10 POWODÓW, DLACZEGO JAZDA NOCĄ NIE JEST RELAKSEM


Mijałem właśnie ostatnie zabudowania dużej wsi na Opolszczyźnie. Ciemna noc, gdzieniegdzie ostatnie zapalone lampy w domach. Na drodze pusto, w samochodzie Miles Davis. Sielanka. Nagle, tuż przed maską, z bocznej drogi wyleciał rozpędzony czarny pocisk. W ciemnościach nie rozpoznałem nawet marki auta. Zwłaszcza, że nie miało włączonych żadnych świateł. Z prędkością co najmniej stu kilometrów na godzinę w mgnieniu oka zniknęło. Lekko wstrząśnięty wysiadłem z samochodu spojrzeć na te kilka metrów, które uratowały mi życie. Naprawdę, jazda nocą mogłaby sprawić dużo frajdy, gdyby nie te dziesięć punktów poniżej.

Powiedzmy, jedenaście, ale wyjeżdżanie znienacka w nocy z drogi podporządkowanej i bez włączonych świateł – umówmy się – jest poza konkurencją.

1. Brak odblasków u pieszych poza terenem zabudowanym

To, że udało mi się ją ominąć po wyjechaniu z zakrętu jest prawdopodobnie szczytowym osiągnięciem mojego refleksu. Po dwudziestej pierwszej poboczem nieoświetlonej drogi szła kobieta pchając przed sobą wózek dziecięcy. Ubrana w ciemny strój doskonale „zlewała się” z równie ciemnym tłem. Nic mi tak wyraźnie nie uprzytomniło, że kawałek szkiełka, opaska czy kamizelka mogą naprawdę uratować życie, jak tamto wydarzenie. Od pierwszego września ubiegłego roku noszenie odblasków poza obszarem zabudowanym jest obowiązkowe, ale dalej marnie respektowane. A to wyjątkowo sensowny przepis.

2. Czekanie na światłach z włączonym od początku kierunkowskazem

Chętnie poznałbym powód takiej decyzji. Na wielkim skrzyżowaniu, na którym często się pojawiam, zmiana świateł trwa dobre kilka minut. Przez ten czas rozbłyskujące w ciemnościach pulsacyjne, pomarańczowe światło samochodu stojącego przede mną silnie drażni i męczy wzrok bardziej niż cokolwiek innego. Nie przekazuje żadnej ważnej w tym momencie informacji. I nie nakazują tego przepisy.

3. Używanie świateł przeciwmgielnych

To, zauważyłem, domena kierowców, którzy chcą być bardzo akuratni. Włączyli wszystko, co się da i jadą pięknie widoczni i bezpieczni.  Nie ma dla nich znaczenia, że oślepiają. A kodeks drogowy – poza przypadkiem, gdy widoczność spada poniżej pięćdziesięciu metrów – dopuszcza wyłącznie jedną sytuację, kiedy można wykorzystać takie oświetlenie: „Na drodze krętej, oznaczonej odpowiednimi znakami drogowymi, kierujący pojazdem może używać przednich świateł przeciwmgłowych od zmierzchu do świtu, również w warunkach normalnej przejrzystości powietrza”.

4. Rażenie światłami „długimi”

Problem dokuczliwy, zwłaszcza na drogach bocznych, mniej uczęszczanych, ale i na autostradach wcale częsty. Oko ludzkie ma tę nieprzyjemną cechę, że silny snop światła przyciąga niczym magnes. Źrenice zwężają się i następuje proces tzw. olśnienia, który trwa do jednej do nawet pięciu sekund, aż poziom widzenia wróci do swojego normalnego stanu. Warto próbować, z naciskiem na „próbować”, unikania patrzenia wprost na reflektory, a bardziej na prawe pobocze. Ale to tylko teoria taka prosta. Mało kto wie, że kodeks nie reguluje kwestii używania świateł drogowych w terenie zabudowanym i poza nim. Można więc używać świateł drogowych, na przykład jadąc ciemnym zaułkiem w mieście czy na wsi. Warunek i jednocześnie cały problem – nie można nikogo oślepiać. Przy okazji, kierowco pamiętaj: nie wolno, jak napisano w kodeksie, razić „pojazdu komunikacji wodnej”.

