ARBORETUM W WOJSŁAWICACH I KOLEJKA DO PIĘKNA (CZ. II)


Różne rzeczy ludzie pozostawiają odchodząc z tego świata. Potomstwo, majątek, twórczość, odkrycia. Czasem nic. Większość ma jednak nadzieję, że chociaż dobrą pamięć. Fritz von Oheimb, umierając dziesiątego października 1928 roku, oprócz niej, zostawiał też dzieło życia – założone prawie pół wieku wcześniej arboretum w Wojsławicach oraz troskliwego następcę, syna Arno. Jedna wojna światowa przewaliła się szczęśliwie obok tego miejsca, kolejna też miała je oszczędzić. Cudownym trafem, mimo kataklizmów, albo wbrew nim, cały czas zachwycało. Choć z natężeniem zachwytu bywało różnie. Można się domyślić, że naprawdę ciężkie czasy dla ogrodu nadeszły po II wojnie światowej. Co się wydarzyło?

Rodzina Oheimbów przygotowywała się na to wydarzenie od ponad roku. Dwudziestego trzeciego sierpnia 1946 roku wszyscy wiedzieli, że bezpowrotnie coś się kończy.  Tego dnia opuszczali na zawsze Wojsławice, a jeszcze tak niedawno niemiecki Einbendorf. Kto wie, pewnie dobrze, że nie widzieli, co stało się z parkiem po ich wyjeździe. Cały teren przejął bowiem PGR, a potem… Kombinat Hodowli Zwierząt Zarodowych w Dzierżoniowie. Tacy właściciele gwarantowali jedno – rozkradanie i dewastację. Gdyby nie entuzjazm i nieustępliwość grupki zapaleńców z parku dotrwałyby do naszych czasów nędzne resztki.

arboretum w wojslawicach jpg

arboretum w wojslawicach jpg

arboretum w wojslawicach jpg

arboretum w wojslawicach jpg

Można sobie wyobrazić smutek tego sierpniowego dnia w rodzinie Oheimbów. Trzeba było pozostawić dorobek prawie siedemdziesięciu lat. Niewielki pałac, folwark, a przede wszystkim pielęgnowany park – dzieło dwóch pokoleń. Najstarszy syn Arno wspominał ojca, z entuzjazmem oprowadzającego wszystkich, którzy chcieli zobaczyć to miejsce. Był wtedy tak zaabsorbowany, że tracił rachubę czasu. Skonstruowano więc specjalny megafon, który swoim dźwiękiem przez lata przywoływał właściciela na posiłki.

arboretum w wojslawicach jpg

arboretum w wojslawicach jpg

arboretum w wojslawicach jpg

arboretum w wojslawicach jpg

Wspominałem w poprzedniej relacji, że właściciel, niedoszły wojskowy z artystycznymi uzdolnieniami, po zakupie majątku i założeniu arboretum w Wojsławicach, postanowił tak skomponować to miejsce, by widoki przypominały obrazy. Na szczęście, do dziś nic się nie zmieniło. Warto zwrócić uwagę na zabiegi, które w zamyśle mają pogłębiać perspektywę. Różnicowanie koloru, tła, zachowane odległości. Poszczególne plany, nawet na fotografii, są w stanie stworzyć wymiar „oddechu”, nie tak znów często spotykany. A kontemplowaniu piękna sprzyja kilkadziesiąt wymyślnych niekiedy ławek rozsianych po całym obszarze.

arboretum w wojslawicach jpg

arboretum w wojslawicach jpg

arboretum w wojslawicach jpg

Spacer potrafi zmęczyć, zwłaszcza że teren mocno pagórkowaty. Do dyspozycji są miejsca dla zgłodniałych wędrowców, zwłaszcza na dawnym dziedzińcu folwarcznym, gdzie zamawia się to, co we wszystkich kioskach gastronomicznych i restauracjach. Mój pomysł jest sto razy lepszy. Na terenie parku wydzielono miejsca piknikowe i uwaga! dwanaście hektarów trawy w sadach, gdzie można się rozłożyć, wyjąć z kosza wiktuały i jedząc w cieniu jabłoni rozkoszować się widokiem na całą okolicę, a w pogodne dni również na Karkonosze. Życie jest piękne. Przeciętnie oryginalny, ale to jedyny wniosek, jaki przychodzi do głowy w takim momencie.

Z torbą i statywem zjawiłem się w niedzielny poranek przy kasie tuż przed otwarciem o dziewiątej. Było nas kilkoro. Nic nie zapowiadało tego, co miało się wydarzyć kilka godzin później. Mniej więcej około trzynastej zauważyłem, że wokół mnie robi się coraz gęściej. Że mam problemy z rozstawieniem statywu, bo komuś przeszkadzam. Rozejrzałem się. Jeśli ktoś widział sznur turystów wchodzących gęsiego w czasie wakacji na Giewont, wie, o czym mówię. Pomyślałem, pora się pakować, zresztą słońce w zenicie to niedobry czas na robienie zdjęć.

arboretum w wojslawicach jpg

arboretum w wojslawicach jpg

arboretum w wojslawicach jpg

arboretum w wojslawicach jpg

A prawdziwy szok przeżyłem przy wyjściu, widząc kolejkę do kasy. Pokazuję mały jej fragment, naprawdę w całości liczyła minimum sto metrów. To zupełnie nic, bo była też  kolejka samochodów czekających na wjazd na zatłoczone parkingi. Spojrzałem na licznik, ta miała ponad dwa kilometry. Najbardziej zdesperowani zostawiali pojazdy i szli pieszo. Nie wiem, czy w weekendy to norma, ale sugeruję wybór innych dni tygodnia. Byłem też w arboretum w Wojsławicach w środę – cisza i spokój przez cały dzień.

arboretum w wojslawicach jpg

arboretum w wojslawicach jpg

Z drugiej strony, nie ma co narzekać, jeśli to miejsce cieszy się tak olbrzymim powodzeniem. W końcu, piękno krajobrazu, także wykreowanego przez człowieka, potrafi kształtować poczucie estetyki nie mniej niż wizyta w muzeum malarstwa. I tu, i tam obrazy. Z tą różnicą, że w arboretum w Wojsławicach w niezliczonych odsłonach.

Wojsławice – raj za piętnaście złotych (cz. I)