniu posługujemy się  leżącymi najbliżej i tym samym, ostatnimi.

6. Prawdziwą zmorą ostatnich lat jest fotografowanie podanego posiłku. Nie ma tu większego znaczenia kategoria restauracji. W każdej znajdzie się ktoś, kto wyciągnie smartfon lub aparat i zorganizuje sobie bezpłatną, „profesjonalną” sesję zdjęciową. Fakt, że potrafi skutecznie i natrętnie rozpraszać uwagę nie może być żadnym problemem. Przecież świat portali społecznościowych niecierpliwie czeka na wiadomość, gdzie był i co jadł.

7. Głośne rozmowy przez komórki. Zagadka prawdziwa i obrzydliwa maniera zważywszy, że mikrofony są dziś naprawdę czułe i spokojnie można mówić szeptem (jeśli już naprawdę musimy odbierać). Goście w sąsiedztwie bliższym i dalszym są zmuszani poznawać, jakże barwne opowieści i dorabiać sobie do nich jeszcze barwniejsze scenariusze.

„Tak kochanie, dojechałem szczęśliwie do Poznania. Pięknie tu.” Że pięknie, to była akurat prawda – naprzeciwko niego siedziała śliczna dziewczyna, a rozmowa toczyła się nie w stolicy Wielkopolski, tylko w krakowskiej restauracji. Donośne poinformowanie przez rozmówcę o lokalizacji wprowadziło na moment wśród wszystkich zebranych lekką konsternację i zbiorowe zmarszczenie czół: gdzie my to właściwie jesteśmy?

Nie do przyjęcia jest również pozostawianie telefonów, kluczyków, dokumentów itp. na stole.

8. Nie ma jak własnoręcznie przygotować sobie autorską kanapkę i kłaść na niej różne smakowite dodatki. Tak, ale w domowej kuchni. W restauracji pieczywa nigdy nie kroimy nożem, nie zjadamy w całości, ale odrywamy po kawałku „na raz” i dopiero taki smarujemy. Nie ma znaczenia, czy to kromka, czy bułka. Okruszki powinny spadać na talerz, a nie na obrus.

9. Wśród alkoholi najdziwniejsze rzeczy dzieją się z winem. Najbardziej zaskoczyło mnie kiedyś spotkanie z grupą Francuzów. Niektórzy z nich całkiem przyzwoite wino zwyczajnie traktowali jak napój do ugaszenia pragnienia i wypijali za jednym razem zawartość całych kieliszków, często zanim przełknęli jedzenie. Takie gafy zdarza mi się dość często zauważać, podobnie jak podnoszenie kieliszka przy napełnianiu. Obsługa poradzi sobie sama. A wino pija się tylko małymi łykami.

10. Po skończonym posiłku składamy i podajemy talerze, bo chcemy ulżyć doli kelnera. I pokazać, że z nas uprzejmi swojacy. Nie znoszę takiego przymilania. Nigdy nie wyręczajmy w pracy kelnerów (pisałem już o nich tutaj), podobnie pilotów samolotów, motorniczych, krawców i tak dalej. Wszystkim tym ludziom płacimy za usługi. Dlatego jestem też zdania, że nie musimy wylewnie dziękować za każdą przyniesioną cytrynę, przyprawę, kieliszek. W zupełności wystarczy uprzejme skinienie głowy.

Tyle mnie drażni. Aż? Tylko? Pewnie dla wielu zbyt dużo. Z drugiej strony, coś mi podpowiada, że można tę listę powiększyć. A w ramach daleko posuniętego samokrytycyzmu wyobrażam sobie bez trudu następującą relację: „Wiesz, widziałem/am w restauracji tego blogera, secundum, czy jakoś tak. Rozpisał się, co to takiego savoir vivre, a sam nie uwierzysz, co robił…”

No, ale to już inny temat. Dla innego autora.

 

 

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

służba w latach międzywojennych
ŚWIĘTA BLISKO. SŁUŻĄCA POTRZEBNA OD ZARAZ
18.12.2018
PROWOKACJA POŚWIĄTECZNA – OBIADY NA CAŁY TYDZIEŃ
27.12.2017
KSIĄŻKA KUCHARSKA Z MÓZGIEM I SZCZYPIÓRKIEM
24.01.2017
KELNER UPRZEJMIE PROSZONY
12.08.2015