ANNA KAMIŃSKA „SIMONA. OPOWIEŚĆ O NIEZWYCZAJNYM ŻYCIU SIMONY KOSSAK”


Zdarzyło ci się przeczytać książkę tylko dlatego, że spodobała się – przypadkowo zauważona w trakcie kartkowania – fotografia? Tak było ze mną tym razem. Choć trzeba przyznać, że już ta na okładce biografii zatytułowanej „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak” też robi wrażenie. Widzimy olbrzymiego kruka stojącego na kolanie przycupniętej bohaterki i całującego ją w usta. Komu przypisać więcej odwagi, nie wiem, ale takich zaskoczeń i w trakcie lektury, i oglądania zamieszczonych zdjęć, będzie sporo. A co w takim razie przedstawia fotografia, dzięki której sięgnąłem po tę niezwykłą, jak się okazało, książkę? 

Niby nic dziwnego. Lochę dzika w rozmiarze XXL. Tyle że znajdującą się w pokoju pełnym bibelotów i pamiątek rodzinnych. Wsparta przednimi łapami o stół raczy się kęsami chleba odrywanymi przez Simonę. Jak rzadko pasuje w tym przypadku stwierdzenie – nie wierzyłem własnym oczom. Dzik o tych gabarytach musi budzić respekt, a jednocześnie jest w tej scenie dużo ciepła i familiarności. Atmosfery bajek czytanych w dzieciństwie. Rzecz jasna, nie byłoby ani egzotycznego stołownika, ani pokoju w leśniczówce Dziedzinka położonej w sercu Białowieży, gdyby nie stojąca z prawej strony Simona Kossak.

Jeszcze tydzień temu nic o tej postaci nie wiedziałem.

simona kossak jpg.

Była córką Jerzego, wnuczką Wojciecha i prawnuczką Juliusza — znanych niemal każdemu Polakowi malarzy, z pokolenia na pokolenie utrwalających na płótnie wydarzenia naszej historii i rodzimy krajobraz. Jakby tej dawki uzdolnień rodzinnych było mało, Maria Pawlikowska – Jasnorzewska i Magdalena Samozwaniec były jej ciotkami.

Niestety, Simona urodziła się jako dziewczynka, nie została więc czwartym Kossakiem i nie przedłużyła linii sławnych malarzy (mówi się, że na wieść o narodzinach kolejnej córki zamiast wyczekiwanego syna, Jerzy Kossak strzelił do wiszącego na ścianie ryngrafu z Matką Boską).

Była więc „rozczarowaniem”. Nie dość, że nie ta płeć, to jeszcze niezbyt ładna i, o zgrozo, nie mająca uzdolnień plastycznych. Z takim brzemieniem mogła albo stłamszona polec, albo dokonać próby udowodnienia sobie i światu, że potrafi znaleźć w życiu własną drogę. Byle poza atmosferą Krakowa, której nie lubiła i Kossakówki – domu rodzinnego, którego nie znosiła. Z dala od matki okaleczonej brakiem instynktu macierzyńskiego, jak to często bywa, kiedy nie wynosi się z domu dobrych wzorców. Mówiącej w pierwszych dniach po porodzie: „Nie będę tego karmić. Zabierzcie to” i ojca nazywanego przez Jerzego Kossaka, dziadka Simony, „łajdakiem”, „cymbałem” i „opasłym chłopczyną”.

Gloria, starsza siostra wspomina: „Ojca z bliska widywałyśmy raz w roku z okazji Bożego Narodzenia. Był obcym panem, mieszkającym z drugiej strony domu, któremu lepiej było nie przebiegać drogi”. Czytam dalej: „Matka wchodziła do pokoju córek tylko wtedy, gdy Gloria lub Simona były chore albo trzeba było je ukarać. Kiedy w Jerzówce odbywały się przyjęcia, pilnowała, by nie wychodziły do gości. Miały też zakaz korzystania z łazienki. Na czas balu w ich pokoju guwernantka stawiała nocnik. (…) Zgodnie z przedwojenną zasadą, panującą w tak zwanych dobrych domach córki siadały do stołu w wieku siedmiu, ośmiu lat i zaczynały się wtedy uczyć dobrych manier. Wcześniej natomiast na hasło Jerzego „Dzieci, buda!”, Simona wraz  z siostrą wchodziły pod stół albo znikały ojcu z pola widzenia.”

Takie wychowanie, nietrudno się domyślić, musiało mieć wpływ na psychikę i wybory w życiu dorosłym. Świadkowie wspominają, że mała Simona lubiła samotność, nie zwierzała się nikomu i nigdy publicznie nie płakała. Kiedy po studiach biologicznych osiądzie na ponad trzydzieści lat, a więc do końca życia na skraju Puszczy Białowieskiej, w drewnianej leśniczówce bez wody i prądu pozostanie typem introwertyka szukającego – nieraz gwałtownie i bezkompromisowo – potwierdzenia swoich racji. Toczącego, jak pisze Kamińska, batalię ze sobą i światem.

Zrażona do ludzi odnajduje natomiast niewyczerpane pokłady empatii do zwierząt.

Zresztą, słysząc co krok w dzieciństwie wyrzuty, że miała być chłopcem i czwartym Kossakiem zgromadziła już wtedy w krakowskim ogrodzie i swoim pokoju grono zaufanych przyjaciół – psy, żółwie, kosy, wróble, gołębie. W Białowieży pojawi się nowe towarzystwo: „Dzik będzie wchodził jej do łóżka, rysica spała w nogach, oślica wyjmowała z ust papierosy. Gadający kruk będzie skubał jej włosy, a popielice chodziły po jej domu jak ptaki, z którymi zamieszka: sowa, puchacz czy czarny bocian. (…) Z nikim z rodziny czy znajomych nie stworzy tak silnej relacji jak ze stadem hodowanych przez siebie saren.”

Pasja i pracowitość – to ją łączyło z Kossakami. Żeby naszkicować jej portret trzeba ją uchwycić w ciągłym ruchu, działaniu. Została profesorem w dziedzinie etologii (zachowania się) zwierząt. Kręciła filmy, pisała wznawiane i dziś książki, a jej pogadanki radiowe są wciąż słuchane. O dobro przyrody potrafiła walczyć do upadłego. «Ludzie często o niej mówią: „Simona Kossak to był kawał cholery.”»

Czy udało jej się przezwyciężyć w życiu rodzinną traumę? Trudne, bolesne wspomnienia związane z matką, która postanowiła ją pod koniec życia wydziedziczyć, z surowym ojcem mającym do końca pretensje do żony, że urodziła mu takie beztalencie i z faworyzowaną siostrą, bo była ładniejsza i zdolniejsza? Każdy powinien sobie na te pytania odpowiedzieć samodzielnie. Odsyłam do świetnie napisanej biografii.

Podziwiam wkład pracy włożony w opisanie postaci wyjątkowo skutecznie wymykającej się prostemu definiowaniu. Autorka zbierała materiały przez kilka lat, ale przede wszystkim starała się dotrzeć do ludzi znających, zmarłą w 2007 roku, profesor Simonę Kossak. Warto też dodać, że bratanica Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Magdaleny Samozwaniec z tak powikłaną biografią i nieokiełznanym, żywiołowym charakterem dostarczyła wielu anegdot skrzętnie i z taktem przez Annę Kamieńską spisanych. Wszystko to sprawia, że ponad trzysta stron czyta się (niestety) w ciągu dwóch wieczorów albo jednego dnia spokojnego weekendu.

A na koniec i tak, raz jeszcze, wraca do fotografii z dzikiem goszczącym się w salonie.