AUTA RETRO. I DLATEGO TAK OLŚNIEWAJĄ


Wyobrażam sobie, choć z dużym trudem, że można nie interesować się motoryzacją, obojętnym wzrokiem odprowadzać najnowsze modele luksusowych marek, a testy samochodów są ostatnią rzeczą, jaka mogłaby skupić uwagę. Czy to jednak możliwe, żeby nie zachwycić się urodą aut, jakimi jeździli dziadkowie i pradziadkowie? Auta retro przeżywają prawdziwy renesans. Z różnych i mnożących się renesansów ten akurat przynosi mi wyjątkowo dużo frajdy. Co tu dużo mówić – kocham samochody. Im starsze tym bardziej.

FORD T

Symbol. Najsłynniejsze auto w historii. Wielu uważa, że karty motoryzacji otwiera rok 1908, w którym z taśm produkcyjnych wyjechały pierwsze egzemplarze. Wedle pomysłu właściciela firmy, Forda T można było kupić w każdym kolorze, pod warunkiem, że jest czarny.

Henry Ford wpadł na genialną ideę – wyprodukować samochód w skali masowej (w ciągu dziewiętnastu lat fabrykę opuściło dwadzieścia pięć milionów egzemplarzy), maksymalnie prosty, aby z naprawą poradził sobie każdy właściciel i na tyle pojemny, że zmieści się w nim się cała rodzina. Bez śladu elektroniki? Co za piękne czasy.

Z prezentowanych na wystawie aut najmniej w nim finezji i elegancji, ale właśnie ono najbardziej elektryzuje.

SIMCA 8

Tak już jest w motoryzacji, że od czasu do czasu jakaś marka znika i czasem po latach się odradza. Ostatni samochód Simca wyprodukowała w latach osiemdziesiątych i nie słychać, aby ktoś myślał o reaktywacji. A szkoda, bo to kawał historii, również kina. Ten model występował w serialu „Święty” z Rogerem Moorem, w „Złodzieju w hotelu” Alfreda Hitchcocka z Cary Grantem i Grace Kelly, czy w oscarowym „Amerykaninie w Paryżu” z Genem Kellym.

Dlaczego nie produkuje się dziś samochodów, które mają równie dużo powabu. Elegancji dodawały tylne drzwi, które otwierały się „pod wiatr”. Śmieszne trzydzieści pięć koni mechanicznych rozpędzało auto do niebotycznych w 1937 roku stu pięciu kilometrów na godzinę.  Dokładnie tyle samo „wyciągał” maluch w latach siedemdziesiątych.

Z tą różnicą, że trudno się nim zachwycać. A Simcę można kontemplować.

OVERLAND

Świetnie zachowany egzemplarz z 1926 roku w ulubionym śliwkowym kolorze. Na tym, niestety, podobieństwa z moim samochodem się kończą. Luksusowy, ogromny kabriolet – podobnie jak Simca – nie istniejącej już od dawna amerykańskiej firmy przejętej przez legendarnego Willysa. Samochód na wystawie jest jednym z ostatnich egzemplarzy, które wyjechały z fabryki pod własnym szyldem.

Przedmiot westchnień i rarytas na rynku kolekcjonerskim. Bardzo rzadko do zobaczenia w podobnym, bliskim ideału, konkursowym stanie.

WILLYS WHIPPET

Marka kojarzy się z terenowym jeepem, znanym każdemu z filmów o II wojnie światowej. Auta cywilne są za to zupełnie w Europie nieznane. Co ciekawe, dla wielu amerykańskich rodzin był to pierwszy samochód w życiu. W porywach produkowano ich nawet ćwierć miliona rocznie. Nie ma co ukrywać, odpowiednik polskiego malucha wygląda obłędnie.

Model w podobnym stanie, jak jego kuzyn Overland, należy do wyjątkowo rzadkich. Trudno było oderwać wzrok.

I ta drewniana kierownica… Nie cierpię wielokropków na końcu zdania, ale niech tam. Chcę mieć pewność, że zabrzmiało westchnienie zazdrości połączone z powiewem nostalgii.

BMW 309

Jeden z zaledwie sześciu tysięcy egzemplarzy, jakie wyprodukowano pomiędzy 1934 a 1936 rokiem.

Trudno BMW pomylić z inną marką; od początku projektanci są wierni logo z charakterystycznym motywem biało – niebieskiego śmigła i dzielonej na pół atrapie chłodnicy, czyli słynnym „nerkom”.

W Polsce te samochody są „od zawsze” lubiane, kierowcy – ze znanych powodów – mniej. Zostawmy na boku ich wyczyny, bo warto przyjrzeć się mierzącemu niecałe cztery metry BMW 309. Dwudrzwiowy model nie był torpedą. Napędzał go silniczek o pojemności 850 ccm i, uwaga! 22 koniach mechanicznych. Nic dziwnego, że nie dało się jechać szybciej niż 80 km/godz. Te zawstydzające dla marki dane są nieistotne, dzisiaj liczy się wyłącznie elegancja tego samochodu sprzed prawie dziewięćdziesięciu lat.

Co wyróżnia na pierwszy rzut oka auta retro? Powabnie wygięte błotniki, liczne krągłości, obłe kształty nadwozia. Współcześnie ze świecą szukać tak zaprojektowanych samochodów. Czyżby obraz starych, rzadko oglądanych, przetrwał w podświadomości kierowców płci męskiej? Bo jakoś nie zdziwiły mnie wyniki badań – około trzydzieści pięć procent uważa, że ich samochód jest płci żeńskiej, a niemal jedna czwarta czule dotyka swoje auto. I całuje.

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

BEZ GWIAZDY NIE MA JAZDY? PEWNE, ŻE STARY MERCEDES JEST PIĘKNY
13.11.2018
MOTOCYKLE. NIE JEŻDŻĘ, A UWIELBIAM
12.06.2018
VINCENT CURCIO „HENRY FORD” (RECENZJA)
05.11.2017
STARE AUTA ELEKTRYZUJĄ, CHOĆ NIE ELEKTRYCZNE
25.06.2017
Wnętrze samochodu
CZY AUTO MOŻE BYĆ GRATEM
18.07.2015