BAZYLIKA PIEKARSKA NA FOTOGRAFIACH I WE WSPOMNIENIACH


Statywy rozłożone, sprzęt cierpliwie czekał na rozruch, reszta w przepastnych torbach. Cały harmider towarzyszący rozpoczęciu sesji fotograficznej opanowany. Pora się rozejrzeć, wybrać kadry. Tym razem jednak wyjątkowo nie musiałem oswajać miejsca, w którym się znalazłem. Bazylika piekarska odgrywa w moim życiu rolę szczególną; mogę powiedzieć, że to miejsce jakoś mnie ukształtowało.

Jakie były początki? Z pamięci wydobyłem obraz kilkuletniego chłopca, który idzie z tatą i starszym bratem na swoją pierwszą w życiu majową pielgrzymkę do Piekar. Na twarzy radość i przejęcie. Te jedenaście kilometrów dzielących dom od piekarskiego wzgórza to nie była taka sobie wycieczka. To była, zapowiadająca przygody, męska wyprawa na miarę odkrycia Ameryki przez Kolumba. Nigdy wcześniej nie szedłem aż tak daleko, w dodatku do miejsca, którego nie widziałem, ale o którym co roku w okolicach maja wspominało się często. Pamiętam jeszcze rozsadzającą piersi radość, kiedy w oddali zobaczyłem charakterystyczne dwie kościelne wieże dominujące nad miastem.

Wbrew obawom rodziców doszedłem (no dobrze, niesiony też na barana)! Dziś podobne odległości nie stanowią dla mnie problemu, ale pamięć smaku niedowierzającego uniesienia zachowałem i po wielu latach go rozpoznaję: pojawia się za każdym razem po nocnym przejściu ponad czterdziestu kilometrów na Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Tak też było i w tym roku.

EDK 2021. Stacja przy Kopcu Wyzwolenia w Piekarach Śląskich

 

Wnętrze bazyliki poznałem dużo później. Po prostu przez lata do Piekar przychodziło się jedynie w ostatnią niedzielę maja na coroczną pielgrzymkę mężczyzn. Na jednym z dziesiątków straganów tata kupował pierniki, cukrowe tabliczki z imbirem, marcepanowe kartofelki – wszystko to do poobiedniej kawy po powrocie. Nie ociągając się, od razu szliśmy potem szukać dogodnego miejsca wśród stutysięcznej rzeszy zapełniającej wzgórze. Bazylika piekarska wypełniona była w tym czasie duchowieństwem tworzącym orszak podążający główną ulicą ku ołtarzowi.

Tym razem, przybywając do Piekar w roli fotografa nie musiałem się spieszyć. Lubię, kiedy sesja wymusza spokojny namysł w trakcie wybierania najlepszych ujęć. A nie jest to proste w przypadku tak bogatych wnętrz. Po katedrze Chrystusa Króla w Katowicach, sanktuarium w Piekarach Śląskich jest najważniejszym ośrodkiem kultu religijnego katowickiej archidiecezji. Chciałoby się dodać: i o wiele ładniejszym. Ważne, aby fotografie „nie zgubiły” jedynego w swoim rodzaju nastroju tego miejsca.

Z doświadczenie wiem też, że wybór ujęć do fotografowania pozwala dostrzec wiele detali często pomijanych w trakcie „zwykłego” omiatania wzrokiem dużych fragmentów.

 

Kościół poświęcony 175 lat temu posiada wyjątkową atmosferę. Jest dosyć ciemny, przez wąskie, długie witraże nie dociera zbyt dużo światła. Polichromię ścian przedstawiających freski związane z kultem Matki Boskiej i życiem Jezusa utrzymano w odcieniach zgaszonych brązów, zieleni i złocistości. Podobnie wizerunki aniołów, apostołów, proroków, Ojców Kościoła i ornamenty roślinno-geometryczne.  Wszystko to razem tworzy w neobarokowym wnętrzu niepowtarzalny klimat tajemniczości sacrum.

Ołtarz wykonano z czerwonego marmuru kararyjskiego z Włoch. Ma kształt antycznej budowli o dwu kondygnacjach. Wieńczy go krzyż z klęczącymi pozłacanymi aniołkami.

 

Całość stanowi ramę dla obrazu Matki Boskiej Piekarskiej, dzieła anonimowego malarza z XVII wieku.

 

W 1702 roku oryginalny obraz z ołtarza głównego został wywieziony do Opola, co miało go zabezpieczyć przed grabieżą ze strony Szwedów. Znajduje się tam do dziś. W Piekarach Śląskich umieszczono kopię. Nie zniechęciło to wiernych pamiętających o cudownych uzdrowieniach w czasie epidemii zarazy. Kult tego miejsca rósł nieprzerwanie.

Po obu stronach centralnej kaplicy stoją figury św. Bartłomieja Apostoła i św. Bernarda.

 

Z lewej strony znajduje się ambona w kształcie łodzi unoszącej się na falach. Szkoda, że nie ma już zwyczaju głoszenia kazań z takich miejsc. Widok księdza z zapałem głoszącego słowo Boże musiał zapadać w pamięć. Powyżej umieszczono grupę rzeźb przedstawiających ewangelistów na tle błękitnego żagla.

 

Może dziwić, ale bazylika piekarska dla wielu mężczyzn zdążających do tego miejsca w maju i kobiet przybywających z pielgrzymką w sierpniu pozostaje miejscem nieznanym. Pątnicy gromadzą się wokół kościoła Zmartwychwstania Pańskiego usytuowanego w centrum wzgórza, a tylko nieliczni zachodzą do bazyliki.

 

Warto te zaległości nadrobić. Otwierając masywne drzwi, pozostawiając za plecami ruchliwą, pełną samochodów ulicę Bytomską, przenosimy się w okamgnieniu w odmienną rzeczywistość. A może nadprzyrodzoną nierzeczywistość?



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

NA ROWER! O DZISIEJSZEJ FRAJDZIE I DAWNYCH PRZEPISACH
15.04.2021
MARIUSZ SZCZYGIEŁ „OSOBISTY PRZEWODNIK PO PRADZE”
11.03.2021
OJCOWSKI PARK NARODOWY MA JUŻ 65 LAT
04.02.2021
SZWAJCARIA RACHOWICKA. GDZIE I DLACZEGO TAK WARTO
15.10.2020
ŚWIERKLANIEC. CHOĆ PIĘKNIE, A JEDNAK ŻAL
01.10.2020
KOSZĘCIN BEZ ZESPOŁU „ŚLĄSK”. WARTO PRZYJECHAĆ?
19.09.2019
UROKI DĘBOWCA. ODSŁONA DRUGA – „LOTNICZA”
27.06.2019
LATAM, GADAM – PEŁNY SERWIS! DRON SPEŁNIA MARZENIA
04.04.2019
JAKUB PORADA „PORADA DA RADĘ. TANIE LATANIE” (RECENZJA)
04.12.2018