JAKA BYŁA HALINA POŚWIATOWSKA


Niezmiennie w czołówce polskich literatów. Halina Poświatowska wciąż fascynuje i jest poetyckim punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń. Jak to więc możliwe, że efekt sondażu okazał się tak nędzny? Zapytałem kilkanaście osób idących w Częstochowie ulicą Jasnogórską o muzeum jej poświęcone. Żadna z nich nie wiedziała, że jest takie w mieście, a wyraz twarzy niektórych zdawał się mówić to, co usłyszałem od dziewczyny, która po wyjęciu słuchawki z ucha, rzuciła: „nie znam kobiety”. Najlepsze – obiekt oddalony był kilkadziesiąt metrów. O co więc chodzi? Szwankuje promocja w mieście, a może ekspozycja nieciekawa? Sprawdźmy, gdzie biegną tropy i czy gdzieś doprowadzą.

Zanim w progach powitał mnie Zbigniew Myga, brat poetki, młodszy od niej o szesnaście lat, oglądam z zewnątrz niewielki parterowy budynek wciśnięty między przedwojenne kamienice. Tu, zaraz po wojnie państwo Mygowie przenieśli się z innej części miasta.

Wejście do domku zarośnięte bluszczem, przed nim rozgościł się mały ogródek. Kwitną tulipany, z ziemi wychylają się zioła, duży krzew magnolii obsypany kwiatami, w rogu napęczniałe grona bzu, drewniana altanka zaprasza do cienia. Wąż ogrodowy rzucony na trawie. Ścieżką wzdłuż rabaty dostojnie przechadza się kot, ulubione zwierzę poetki. Swojsko, domowo i lirycznie.

Nie tutaj, a w poprzednim domu, Poświatowska nabawiła się nieuleczalnej choroby. Podczas wyzwalania miasta w połowie stycznia 1945 roku, rodzina postanowiła schronić się w piwnicy. Trzy dni spędzone w tym zimnym i wilgotnym pomieszczeniu spowodowały zapalenie stawów i w konsekwencji powstanie ciężkiej wady serca.

Poetka nosiła w sobie obraz domu rodzinnego, skoro – płynąc „Batorym” na operację serca do Ameryki – w liście do przyjaciela, niewidomego literata Ireneusza Morawskiego, pisze: „Zaczyna lekko huśtać – ale nade mną pochylają się liście bzu i resztki kwiatów fioletowych drobnych. To maciejka tak pachnie – a ludzie mówią: wieczór. Wieczór odmyka oczy kwiatów i gwiazd. Mruga tymi oczyma – ogromny pręgowany kot ociera się o nasze ręce. To jest życie – ziemia cętkowana zielono i złoto – morze w ciemnoniebieskie pręgi”.

Nikt, kto zetknął się ze Zbigniewem Mygą, nie ma wątpliwości, że sławna siostra, mimo 51 lat od śmierci, jest dla niego nadal ukochaną osobą. Jako strażnik wspomnień potrafi z prawdziwą czułością, gawędziarskim zacięciem opowiadać o wielu nieopisanych w literaturze szczegółach z życia Haśki.

Tak się złożyło, że nie miałem żadnej brzydkiej siostry, a obydwie moje były niezwykle urodziwe. Na dodatek Haśka należała do bardzo rzadkiego gatunku kobiet świetlistych. Gdziekolwiek wchodziła, tam robiło się jaśniej. Nie sposób było nie zauważać spojrzeń obecnych i to niezależnie od płci. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety pojawienie się Haśki w towarzystwie kwitowali bezgłośnym, ale dającym się zauważyć wyrazem aprobaty.

Jako chłopak jeździł do siostry do Krakowa na Krupniczą 22 i tam, w Domu Literatów spotkał wielu pisarzy. Znajomymi Haliny byli, m.in. Szymborska i Grochowiak, artyści z Piwnicy pod Baranami. Nieczęsto zdarza się okazja, kiedy można posłuchać podobnych wspomnień. Świadomość, że informacje pochodzą z „pierwszej ręki”, obecność w ścianach rodzinnego domu poetki, w którym przeżyła tyle szczęśliwych, ale też trudnych chwil,  tworzą niezwykłą atmosferę.

