DANI KARAVAN, REFLECTION/ODBICIE. O CZYM OPOWIEDZIAŁO MI LUSTRO


Mówi prawdę albo zawsze kłamie. Powiernik albo nieprzyjaciel. Odbija emocje, a może je kreuje. Lustro. Cokolwiek o nim powiedzieć, od razu można to zdanie zanegować. Przedmiot tajemny niczym Sfinks. Zdawałoby się, tylko powierzchnia odbijająca światło. Dani Karavan, artysta pochodzący z Tel Avivu, twórca monumentalnych instalacji, w najnowszej wykorzystał ich tysiące lub, jak kto woli, stworzył jedno gigantyczne. Wyłożył nimi hol centralny Muzeum Śląskiego i przeniósł mnie w świat równoległy. A w zasadzie zagarnął, bo tylko tak dzieło nabiera sensu. Po to, żebym lepiej siebie poznał?  Odkrył swoją prawdziwą naturę?

Instalację Reflection/ Odbicie/ גנולגיפּשפׇּא można doświadczać na dwa sposoby. Oba przynoszą równie ciekawe refleksje na temat ludzkiej natury. Na początku pobytu warto pozostać na wytyczonej z boku ścieżce.  Przyjmujemy rolę obserwatorów oglądających reakcje tych, którzy zdecydowali się chodzić po lustrach, wewnątrz wielkiego sześcianu o boku trzynastu metrów. Pracownicy muzeum są zgodni, że montaż tej skomplikowanej instalacji wymagał nie byle jakich umiejętności ekipy składającej dzieło.
dani karavan jpg.
dani karavan jpg.
dani karavan jpg.
dani karavan jpg.
Widzę śmiejących się do rozpuku uczniów podstawówki, dla których pojawiła się wreszcie możliwość zrobienia jedynego w swoim rodzaju selfie w stukrotnym zwielokrotnieniu. Starsza pani z lękiem wchodzi na błyszczącą powierzchnię. – Nie dam rady – mówi do swojej towarzyszki. Trzymając się ścian przechodzi kilka metrów i wyraźną ulgą wraca na chodnik. Sprawia wrażenie osoby, która właśnie uratowała życie po zejściu z krawędzi wieżowca. Niedaleko staruszkowie trzymając się za ręce spacerują uśmiechnięci, jakby już teraz znaleźli się w jasnym niebie. Młody ojciec, na początku sam onieśmielony, wyjaśnia synkowi, że nigdzie na pewno nie spadnie. Ktoś z wielkim namysłem stawia kroki, uważając, by się “nie potknąć”. Para zakochanych spoglądając w dół, w górę i na boki ogląda swoje zwielokrotnione szczęście. Każdy zachowuje się inaczej.
dani karavan jpg.
dani karavan jpg.
dani karavan jpg.
dani karavan jpg.
Szybko dochodzę do wniosku, że obserwacja, zachowanie dystansu są wygodne – zdejmują odpowiedzialność. Oceniając innych nie trzeba absorbować swojej osoby. Podglądając, ubieram się w szaty niewiniątka (“przecież po to jest ścieżka, po to otwory w lustrach”). Czyżbym zapomniał, że podglądającego też można podejrzeć i oceniać. Bardziej przykuwa wzrok i uwagę. Niby prawdy nie nowe, ale w takim otoczeniu nabierają mocniejszego sensu.
dani karavan jpg.
dani karavan jpg.
dani karavan jpg.
Po obowiązkowym zdjęciu butów i wejściu na taflę z lustrami, w mgnieniu oka znalazłem się w nowej rzeczywistości. Więcej, doświadczyłem cudu chodzenia po nieboskłonie, wodzie, może jeszcze czymś innym, ale cokolwiek o tym powiedzieć – to nie miało prawa się wydarzyć. Elementem przyciągającym wzrok jest wysoka, biała drabina jakubowa, która pnie się nieskończenie wysoko, ku niebu lub nieskończenie głęboko, gdzieś w niedosiężną otchłań – zależy, czy spoglądamy w górę lub z opuszczoną głową, w dół.
dani karavan jpg.
Zdaje się, że mógłbym wciąż i wciąż wchodzić na nią; przekraczać wszelkie możliwe granice. Albo schodzić, przeżywając gorycz swojej słabości. Wszystko, niczym w życiowym kołowrocie.
dani karavan jpg.  
dani karavan jpg.
dani karavan jpg.
dani karavan jpg.
 dani karavan jpg.
Przejście z roli widza do roli aktora, po pierwszym oszołomieniu, każe zastanowić się nad ideą przedsięwzięcia. Wiadomo, że Dani Karavan zainspirował się fragmentem “Hamleta” Williama Szekspira:

Zastosuj akcję do słów, a słowa do akcji, mając przede
wszystkim to na względzie, abyś nie przekroczył granic
natury; wszystko bowiem, co przesadzone, przeciwne jest
intencjom teatru, którego przeznaczeniem, jak dawniej
tak i teraz, było i jest służyć niejako za zwierciadło naturze,
pokazywać cnocie własne jej rysy, złości żywy jej
obraz, a światu i duchowi wieku postać ich i piętno.

(William Szekspir, Hamlet, akt III, scena 2, przekład Józefa Paszkowskiego).

dani karavan jpg.

dani karavan jpg.

dani karavan jpg.

dani karavan jpg.

dani karavan jpg.

dani karavan jpg.

Jeszcze jedno artystyczne przedstawienie eksploatowanej od wieków prawdy, że w świecie – teatrze jesteśmy aktorami, odgrywającymi w życiu przypisaną rolę? Jednak coś więcej tym razem. Mam do czynienia z rodzajem metafizyki, który każe pytać, co jest iluzją, co prawdą w tej aktorskiej grze.  Czyż rozpryśnięcie się na drobne fragmenty uczestników odbitych w lustrach  nie jest trafnym oddaniem chaotycznej mozaiki emocji, pragnień, lęków ukrytej w każdym ludzkim wnętrzu? Dani Karavan zdaje się mówić: nie jesteśmy tacy, jak nam się wydaje i nie jesteśmy, jak inni nas postrzegają.  Składamy się z odłamków, z których nie sposób złożyć całość.

Ma rację?


  • Iwona Trojan

    Jeden tylko Pan Bóg wie, jacy jesteśmy 🙂

  • Jezusie jakie to piękne! Od razu ciśnie mi się na usta. Uwielbiam sztukę, taką niedokładną. Mi się to skojarzyło z Królową Śniegu nie wiedzieć czemu. Przepiękna instalacja.

    • Dobre skojarzenie z baśnią. Rzeczywiście, jest w tym nagromadzeniu luster też coś złowrogiego. Z drugiej strony, nie od rzeczy byłoby wspomnieć o micie z Narcyzem w roli głównej. Gdybyś widziała, jak bardzo niektórzy lubią się oglądać.