DLA KOGO TARGI KSIĄŻKI


Albo jeszcze inaczej – po co targi książki. Przecież księgarnie zaczynają przypominać hale fabryczne wypełnione setkami metrów półek z tysiącami tytułów. Nie trzeba się w nich przeciskać w tłumie, czekać w tasiemcowych kolejkach, jak to nierzadko na targach bywa. W księgarniach można usiąść i poczytać w ciszy. Na targach trudno o takie luksusy. Jest głośno, trochę nerwowo i za szybko na literaturę. A jednak będę bronił tych wydarzeń z całych sił i z przekonaniem, że są niezbędne w krajobrazie kulturalnym. Jakie więc mają zalety? Odpowiem na przykładzie Śląskich Targów Książki w Katowicach.

Najpierw trzeba oderwać myślenie o podobnych zjawiskach w kategoriach księgarnianych, a bardziej jako o wielkim święcie książki. Hucznej imprezie, jaka od czasu do czasu jej się należy.

TO IDZIE MŁODOŚĆ

Najbardziej krzepiące wspomnienie. Targi książki opanowały dzieci i ludzie bardzo młodzi. Co prawda, wprowadzają niemało zamieszania, ale trzeba zobaczyć emocje, jakie im towarzyszą przy oglądaniu książek. Taki obraz i podnosi na duchu, i pociesza, że może z czytelnictwem za chwilę będzie lepiej, a przygnębiające dane o odrzuceniu książek przez czterdzieści procent społeczeństwa odejdą do lamusa. Średnie pokolenie, które sprawia, że wskaźniki czytelnictwa pikują w dół, raczej już się nie poprawi – cała nadzieja w przedszkolakach i uczniach podstawówek.

NISZOWE JEST PIĘKNE

Nie miałem pojęcia o istnieniu wielu wydawnictw. Na dobrą sprawę prawie połowy z obecnych ponad stu czterdziestu. I nie miałbym nadal, gdyby nie targi książki. Co z tego wynika? Okazuje się, że większość z nich skupiona jest na konkretnej, często wąskiej tematyce. Ryzykują, rzecz jasna, ale świadomy czytelnik dokładnie wie, czego szuka i jeśli ich w gęstwinie znajdzie, pozostaje dozgonnym klientem. Inne zaskoczenia? Instytucje raczej słabo kojarzone z rynkiem wydawniczym mają całkiem bogatą ofertę. Przykładem Telewizja Polska, Polskie Radio, Filharmonia Śląska, a zróżnicowanie tematyki w publikacjach IPN-u zaskakiwało każdego, kto zatrzymał się przy stoisku.

WYDAĆ, ŻEBY OSZCZĘDZIĆ

Rabaty, rabaty, rabaty. Dwadzieścia pięć procent to niemal (słaba) norma i dotyczy dużych. Im mniejsze wydawnictwo, tym łaskawsze. Pięćdziesiąt też da się znaleźć. Książki z końcówek serii po dziesięć złotych? Proszę bardzo. Papierowych toreb przybywa, kwota za całość rośnie, ale przecież pocieszają pieniądze, które zostały w kieszeni i jedyny w swoim rodzaju błogostan z zapewnionej lektury na pół roku.

STARE, A POSZUKIWANE

Półki księgarskie uginają się pod ciężarem, więc niczego nie brakuje. Ależ skąd! Pół biedy, kiedy wchodzę do księgarni, żeby przejrzeć nowości i być może coś kupić. Natomiast dziwnym trafem, kiedy pytam o konkretną rzecz, często odchodzę z kwitkiem (mniej więcej podobną zasadę odkryłem w sklepach odzieżowych i obuwniczych). Na ratunek spieszą, niestety coraz rzadsze, antykwariaty. Albo targi. Zaskoczyła mnie bogata oferta starych książek, a niemal wzruszyły tytuły, o których zdążyłem zapomnieć. Do antykwariuszy zawsze miałem wiele szacunku – wybrali szlachetny zawód, ale i ciężki kawałek chleba.

ROZMOWA POSZERZA HORYZONTY

W księgarni można liczyć na mniej lub bardziej fachową pomoc w odszukaniu pozycji na półce. I na tym z reguły koniec. Rzadko trafiam na pasjonatów, z którymi można wymienić uwagi o nowej powieści Myśliwskiego, tomiku poezji Wencla, czy publicystyce Ziemkiewicza. Targi pod tym względem to wielka przyjemność prowadzenia rozmowy z ludźmi znającymi się na rzeczy; twórczość wydawanych autorów z reguły nie ma dla nich tajemnic. Albo też z prawdziwym zaangażowaniem opowiadającymi o procesie wydawniczym niezwykłych publikacji, jak to miało miejsce na stoisku Domu Emisyjnego Manuscriptum, należącego do elity wydawców ksiąg jubilerskich na świecie (białe rękawiczki do przeglądania niezbędne – Złota Biblia Papieska z lewej kosztuje siedem i pół tysiąca złotych).

ŻAL POMIESZANY Z RADOŚCIĄ

Targi książki to księgarnia w wersji XXL. Nie sposób po kilku godzinach uniknąć oszołomienia pomieszanego z żalem, że nie wystarczy najdłuższego życia, by przeczytać choć ułamek tej oferty. Wiem, że to myśl mało odkrywcza, ale w tych warunkach wyjątkowo namacalnie i sugestywnie prawdziwa.

Z drugiej strony, czyż może być piękniejsza frustracja?



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

DLACZEGO CZYTANIE KSIĄŻEK NIE JEST MODNE
12.09.2017
NIE CZYTASZ? KSIĄŻKI BĘDĄ WARCZAŁY
07.10.2015
Różne książki ułożone na stosach
KSIĄŻKI, KTÓRYCH NIKT NIE CHCE
28.08.2015