„ANTOLOGIA POLSKIEGO REPORTAŻU” TOM 3 /RECENZJA/


Wręcz nie wypada powiedzieć: „Kochanie, przynieś mi te trzy książki.” Sam się pofatyguj. Zobaczysz, a domyślisz się dlaczego. Rzadko widuję równie opasłe i ciężkie tomiska. Razem ważą prawie pięć kilogramów. Lubię „grube” lektury, więc taki widok wzbudza moją sympatię. Jest co czytać. Pytanie, czy warto. „Antologia polskiego reportażu” w postaci trzeciego i ostatniego tomu niedawno znalazła się na półkach księgarskich. I tej części chcę dziś poświęcić recenzję.

Na ponad tysiącu stronach reportaże pięćdziesięciu autorów. Poprzedzone błyskotliwym wprowadzeniem Mariusza Szczygła, pod  którego redakcją całość powstała. Te trzy, cztery strony stanowią prawdziwy popis erudycji i dowcipu pomysłodawcy. Niekiedy to poważna konkurencja dla zamieszczonego zaraz potem utworu. Tom, podobnie jak dwa wcześniejsze, zawiera „teksty, które są albo ponadczasowe, albo tak typowe dla swojej epoki – jak choćby reportaże socrealistyczne – że ich dawna uroda i zawartość informacyjna mogą dziś być dla czytelnika pociągające.”

Wśród nazwisk i te bardziej znane /Prus, Fiedler, Dziewanowski, Budrewicz, Brycht, Torańska/, ale i wiele takich, które widzę po raz pierwszy /Szpyrkówna, Fajans, Nogaj, Petersowa/. Świetnie, bo to tylko wzmogło moje zainteresowanie. Wiadomo, że daną epokę najczęściej kojarzy się z kilkoma, może kilkunastoma pisarzami i utworami. A gdzie cała reszta? Inżynier Mamoń w „Rejsie” mówił: „Lubię tylko te piosenki, które znam.” Wygląda na to, że oprócz piosenek, lubimy też tylko autorów, których znamy. Obracamy się więc w zamkniętym kręgu. Brakuje tych „innych”, a w polskim reportażu, który w powszechnej świadomości został sprowadzony do nazwiska Kapuścińskiego, zjawisko jest tym bardziej niepokojące. Przede wszystkim mało odważnych, podejmujących ryzyko wydawnictw, których książki pozwoliłyby wypłynąć dalej od bezpiecznego i rozpoznanego już brzegu literackiego oceanu. Stąd, po części, taki entuzjazm wywołuje u mnie „Antologia polskiego reportażu” Wydawnictwa Czarne z Wołowca.

To naprawdę frapujące obserwować zmieniający się styl literacki i reporterską świadomość. Oczywiste, że musimy być świadkami zmian, skoro daty urodzin rozpoczynającego tom Bolesława Prusa i  autorki ostatniego reportażu, Katarzyny Surmiak-Domańskiej dzieli sto dwadzieścia lat. I skrajnie różne doświadczenia, problemy, którymi żyli i żyją Polacy. Autor „Lalki”, zastrzega: „Są ludzie-ptaki i ludzie-drzewa. Ja na przykład lubię kwitnąć w miejscu, a gdy puszczam się w dalszą drogę, choćby do Nałęczowa, już w Jabłonnie miałbym ochotę popasać.” Daje jednak znakomity przykład relacji z podróży na Wołyń, do Łucka i spotkań z mieszkańcami różnych narodowości. Teksty następnych autorów powstawały później, przed II wojną światową. „Zależało mi na wielu tekstach przedwojennych, do których udało mi się dotrzeć dopiero teraz. O wielu wcześniej w ogóle nie wiedziałem. Chciałem umieścić w tym zbiorze także kilka znanych reporterskich nazwisk z lat 70. (Siedlecką, Kowalik, Karasia, Kopcia), z których musiałem zrezygnować w drugim tomie, jako że mieliśmy tam już nadreprezentację tego złotego okresu w polskim reportażu”  pisze w przedmowie Mariusz Szczygieł.

 W reportażach przedwojennych przenosimy się za sprawą Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego do Azji ogarniętej przez płomień rewolucji październikowej, do Stanów Zjednoczonych roku 1922, które opisuje Maria Helena Szpyrkówna, dziennikarka kobiecego pisma „Bluszcz” i do Ameryki Południowej, dzięki Arkademu Fiedlerowi. Tekst autorstwa Wandy Mazanowskiej opowiada o powstawaniu Grobu Nieznanego Żołnierza, anonimowy reporter „Tajnego detektywa” przedstawia wykrycie szajki pedofilów na terenie Poznania w 1932 roku. Wśród winnych znalazły się powszechnie szanowane osoby: kupiec, właściciel restauracji, kierownik fabryki mebli i, co wywołało największe oburzenie, podpułkownik. Znajdziemy też w antologii napisane w latach trzydziestych, a całkowicie zapomniane, reportaże z niemieckich obozów koncentracyjnych: Jerzego Rogowicza z Dachau, gdzie więziono przestępców kryminalnych i komunistów oraz Stanisława Nogaja z Lichtenburga, obozu dla Ślązaków i Wielkopolan.
antologia polskiego reportażu jpg.
Nie mogło zabraknąć w tomie również tekstów – świadectw propagandy lat siedemdziesiątych i stanu wojennego. Pisane przez reporterów niekiedy obdarzonych niemałym talentem, ale bezwzględnie posłusznych socjalistycznej władzy. Hańbiące przykłady serwilizmu. „O reportażu Andrzeja Brychta z Republiki Federalnej Niemiec współcześni mówili, że został zmyślony dla władzy” napisał Mariusz Szczygieł. Przywołuje również Marię Osiadacz, autorkę obrzydliwych relacji z procesów politycznych, którą „przyzwoici ludzie nazywali Marią Obsrywacz. Jej styl to połączenie narracji funkcjonariuszki partyjnej z trajkotaniem przekupki. Albo inaczej: zgorszonej mieszczki na straży porządku”.
Inny zgoła typ zaskoczenia. „Będąc młodą lekarką, przyszedł raz do mię pacjęt…”. Któż nie zna legendarnego zwrotu rozpoczynającego skecze Ewy Szumańskiej, którą – ze wstydem przyznaję – kojarzyłem do tej pory tylko z kabaretem. „Pacjęt” Jan Kaczmarek przychodził do młodej lekarki przez całe dwadzieścia cztery lata. Szumańska była niezwykłą osobą, autorką kilkunastu książek, a zamieszczony tekst „Inny rytm” zaliczam do najpiękniejszych w antologii.
antologia polskiego reportażu jpg.

Trzeci tom „Antologii polskiego reportażu” to sporo ponad sto godzin lektury. Tak więc zebrane wszystkie trzy mogą z powodzeniem wypełnić czas długich zimowych wieczorów i zahaczyć nawet o wiosnę. Warto. Zamieszczone utwory są, niezależnie od czasu powstania i autora, niezmiernie ciekawym świadectwem opisu człowieka w tym wszystkim, co życie w swoim własnym rytmie potrafi zgotować.

Każde rozszerzenie horyzontów inspiruje i wzbogaca. Banał? Trudno. Mnie cieszy niezmiernie, że odkładam ogromny tom wzbogacony. W ten szczególny rodzaj kapitału, którego nie da się roztrwonić.