CZY JĘZYK POLSKI JEST BOGATY?


Z Lechem, kolegą z podstawówki, wymieniamy czasem zdawkowe uwagi na temat pogody. Sposób, w jaki trzema najczęściej używanymi wulgaryzmami potrafi ze znawstwem opisać nadciągające fronty, zbliżające się ochłodzenie, skoki ciśnienia i swoje własne, w związku z działaniami natury, samopoczucie zahacza o wirtuozerię. Do pełnej komunikacji ze światem wystarcza mu pewnie jakaś setka słów. Przypadek skrajny, jakich tysiące. Po ostatniej rozmowie pomyślałem, że warto zająć się odpowiedzią na pytanie, ile słów potrzebuje Polak do funkcjonowania i czy język polski można zaliczyć do bogatych. W końcu to drugi najczęściej używany język słowiański i dwudziesty szósty w świecie pod względem ilości użytkowników.

Pamiętam jeszcze z czasów studenckich informację, jakoby nasz język liczył ponad milion słów. Rzeczywistość jest jednak o wiele bardziej skomplikowana. Chodzi o kryteria liczenia. Wiadomo, że polszczyzna jest językiem bardzo giętkim, z ogromnymi możliwościami tworzenia nowych wyrazów. Wyobraźmy więc sobie zdanie: „Żółw zjadł kapustę i marchew.” Zmieniamy je do postaci: „Żółwik zjadł kapustkę i marchewkę.” I jeszcze bardziej zwiększamy siłę zdrobnień: „Żółwiczek zjadł kapusteczkę i marcheweczkę.” Czy takie sporadycznie tworzone zdrobnienia tworzą jeszcze zasób słownictwa? No i kiedy następuje kres ich zrozumiałości.

A co z gwarami i słownictwem środowiskowym. „Flaba”, „gymba”, „flinta”  znaczą to samo – „twarz”, odpowiednio w gwarze kaszubskiej, śląskiej i więziennej. Czy to nadal język polski? Jeśli tak, ilość słów mocno wzrasta. Jeśli nie, to na pewno rezygnujemy ze wszystkich bez wyjątku odmian? Mnożą się pytania. Można jeszcze dołożyć i takie. Co z archaizmami? Czy „balwierz” oznaczający dawnego fryzjera i felczera, a „bisurman” muzułmanina, słowa dziś już nie używane, należą do języka polskiego. W razie wątpliwości, jak wyznaczyć cezurę czasową.

No i wreszcie kwestia wlewających się szerokim strumieniem zapożyczeń, zwłaszcza z angielskiego. Jak potraktować te wszystkie castingi, brokerów, brunche, peelingi, drivery.

Wszystko to powoli naprowadza nas na trop odpowiedzi na tytułowe pytanie. A w zasadzie jej brak, jeśli chodzi o precyzję. Nie da się bowiem jednoznacznie ustalić ilości słów. „Wielki Słownik Ortograficzny” pod redakcją Edwarda Polańskiego z 2016 roku zawiera prawie sto pięćdziesiąt tysięcy haseł. Nie za dużo. Liczba ta może bardzo łatwo się zwiększyć, jeśli dodamy zdrobnienia, a po włączeniu frazeologizmów poszybuje już w miliony. Pozostaje terminologia naukowa. Na przykład, liczba znanych w chemii związków organicznych wynosi około dziesięciu milionów. Czy to specjalistyczne słownictwo współtworzy zasób polszczyzny?

A zejdźmy z poziomu ogólnych rozważań na język polski, jakim posługuje się przeciętny Polak. Wygląda na to, że bez pytań dziś ani rusz. A więc trzy kolejne.

1. ILE POTRZEBA SŁÓW, BY POSŁUGIWAĆ SIĘ JĘZYKIEM POLSKIM?

Kilka lat temu grupa filologów z Uniwersytetu w Białymstoku z myślą o cudzoziemcach jako pierwsza opracowała zestaw słów w języku polskim, których poznanie ma wystarczyć, by z powodzeniem się nim posługiwać. Słownik liczy tysiąc dwieście  słów. Zdaniem badaczy, osoba ucząca się naszego języka od podstaw powinna je opanować w ciągu roku.

