CZY CHCIAŁBYM UMRZEĆ „NAGLE I NIESPODZIEWANIE”


Goście przy stole ochoczo podchwycili temat. Niemal pełna jednomyślność była dla mnie sporym zaskoczeniem. A wszystko zaczęło się od wypowiedzianej pewnym głosem, ni to deklaracji, ni to roszczenia: „życzę sobie umrzeć nagle”. Natychmiast rozpoczął się festiwal zgodnych potakiwań, przytaczania argumentów, jakie to rozliczne zalety ma niespodziewana śmierć. W osłupieniu przysłuchiwałem się, nie mającej końca licytacji uzasadnień.

Pomyślałem wtedy: a gdyby tak życzenie biesiadnika spełniło się od razu, w chwili wypowiadania. Głowa z impetem uderza w talerz, ciało nieruchomieje. Zakładając, że zebrani biorą odpowiedzialność za słowa, czy powinienem się dziwić, że zaczęliby natychmiast wiwatować? „Ale fart! Dopiero co sobie zamarzył i patrzcie, już go nie ma”. „Szczęściarz z niego, zawsze miał z górki”. „Trudno, my zostajemy, ale też byśmy tak samo chcieli.”

Zebrane towarzystwo nie okazało jednak cienia zawodu. Przeciwnie, z kulturą właściwą ludziom obytym, udawałoby pozbawioną zawiści bezinteresowną radość, że niektórym tak cudownie do samego końca się wiedzie (wiodło?).

Rzecz jasna, podobny scenariusz odpada. Dlaczego? No bo pozostaje kwestia zasadnicza – ustalenie terminu. Trzeba się koniecznie z Bogiem, z losem potargować. Wyznaczanie daty losowi, czy fatum przenosi w sferę niedorzecznej, kiczowatej abstrakcji.

Za to o wiele „łatwiej” ponegocjować z Bogiem. „Panie Boże, co prawda bardzo chcę umrzeć nagle i niespodziewanie, ale na razie nie bierz tego na serio. Wrócimy do tematu za jakieś …, zresztą sam Ci powiem. Przygotuję się, pozamykam konta, poczekam na przelew emerytury, odwiedzę zakład pogrzebowy, nawet mogę obiecać, że pójdę do spowiedzi. Pożegnam się z bliskimi i jak już będę gotowy, dam sygnał – teraz!”

Wszystko miałoby się odbyć według zasady z wiersza Tuwima: „Jak tym pstrycz­kiem zro­bić pstryk, To się wid­no robi w mig. (…) Ciemno? widno – Widno? ciemno.”

Kpię sobie? Owszem. Z wszystkich tych, którzy żyją tak, jakby mieli nigdy nie umrzeć, a jeśli już – jedynie na własnych, ściśle określonych, twardych warunkach. 

Niby wiadomo, co się za tym kryje. Nie boimy się nawet tak bardzo samej śmierci, jak wcześniejszego cierpienia, bólu, zniedołężnienia, utraty pamięci, anonimowości odchodzenia za szpitalnym parawanem, czy zdania na łaskę i niełaskę rodziny. To wcale jednak nie musi oznaczać wypowiadania słów na temat kresu życia na poziomie ucznia podstawówki (choć akurat on jest przekonany o swojej nieśmiertelności i takimi kalkulacjami nie zaprząta sobie głowy).

Aktor, Paweł Królikowski, w jednym z wywiadów na pytanie: „A czego Pan się boi?”, odpowiada: „Jak w staropolskiej modlitwie – nagłej i niespodziewanej śmierci”. I dodaje, słysząc, że ludzie chcieliby umierać w taki właśnie sposób: „Pieprzą bzdury, nie wiedzą, co mówią.”

Otóż to. Całe wieki katolicy z drżeniem wypowiadali słowa suplikacji: „Od nagłej i niespodziewanej śmierci, zachowaj nas, Panie!”, prosząc, by się spełniły. Podobnie, jak wypowiadane wcześniej prośby o oddalenie wojny, głodu, ognia i zarazy. Ale te właśnie przede wszystkim. Dzisiaj, co zakrawa na absurd, to, czego oni obawiali się najbardziej, współcześni wypowiadają jako gorące życzenie, niemal błaganie.

Myślę, że dobrze w związku z tym od czasu do czasu przypomnieć sobie dawne przysłowie. Najbardziej chyba aktualne w chwili wypowiadania słów o pragnieniu śmierci „nagle i niespodziewanie”, a w rzeczywistości chęci oddalenia jej nieuchronności na bliżej nieokreśloną, ale z całą pewnością odległą przyszłość. Brzmi ono:

„Jest później, niż myślisz”.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

EKSTREMALNA DROGA KRZYŻOWA 2022. JESZCZE RAZ Z CUDEM
10.04.2022
JEDEN DZIEŃ IWANA DENISOWICZA. OPIS SYSTEMU, KTÓRY TRWA
04.03.2022
CICHA NOC BOŻEGO NARODZENIA
23.12.2020
BIBLIA CODZIENNIE I PRZEZ LATA. POLECAM
30.04.2020
CZY ZABIERAĆ DZIECI NA POGRZEB?
30.10.2018
EDYTA STEIN, LUBLINIEC I PIĘKNO URZECZENIA
14.08.2018
STEFKA I POZOSTALI ŚWIĘCI
01.11.2017
MICHEL HOUELLEBECQ „ULEGŁOŚĆ” (RECENZJA)
14.11.2016
DWA ZEGARY I ŚWIĘTO ZMARŁYCH
02.11.2015