Muzeum zajmuje trzy pokoje. Zgromadzone zostały przede wszystkim takie pamiątki jak zdjęcia, listy, książki. Trzeba pamiętać, że krótkie życie Poświatowskiej (zmarła w wieku 32 lat), wypełnione było niezliczonymi pobytami w szpitalach, sanatoriach, wyjazdami i intensywną pracą twórczą. Zwyczajnie zabrakło czasu, by zgromadzić wiele rzeczy, przedmiotów codziennego użytku, jakimi normalnie „obrasta się” przez całe życie. Nie do odtworzenia jest więc jej pokój pracy. Był tam, gdzie Haśka akurat się leczyła.

Ekspozycję podzielono na dwie zasadnicze części odróżniające się kolorystyką. Wykorzystano ulubione kolory poetki, stąd jedna z sal jest zielona, druga czerwona.

Nie fotografie, nie rękopisy, a zapis elektrokardiografu zrobił na mnie największe wrażenie. Towarzyszyło mi poczucie, że podglądam coś niezwykle intymnego, jednocześnie najściślej związanego z poezją Haśki.

Przypomina się wtedy, co Jan Marx, znakomity krytyk literacki, pisał w „Kaskaderach literatury”: To naprawdę wiersze pisane krwią serdeczną, z takim trudem przetłaczaną przez chore serce poetki. Banalna metafora krwi serdecznej w przypadku Poświatowskiej jest tragicznie adekwatna. Pisała tę poezję własnym życiem. Toteż biografia jest do jej liryki zasadniczym kluczem interpretacyjnym. Biografia krótka, dynamiczna, znaczona chorobą, cierpieniem, bólem. Bardziej do upiornego wyścigu ze śmiercią niż do życia podobna. A przy tym biografia niezwykle gęsta, o intensywności przeżyć i doznań, które mogłyby wypełnić niejedno długie życie. Za Słowackim można napisać o Poświatowskiej: za trzech ludzi czuła – więc żyła potrójnie.

Wracam do swojego zaskoczenia niewiedzą przechodniów o istnieniu muzeum słynnej częstochowianki (choć ławeczkę w alejach NMP zna każdy).

Chodzi przecież o artystkę, którą życie prywatne i twórczość współtworzyły w równym stopniu. Obie przenikające się sfery powinny zaciekawiać. W Częstochowie nie zaciekawiają; byłem jedynym zwiedzającym do godziny czternastej.

Jedno jest pewne. Dla każdego miłośnika twórczości Poświatowskiej to miejsce wprost stworzone dla lepszego zrozumienia jej osobistej, intymnej liryki. Wiersze, takie jak ten, odkrywa się potem na nowo:

kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym

czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny

często myślę o tobie
często piszę do ciebie
głupie listy – w nich miłość i uśmiech

potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie

patrząc w płomień kochanie
myślę – co się też stanie
z moim sercem miłości głodnym

a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i kolor jest chłodny

(„kiedy umrę kochanie…”)

 

 

 

Na fotografii tytułowej obraz Adolfa Poświatowskiego „Akt z kotem”

Więcej o biografii poetki w recenzji książki Marioli Pryzwan „Haśka. Poświatowska we wspomnieniach i listach”.

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

ZBIGNIEW HERBERT. DWADZIEŚCIA LAT BEZ NIEGO/Z NIM
27.07.2018
SŁAWOMIR KOPER „ULUBIEŃCY BOGÓW” (RECENZJA)
24.02.2018
Recenzja książki pryzwan Haśka
MARIOLA PRYZWAN „HAŚKA” – BEZ SERCA NIE PODCHODŹ /RECENZJA/
22.07.2015