CIOTKI REWOLUCJI ZE SZKLANYMI PACIORKAMI


Pięć frazeologizmów znanych powszechnie i chętnie od dawna wykorzystywanych w literaturze. Nic nie poradzę, że wszystkie opisują kogoś z ironią – subtelnym znakiem złośliwości. Tak już czasem w życiu i polszczyźnie bywa. W końcu, już półtora wieku temu Anatol France trafił w punkt mówiąc, że ironia jest ostatnią fazą rozczarowania.

OPOWIADAĆ FARMAZONY – OPOWIADAĆ BZDURY, GŁUPSTWA

Nie ma wątpliwości, że słowo „farmazon” brzmi w polszczyźnie obco. I nic dziwnego, bo to nieco dziwnie przejęta forma z francuskiego. Tam „franc-maçon” oznacza wolnomularza, inaczej – masona. Kto wie, być może ta forma nie znalazłaby miejsca w naszym języku, gdyby nie moda u schyłku XIX wieku na członkostwo w tego typu mniej lub bardziej tajnych związkach. Pół biedy, gdyby farmazonem nazywano jedynie masona, ale słowo zyskało niepospolitą pojemność. Był nim również niedowiarek, liberał, oszust, cwaniak, szachraj i jakobin. Ogólnie, niezłe towarzystwo.

„Farmazona” w liczbie pojedynczej w zasadzie już się nie używa, a jeszcze w połowie XIX wieku zapomniany dziś pisarz Adam Gorczyński wydał powieść pod takim tytułem. Gabriela Zapolska w „Kaśce Kariatydzie” z 1888 roku użyła słowa „farmazon” w znaczeniu „niedowiarek” opisując na przykładzie Jana, bohatera powieści, modelowe zachowanie takiego osobnika:

Wszystkich księży bez wyjątku przezwał jezuitami, a sam przybrał nazwę farmazona. Z czapką na bakier przekręconą reformował swych znajomych pomiędzy jedną a drugą blaszanką i uderzał energicznie pięścią w stół, zapewne dla dosadniejszego określenia swych argumentów. Dlatego, gdy Kaśka, zbierając się do odejścia, rzekła swym słodkim głosem: „Trzeba państwo szanować, bo tak ksiądz przykazuje…” — pociągnął ją gwałtownie za chustkę i wykrzywił usta.

Nikt nie wie, dlaczego „farmazony” łączymy wyłącznie z jednym czasownikiem. Hipotezy są trzy – masoni wygłaszają brednie, głupoty opowiada się o nich albo sami nie wiemy, o czym mówimy.

SZKLANE PACIORKI – RZECZ BEZWARTOŚCIOWA W ZAMIAN ZA COŚ CENNEGO

Kilka wieków temu powszechnie stosowany środek płatniczy w obu Amerykach i Afryce. Trudno rozstrzygnąć, czy większa była głupota i naiwność Indian, czy pazerność Białych. Każdy statek, który przybijał do brzegów tych kontynentów miał na pokładzie ów towar. Myli się ten, kto uważa, że były go pełne ładownie. W 1624 r. Holenderska Kompania Zachodnioindyjska kupiła tereny obecnego Nowego Jorku za kilka garści szklanych paciorków o równowartości dzisiejszych dwudziestu czterech dolarów. Prawdopodobnie plemię Lenape nie zdawało sobie sprawy, że coś sprzedaje. Dla Indian ziemia, podobnie jak powietrze i woda, nie mogła być czyjąś własnością.

Henryk Sienkiewicz w powieści ” W pustyni i w puszczy” opisuje niełatwe przygotowania do chrztu dwojga czarnoskórych służących i późniejsze podarki.

– Powiedz mi – zapytał Staś – co to jest zły uczynek?
– Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy – odpowiedział po krótkim namyśle – to jest zły uczynek.
– Doskonale! – zawołał Staś – a dobry?
Tym razem odpowiedź przyszła bez namysłu:
– Dobry, to jak Kali zabrać komu krowy.

Po ceremoniach rodzice chrzestni ofiarowali każdemu z dzieci po cztery kupony białego perkalu i po sznurze niebieskich paciorków – najbardziej pożądanych przez nich prezentach. Zwłaszcza że paciorki stały się z czasem w Afryce szczególnym rodzajem waluty, więc Kali był szczęśliwy, ale Mea nieco zawiedziona. Wyobrażała sobie, że oprócz prezentów, dodatkowo w nagrodę po chrzcie natychmiast wybieleje na niej skóra. Nel pocieszyła ją zapewnieniem, że ma teraz duszę białą.

PALMA ODBIJA – O KIMŚ, KOMU ODBIŁA SZAJBA

Czyli o pysznym, zarozumiałym, wyniosłym. Z samą palmą sprawa prostsza. W antyku zwycięzcom nakładano na skronie wieńce laurowe. Z czasem synonimami stały się wawrzyn, laur i palma. Echo tamtych praktyk pozostało do dziś; mówi się przecież o kimś najlepszym, że dzierży palmę pierwszeństwa. Bywa jednak, nie każdy z czołówki potrafi unieść ciężar sukcesu. Nie dość, że ciężko z nim wytrzymać, to i jemu samemu daleko do psychicznego komfortu. Krótko mówiąc, palma potrafi dokonać spustoszeń, stąd potocznie mówi się o takim: „ma coś z głową”.

A co z szajbą, która też lubi odbić? Do wyboru dwa tropy. W języku niemieckim Scheibe oznacza krąg, krążek. Stąd już blisko do wieńca laurowego. U Rosjan ciekawiej, bo szajba oznacza krążek hokejowy, a w przenośni również чудакa – dziwaka, odmieńca. I na tym koniec podobieństw. Na pewno bowiem zwrot „szajba komuś odbiła” nie jest kalką z rosyjskiego. Tam funkcjonuje mocniejsze, ale równie metaforyczne: отлетела кому крыша, czyli odleciał komuś dach.

