AN-225 MRIJA – WIĘKSZEGO NIE ZOBACZYSZ (cz. 1)


Cielsko, jakie pojawiło się na niebie, przypominało kształtem ogromnego wieloryba, który spełnił swoje marzenie i nauczył się latać. I robi to nawet z pewną gracją, choć każdy, kto go obserwuje słusznie się zastanawia, jakim cudem ten olbrzym utrzymuje się w powietrzu. Zbudowany w zakładach Antonowa An-225 Mrija, co po ukraińsku znaczy „marzenie”, ma na swoim koncie mnóstwo różnych rekordów, ale już tylko dwa z nich wystarczają, by nabrać szacunku – jest bezapelacyjnie największym i najcięższym samolotem świata.

Dopiero jednak po wylądowaniu można zobaczyć skalę wielkości. Ogrom przytłacza. Wskazujący drogę kołowania samochód osobowy zamienia się w zabawkę do jeżdżenia po stole. Ludzie stojący obok wyglądają jak postaci z bajki o liliputach.

an-225 mrija jpg.

an-225 mrija jpg.

an-225 mrija jpg.

an-225 mrija jpg.

To jedyny wyprodukowany egzemplarz i wszystko wskazuje na to, że drugiego już nie będzie. A właściwie jest, tyle że od dawna w sporych kawałkach. Na dokończenie brakuje co najmniej trzystu milionów dolarów. Najpewniej będzie więc służył jako dawca części zamiennych dla starszego brata. Co ciekawe, wkrótce po rozpadzie Związku Radzieckiego, w 1994 roku po sześciu latach eksploatacji zaprzestano lotów i wszystko wskazywało na to, że Mrija już nigdy nie wystartuje. Stała w hangarze aż siedem lat i była, jak opowiadali piloci, w stanie rozpaczliwym. Odbudową, a właściwie reanimacją, zajęły się już nie rosyjskie, a ukraińskie firmy.

an-225 mrija jpg.

An-225 Mrija jest arcymistrzem w biciu rekordów. Ma ich na koncie… dwieście czterdzieści. Nic dziwnego, że znajduje się Księdze Guinessa jako samolot, za pomocą którego ustanowiono największą ich ilość w historii. W czasie jednego tylko lotu w marcu 1989 roku pobił za jednym zamachem sto sześć rekordów świata.

Zaprojektowano go w celu przenoszenia wahadłowca Buran oraz części rakiety Energia do kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie. Upadający Związek Radziecki szybko jednak wycofał się z kosztownego programu kosmicznego, tym samym pierwszy egzemplarz Antonova stał się ostatnim.

an-225 mrija jpg.

Taki widok tylko w tym statku powietrznym (właściwsze z terminologii morskiej byłoby – masowcu). Mam na myśli podwozie z chowanymi do kadłuba trzydziestoma dwoma kołami. Oglądając z daleka kołujący samolot ma się wrażenie, że przesuwają go pełzające czarne węże. A z bliska – nie trzeba być fachowcem, by stan pierwszej opony zrobił wrażenie.

an-225 mrija jpg.

an-225 mrija jpg.

W czasie lotu olbrzym zużywa osiemnaście ton paliwa na godzinę. Zbiorniki mogą pomieścić trzysta sześćdziesiąt pięć ton. Wiesz, gdzie się znajduje cała ta masa? Otóż, w skrzydłach o rozpiętości ponad osiemdziesięciu ośmiu metrów! Jeśli są „pełne”, maszyna bez ładunku przeleci z prędkością ośmiuset kilometrów na godzinę ponad piętnaście tysięcy kilometrów. Z pełnym obciążeniem już tylko cztery i pół tysiąca. Tylko że pełne obciążenie oznacza w tym przypadku dwieście pięćdziesiąt ton.

an-225 mrija jpg.

W następnej części o tym, co mieści przepastne wnętrze Mriji (gdybym nie zobaczył, nigdy bym nie uwierzył) i co mnie zaniepokoiło, mało powiedziane – przeraziło, w kokpicie pilotów. Powiem krótko: fakt, samolot lata, ale jestem szczęśliwy, że nie ze mną na pokładzie.