„CZASYPISMO”. CO MA WSPÓLNEGO HICZKOK Z OPERACJĄ NA PROSTOTĘ


Co należy zrobić z policją? Nie używam wulgaryzmów, więc nie zacytuję hasła pracowicie wypisanego sprajem na ścianie co drugiej kamienicy. Zresztą i tak każdy je zna. Przyglądałem się dyskretnie grupkom zakapturzonych młodzieńców rozważając, w ile sekund uda mi się zdjąć aparat ze statywu i po jego złożeniu odejść, a ile sekund oni potrzebują, żeby mi to zabrać. Coś mi się zdaje, że gdyby autorzy napisów znali metody i możliwości umysłowe stojącej niegdyś na straży władzy ludowej milicji i ORMO pisaliby dziś z przekonaniem o funkcjonariuszach: „kochać policję!” (pracy z przeróbką niewiele – drugi wyraz pozostaje,  dwie ostatnie litery w pierwszym te same). Co ma wspólnego to niedawne zdarzenie i periodyk Instytutu Pamięci Narodowej pod intrygującym tytułem „Czasypismo”?

Wśród wielu znakomitych artykułów zamieszczonych na prawie dwustu dwudziestu stronach formatu A4 znajduje się «”Krutka brutka”. Zmagania językowe funkcjonariuszy bezpieki» Anny Badury. Autorka przytacza i omawia liczne błędy popełniane w „twórczości” funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa oraz TW, czyli tajnych współpracowników. Dodaje, że materiału wystarczyłoby na napisanie kilku opracowań.

Zacznijmy od fragmentu notatki milicyjnej (pisownia tej i pozostałych oryginalna): „Przedstawiciel z Huty Baildon o imieniu Zbyszek w wieku po 30 tce wzrost okoł 172 cm. twarz owalna w ciemnym ubraniu i kurtce, posiada proste długie owłosienie i krutką brutkę bez wąsa.” Ogólnie z opisem ludzkiego organizmu były niemałe kłopoty. W obrażeniach pojawiają się „kości trzaszki i muzgowia”, jest nawet „trzaska”, a także „izjasz”. O „wstrząsie muzgu” nawet nie ma co wspominać. Jasne, że nie byłoby tych określeń, gdyby nie „ujemne nałogi” albo „nałogi w ujemnym słowa znaczeniu”. Dobrze, że można było liczyć na służbę zdrowia i wykonywano „operacje na prostotę”.

Błędy błędami, ale trzeba przyznać, że skłonności do tworzenia neologizmów i efekty robią wrażenie. Pracować może ten, kto jest „pracozdolny”, a jego zaangażowanie w pracy oznacza, że jest „idejny”. Osobę rozmowną można nazwać „durzomówną”. Taka mogła wpaść w tarapaty, bo wiadomo, że sporządzano tysiące notatek, również autorstwa przełożonych o podległych im funkcjonariuszach. Takich jak ta: „Obcuje w środowisku robotniczym ludzi o przeciętnej opinii lecz lubiących wódke. Zachowanie jego tak w czasie służby jak i poza służbą jest przeciętne, lubi wypić co czynił dość często poprzednio i zawierać znajomości z kobietami. Nałogów w pełnym tego słowa znaczeniu nie posiada. Nie stwierdzono ani też nie ma podejrzeń aby zdradzał chęci korzyści materialnych. Poczucie dyscypliny należyte, natomiast honoru i godności osobistej na przeciętnym poziomie.”

W milicyjnych zapiskach znaleźć można wzmianki o tym, że zatrzymany służył w Korpusie „Gen. Maćka” i o strzelaniu z „leworweru”. Na marginesie, nazwiska to była prawdziwa męka dla sporządzających notatki. Pojawia się więc i „Hiczkok”, i „Degol”, „Mason Luter”, „M. Taczer”, „Rokofeler” i kardynał „Recinger”. Najwyraźniej nauka języków obcych nie była milicyjnym „hobi”.

Plutonowy Cudo Teodor z posterunku MO w Niedobczycach, w notatce służbowej z szóstego marca 1968 roku pisał, że zatrzymany śpiewał „dojczlan dojczlan liberales” i „po niemiecku hajli hajlo i następne słowa”, a nawet „hail hitla”.

Przywracanie socjalistycznego ładu dotyczyło każdej dziedziny życia, więc nie było tematów „tabum”. A to ktoś kupił nielegalnie „centaur” pszenicy, ojciec był „wyjechany do syna”, a kobieta wyszła „zamasz”. Żeby nie było wątpliwości pisano: „ojciec ww. już od kilku lat nie żyje, ponieważ zmarł”. Trochę więcej rozterek pojawia się czytając: „w rozmowach swych jest szczery, lecz skłonny do kłamstw” albo: „pito wino i piwo, nie używają raczej alkocholu”. Niełatwo też zrozumieć sens podanego składu funkcjonariuszy powiatu gliwickiego w 1946 roku: „kawalerów 62, w tym 4 panny”.

Natomiast nie ma wątpliwości, że „Czasypismo” zawiera dwadzieścia osiem artykułów i jeden fotoreportaż. Moi faworyci, oprócz omawianego tekstu Anny Badury: wywiad z profesorem Krzysztofem Szwagrzykiem, «Prasowe „niewypały” antyklerykalne» Łucji Marek, «”Zawsze jesteśmy z wami, towarzyszu Gierek”. Czerwiec 1976 w województwie katowickim» Bogusława Tracza, «”Doły śmierci” pod Starym Grodkowem» Adama Dziuby i „Codzienność powojennego Górnego Śląska w ogłoszeniach drobnych” Sebastiana Ligarskiego. Z lekturą nie ma pośpiechu; w ciągu czterech lat ukazało się zaledwie dziewięć numerów. Każdy z nich to prawdziwa gratka dla zainteresowanych współczesną historią Górnego Śląska.

Wracam do milicyjnych notatek i sprawozdań. To nie tak, że są wśród nich jedynie cytaty „treści pogruszkowych”. Spotkać też można przecież „pozytywne nadzieje”. W końcu pracownicy bezpieki to była „intyligencja pracująca”, a najważniejsze dobro stanowił „chonor milicjanta”. Co powoduje, że dalsza „wymiana sów” jest po prostu zbędna.

„Jajusz” (w notatce zamiast „ja już”)  jako „przodujący bumelant” kończę.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

MŁODY DENTYSTO, JEDŹ NA TARG STAROCI!
07.08.2018
JAK ZACHOWAĆ MŁODOŚĆ? GARŚĆ PORAD Z 1951 ROKU
01.06.2018
UMARŁ STALIN. NIECH STALINOGRÓD WIECZNIE ŻYJE!
03.03.2018
„ZAKOCHAM SIĘ W DUCHOWEJ AKROBATCE”. DAWNYCH OGŁOSZEŃ CZAR
21.01.2018
„MARZENIA Z BETONU”. DOBRY TYTUŁ, ZAWARTOŚĆ JESZCZE LEPSZA
19.11.2017
PRL W OPARACH NOSTALGII
30.09.2017
„PANI” WYTWORNA, ZE SKAZĄ WSZAKŻE
15.09.2017
NAJLEPSZE PISMO LITERACKIE? DWUMIESIĘCZNIK „TOPOS”
22.06.2017
ILUSTROWANY KURIER CODZIENNY. DATA PRAWIE SIĘ ZGADZA.
28.12.2016