CZES’C’! O WYMOWIE MŁODYCH (KOBIET)


Jeszcze rozumiem, co mówią. Trudno mi tylko pojąć, dlaczego akurat w taki sposób. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że wiele osób zjawiska w ogóle nie zauważa, a z kolei spora grupa dostaje szału i bezradnie szuka przyczyn. O czym mówię? O wymowie, którą można roboczo nazwać „zalotnym seplenieniem”. Coraz bardziej rozpowszechnionej, zwłaszcza wśród młodych kobiet i dziewczyn.

Być może przykład idzie z góry, wystarczy bowiem zobaczyć jakikolwiek odcinek polskiego serialu. Tam zjawisko jest już tak powszechne, że w kwestii wypowiadanej przez aktorkę, np.: „sama s’p’je”, bardziej dziwi, że nieszczęsna nie ma w łóżku towarzystwa, a mniej infantylna maniera jej wypowiedzi.

Z pozoru ten specyficzny styl przypomina nieco wymowę w języku rosyjskim. Szkopuł w tym, że zjawisko jest ogólnopolskie i w żadnym razie nie dotyczy wschodnich kresów Polski. A rzecz dotyczy miękkich głosek: ś, ź, a zwłaszcza ć. Jak to wygląda, właściwiej – jak tego się słucha? „Uczyć” to bardziej „uczyc’i”, „część” – „czesc’i”, „cicho” – „c’icho”, „siwy” -„s’iwy”, „zima” – „z’ima”, „goście” – „gos’c’ie'”.

Pojęcia nie mam, skąd ta osobliwość. Domyślam się jedynie, gdzie wiodą możliwe tropy? O tym za chwilę. Pewne jest, że z wadą wymowy nie ma żadnego związku; stąd właśnie owo kaleczenie języka polskiego tak wielu irytuje. Dlaczego jednak występuje przede wszystkim u młodych kobiet i dziewczyn?

Na szczęście w tym zdziwieniu nie jestem osamotniony. Dwa opisy tego zjawiska bardziej je definiują niż odpowiadają na pytanie o przyczyny. Jedno, naukowe, z punktu widzenia językoznawcy, prezentuje Agnieszka Serownik w czasopiśmie „Forum logopedy”. Autorka zauważa: problemem jest sposób realizacji miękkości [ś, ź, ć]. Coraz częściej, szczególnie wśród młodszego pokolenia, słychać zamiast palatalnych głoski palatalizowane [s’, z’, c’], np. cześć [čes’c’], siebie [s’jeb’je], świnia [s’f’ińa].

Inny, literacki opis tego problemu i podobne przyznanie się do bezradności w kwestii pochodzenia znalazłem u Krzysztofa Vargi w jego zbiorze opowiadań „Egzorcyzmy księdza Wojciecha”: Wyraźnie zmiękczały swoją pronuncjację, co ostatnimi laty stało się powszechne wśród młodych kobiet; nie miał pojęcia, jaka jest tego przyczyna, czemu młode dziewczęta, a nawet młode kobiety, infantylizowały swoją mowę, mówiąc „djet’i” zamiast „dzieci” bądź „chot’my” zamiast „chodźmy”, „wjeśmy” zamiast „weźmy”.

A może głównym winowajcą jest film polski. Aktorzy filmowi, zdaniem wielu reżyserów, mają mówić „normalnie”, jak w życiu, a nie pięknie i głośno jak w teatrze. I dlatego słyszymy wszelkie przejęzyczenia, złą intonację, wady wymowy. Denerwujemy się, czy nikt tego w procesie postprodukcji nie słyszał, tymczasem wszystko to jest celowym zabiegiem, bo tak naturalnie. Innymi słowy, bliżej codzienności, dalej od poprawnej wymowy, której wzorce powinien wyznaczać nie kto inny, tylko  aktor. A że wyznacza takie, więc na ulicy słyszymy „c’oc’a zamiast „ciocia i „Kas’ka zamiast „Kaśka.

Piotr Knop, operator dźwięku, laureat wielu nagród, wspomina swoją pracę przy realizacji „Quo Vadis”: Bardzo duża część dialogów była między Jerzym Trelą a Pawłem Delągiem. Ten pierwszy na postsynchronach dograł jedynie kilkanaście słów, a drugi niemal całą swoją rolę powtórzył w studiu. Jerzy Trela należy do tych aktorów, których każde słowo – emocjonalnego krzyku jak i szeptu jest zrozumiałe, trudno byłoby znaleźć taki przykład aktora młodego pokolenia.

A może okolicznością łagodzącą jest fakt, że ze wszystkich języków indoeuropejskich właśnie język polski ma najwięcej sybilantów, czyli głosek szeleszczących? Sami ich już nie słyszymy, ale dla obcokrajowców nagromadzenie bywa szokujące. Knop opowiada o zgrywaniu we Francji filmu „V.I.P.” Juliusza Machulskiego: Była tam kwestia „Pan to musi mieć szczęście w miłości”. Francuzi myśleli, że to jakieś zniekształcenie i trzeba było wytłumaczyć, że tak brzmi nasz język.

Może i szeleszczące głoski byłyby okolicznością łagodzącą, gdyby zjawisko było powszechne i stare. A jest stosunkowo nowe i ograniczone raczej do dziewczyn. Byłbym za tym, choć hipoteza może się wydawać dziwna, że u źródła stoi chęć przypodobania się rozmówcy, który z założenia ma jakoby bardziej lubić aktorki, celebrytki o wymowie dającej wrażenie pieszczotliwości, tym samym kreujące się na powabne, słodkie i zalecające się z wdziękiem istoty. Z czasem maniera staje się ich trwałym nawykiem, z kolei dla wielu czymś godnym naśladowania.

Gdyby wspomniany styl był zjawiskiem marginalnym, nie warto byłoby mu poświęcać osobnego artykułu. Szkopuł w tym, że zjawisko rozszerza się błyskawicznie. Wielu logopedów bije na alarm, twierdząc, że staje się ono plagą i to niezwykle trudną do wyeliminowania. O zgrozo, obserwowane jest nawet wśród studentek filologii polskiej i pedagogiki, a więc przyszłych nauczycielek.

Czyżby niesforni uczniowie mieli wkrótce słyszeć wyłącznie: „c’icho tam djet’i”.

 

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

TAK CZY TAK? CODZIENNE ROZTERKI JĘZYKOWE (CZ. XVI)
14.09.2018
TAK CZY TAK? CODZIENNE ROZTERKI JĘZYKOWE (CZ. XV)
28.08.2018
TAK CZY TAK? CODZIENNE ROZTERKI JĘZYKOWE (CZ. XIV)
03.08.2018
TAK CZY TAK? CODZIENNE ROZTERKI JĘZYKOWE (CZ. XIII)
17.07.2018
TAK CZY TAK? CODZIENNE ROZTERKI JĘZYKOWE (CZ. XII)
29.06.2018
CZESKI BŁĄD DO KOSMICZNEJ POTĘGI
22.06.2018
BŁĘDY ORTOGRAFICZNE MNOŻĄ SIĘ, ŻE HO (CHO?)!
15.06.2018
MIESZKAM W CHLEWIE? ROZTERKI (TYLKO) JĘZYKOWE
05.06.2018
TAK CZY TAK? CODZIENNE ROZTERKI JĘZYKOWE (CZ. X)
18.05.2018