5. Zmęczenie

Psychologowie transportu (tak, są i tacy) odradzają jazdę między drugą a piątą w nocy i po południu, zwłaszcza w porze poobiedniej. Nie zauważyłem, by ta dzienna miała jakiś wpływ na moje zmęczenie, czy ospałość, ale okolice godziny czwartej, piątej nad ranem są dla mnie od zawsze torturą. Wiesz, co jest pierwszą oznaką senności? Okazuje się, że zniechęcenie. Nie ma się ochoty na zmianę stacji radiowej, włączenie kierunkowskazu, oglądanie przydrożnych tablic. Jeśli wtedy kierowca nie podejmie decyzji, za najwyżej kilkanaście minut zaśnie. Moje sprawdzone lekarstwa? Włączenie zimnego nadmuchu na twarz plus ZZ Top albo Joe Satriani. Z reguły wystarcza, jeśli nie – zatrzymuję się i śpię. Nigdy w odwrotnej kolejności.

swiatła samochodow jadacych w nocy autostrada

6. Używanie najpierw hamulca, potem kierunkowskazów

Od zawsze mnie to zdumiewa. W warunkach nocnych potrafi jeszcze bardziej zirytować, choćby ze względu na opóźnione reakcje. Widoczny, włączony odpowiednio wcześnie migacz mobilizuje uwagę i przygotowuje do reakcji, czyli prawdopodobnego hamowania. Wydawałoby się – alfabet. Najpierw zapalone światła stopu, a dopiero potem kierunkowskazu w zasadzie często sensu już nie mają.

7. Podjeżdżanie zbyt blisko tyłu poprzedzającego pojazdu

Nocą o tyle groźne, że jesteśmy dodatkowo agresywnie oślepiani światłami w lusterkach. Kto tego nie przeżył, nie wie, że jazda z przyklejonym psychopatą na tylnym zderzaku przypomina sceny z dobrych horrorów. Kierujący za nami, w momencie konieczności gwałtownego hamowania, potrzebuje w najlepszym przypadku ponad sekundę na reakcję. Do tego dochodzą około trzy dziesiąte sekundy na wygenerowanie maksymalnej siły hamującej. W sumie mniej więcej dwie sekundy. Obojętnie, czy to pięćdziesiątka w mieście, czy sto trzydzieści na autostradzie – z kierowcą jadącym pół metra od zderzaka szykujmy się na najgorsze. We Francji czy Niemczech należy zachować odstęp między pojazdami wynoszący minimum połowę prędkości auta (np. przy 100 kilometrach na godzinę – 50 metrów). Obowiązek dotyczy pojazdów, które poruszają się z większymi prędkościami (powyżej 80 kilometrów na godzinę). Odległość między samochodami mierzą fotoradary rozstawione przy autostradach. Mandat wynosi nawet czterysta euro.

8. Zbyt wolna jazda

Ciekaw bardzo jestem, ilu kierowców w skali kraju ukarano za taką w ubiegłym roku. A teoretycznie można dostać dwa punkty i od pięćdziesięciu do dwustu złotych. Warto pamiętać, że kiedy przyjdzie nam ochota, jadącego pięćdziesiątką lewym pasem autostrady, wyprzedzać z prawej strony to narażamy się na mandat dwustuzłotowy (chyba że są trzy pasy ruchu w jedną stronę). Nie muszę dodawać, że jazda za takim pojazdem w warunkach nocnych jest zawsze dotkliwą i niezasłużoną karą.

9. Częste hamowanie

Zjeżdżałem za tym samochodem z niewielkiego wzniesienia. Myślę, że ilość naciśnięć kierowcy na pedał gazu można by spokojnie liczyć w dziesiątkach. Pół biedy w ciągu dnia. Jazda nocą za nim przypominała pobyt na dyskotece. Ostre, wbijające się czerwone światła nie pozwalały się skupić i odpowiedzieć na proste pytanie: o co mu chodzi. Wiedziałeś, że zbyt częste, pozbawione podstaw, hamowanie to też okazja do mandatu od stu do trzystu złotych. Założę się, że można je policzyć na palcach jednej ręki. Nikt nie dostał?

10. Jazda na światłach dziennych o zmierzchu

Nic wielkiego, kiedy taki samochód zbliża się do nas. Światła diodowe są jaskrawe, dobrze widoczne. Gorzej, jeśli widzimy (albo nie) taki pojazd z tyłu. Tam panuje ciemność. Wielu kierowców z pełnym przekonaniem, że robi właściwie, jeździ na światłach do jazdy dziennej do momentu niemal całkowitego ściemnienia przestrzeni przed autem. Oszczędni?

Ciekawe dane mówią, że po dwóch godzinach jazdy w warunkach nocnych osoby prowadzące pojazd zaczynają popełniać niebezpieczne błędy porównywalne do tych, jakie popełnia kierowca z zawartością alkoholu we krwi na poziomie 0,5 promila. Upływający czas sytuację tylko pogarsza. Trzy godziny ciągłego prowadzenia odpowiadają 0,8 promila, a ponad cztery godziny to prawie 1 promil. Dopuszczalny w Polsce limit to, jak wiadomo, 0,2 promila. Do mnie to przemawia.

Zdarza Ci się jazda nocą? Dodałbyś jeszcze kolejne punkty do moich dziesięciu (jedenastu)? Podziel się swoimi doświadczeniami.