2. ILE SŁÓW UŻYWA PRZECIĘTNY POLAK?

Coraz mniej. Językoznawca, profesor Mirosław Bańko, twierdzi, że Polak używa w wypowiedziach maksymalnie kilkanaście tysięcy słów. Maksymalnie oznacza w tym przypadku przeciętną około dwóch tysięcy na co dzień. Problem w tym, że ten zasób z roku na rok ubożeje. Coraz gorzej wychodzi nam odmiana wyrazów, coraz więcej w nim wulgaryzmów (muszę powiedzieć koledze Lechowi, że zna kilkanaście tysięcy słów – zrobi to na nim wrażenie, na mnie już zrobiło). Osobną kategorię, podkreśla profesor, stanowią doświadczeni gracze w scrabble. Ich zasób słownictwa jest naprawdę bardzo duży, ale sprowadza się często jedynie do wiedzy, że należy ono do języka polskiego. Nie towarzyszy temu znajomość znaczenia.

3. ILE SŁÓW ZNA PRZECIĘTNY POLAK?

Słownictwo bierne, czyli kiedy ktoś zna słowo, ale go nie używa, jest naturalnie bogatsze od czynnego. Większości Polakom wystarczy znajomość około trzydziestu tysięcy słów. Osoby oczytane, wykształcone, dawniej powiedzielibyśmy – erudyci, znają nawet sto tysięcy słów. Przypadek to jednak rzadki. Sporo też zależy od tego, czy uwzględniamy tylko słownictwo ogólne, czy również specjalistyczne.

Na świecie języka polskiego uczy się coraz więcej osób. Obecnie około dziesięciu tysięcy. To duża sztuka zachęcić ich do nauki w sytuacji, kiedy sami przyczyniamy się często do degradacji mowy ojczystej. Szkoda, że nie doceniamy jej niezwykłości: bogatego słownictwa, piekielnie trudnej gramatyki czy niezwykłej ortografii. Język polski sytuowany jest w dziesiątce najtrudniejszych języków świata. Często wydaje mi się, że w związku z tym sami się rozgrzeszamy z dbałości o jego kształt.

A co z tytułowym pytaniem, czy język polski jest bogaty. Da się na nie odpowiedzieć jednym, pojemnym i oddającym istotę słowem. Takim, jakim sprzedawcy Rolls Royce’a odpowiadają na pytanie, jak szybko mogą jeździć te samochody.

Wystarczająco.

Podstawowe źródła:

Słownik języka polskiego, Warszawa 2012

Poradnia językowa Wydawnictwa Naukowego PWN



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

ZABŁOCKI NA MYDLE, CZYLI GŁUPI JAK BUT (Z LEWEJ NOGI)
12.11.2020
SZARAPOVA CZY SHARAPOWA I INNE MANOWCE
22.10.2020
OŚCIĄ W GARDLE. JASNE, ŻE O KOŚCIACH TEŻ BĘDZIE
24.09.2020
DUŻĄ LITERĄ, MAŁĄ LITERĄ. WIEDZA TAJEMNA? (CZ. 2)
10.09.2020
PISOWNIA RELIGIJNA, CZYLI DYLEMATY NIE TYLKO ŚWIĄTECZNO-ŚLUBNE (CZ. 1)
03.09.2020
KARTOFEL I ZIEMNIAK. KTO RZĄDZI W TYM ZWIĄZKU?
20.08.2020
ROZMAITOŚCI JĘZYKOWE Z KOŚCIOŁA, SPORTU I KUCHNI
13.08.2020
WSZYSTKA PO 5 ZŁOTYCH! UPUST (OPUST?) NADZWYCZAJNY
14.05.2020
KORONAWIRUS. NA PEWNO FORMA POPRAWNA?
16.04.2020