CIOTKI REWOLUCJI – KOBIETY BEZ RESZTY ODDANE PEWNEJ IDEI

Nie udało mi się ustalić autorstwa tego zwrotu, a trzeba przyznać jest niezły. Na pewno w latach pięćdziesiątych nazywano tak oddane idei bez reszty, zaciekłe komunistki, szczególnie w wieku postbalzakowskim. Inaczej mówiąc, były to oszalałe z miłości do socjalizmu panie w wieku średnim, raczej z nieudanym życiem osobistym. Żadna definicja nie opisałaby ich lepiej niż zrobił to Tadeusz Konwicki, który w książce „Nowy Świat i okolice” z 1986 roku tak je przedstawił:

W latach pięćdziesiątych Polską rządziły ciotki rewolucji. Proszę mnie nie poprawiać. Ja wiem, że w szkołach uczą, iż władzę sprawowali wtedy Bierut, Cyrankiewicz albo Różański. Ale naprawdę wszyscyśmy podlegali bezapelacyjnie ciotkom rewolucji.
Były to panie w średnim wieku, ale jeszcze nie stare, choć zdarzały się śród nich i staruchy pamiętające jeszcze Lenina, na ogół niezbyt urodziwe, choć bywały i niebrzydkie, a nawet z pewnymi skromnymi pretensjami męsko-damskimi.
Były zazwyczaj czarniawe, przy kości, krótko ostrzyżone, energiczne, zdecydowane w odruchach, rozkochane w marksizmie-leninizmie i fanatycznie oddane władzy ludowej. W większości pochodziły z plutokratycznych domów żydowskich i miały już za sobą pewien staż w przedwojennej partii komunistycznej.
Każdy z nas musiał się zetknąć swego czasu z taką działaczką. Siedziały one w gabinetach Komitetu Centralnego, w zakątkach Ministerstwa Bezpieczeństwa, w salkach kolaudacyjnych kinematografii, a także w skromnych pokoikach wydawniczych czy redakcyjnych.
Nie wiem, jak inni, ale ja odczuwałem jakiś ożywczy niepokój, kiedy moje drogi skrzyżowały się z drogą takiej towarzyszki dyrektorki czy redaktorki. Wiem, że wielu ludzi uciekało przed nimi jak przed zarazą, ale chyba niesłusznie.

Czy ma znaczenie, że okres budowy socjalizmu dawno minął? Okazuje się, że dla ciotek rewolucji żadne. W każdym czasie i miejscu znajdą się kobiety, które w imię walki o rozumiany po swojemu postęp będą walczyć do upadłego o spełnienie idée fixe.

MIEĆ Z KIMŚ NA PIEŃKU – BYĆ Z KIMŚ W KONFLIKCIE, ŻYWIĆ URAZĘ, CZUBIĆ SIĘ

Mam na pieńku z ciotkami rewolucji. Kilka wieków temu dzisiejszy frazeologizm sprowadziłby się do konkretnego działania. Niesfornych uczniów, a niekiedy krnąbrną służbę we dworach, kładziono bowiem na klocu drewna (pieńku) i okładano tym, co akurat nauczyciel albo zarządca miał pod ręką – rózgą brzozową, rzemienną dyscypliną albo placentą, czyli kawałkiem skóry na drewnianym trzonku. Co może zaskoczyć, zwrot ten brzmiał pierwotnie: „mieć kogoś na pieńku”. Jak się zastanowić, był bardziej logiczny.

Drżyjcie ciotki rewolucji!

Zobacz też:

CZĘŚĆ I “JAKI ZABŁOCKI, JAKIE MYDŁO”

CZĘŚĆ II “FRAZEOLOGIZMY I KIJEK NA SZARYM KOŃCU”

CZĘŚĆ III “CO SMALIĆ, A CO SMALONE”

CZĘŚĆ IV “JĘZYKOWEJ PRZYGODY CIĄG DALSZY”

CZĘŚĆ V “ECH, TE POKRĘCONE FRAZEOLOGIZMY”

CZĘŚĆ VI “MIECZ DAMOKLESA ODCHODZI DO LAMUSA”

CZĘŚĆ VII “ZNALEŹĆ SIĘ W KROPCE I PUŚCIĆ FAMĘ O ROGU OBFITOŚCI”

CZĘŚĆ VIII “RUJA I PORUBSTWO, A TU – PIES OGRODNIKA”

CZĘŚĆ IX “KOŚCI ZOSTAŁY RZUCONE BEZ OGRÓDEK”

CZĘŚĆ X “LEŻEĆ POKOTEM I ZBIJAĆ BĄKI”

CZĘŚĆ XI “OD SASA DO LASA I INNE DUPERELE”

CZĘŚĆ XII “SŁONE CENY, A DZIEWCZYNA W BIELIZNĘ UBRANA”

CZĘŚĆ XIII “KAPUŚCIANA GŁOWA I KOBYŁKA U PŁOTA”

CZĘŚĆ XIV “NA BAKIER Z NOCNYM MARKIEM”

CZĘŚĆ XV CO SALOMONOWY WYROK MA WSPÓLNEGO Z MISKĄ SOCZEWICY

CZĘŚĆ XVI DRABINA JAKUBOWA, A NA NIEJ BENIAMINEK Z OŚLICĄ BAALAMA

Podstawowe źródła:

Słownik frazeologiczny języka polskiego

A. Krasnowolski, W. Niedźwiedzki, Słownik staropolski

Wielki słownik języka polskiego

Witold Doroszewski, Słownik języka polskiego

Władysław Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury

Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska