DLACZEGO NIE OMIJAM MUZEÓW (NA RAZIE)


Ciekaw jestem, ilu turystów przyjeżdżających do Siedlec wie, że w tutejszym muzeum diecezjalnym wisi jedyny w Polsce obraz El Greca. A ilu przechadzających się po poznańskim rynku ma świadomość, że mogłoby zobaczyć, w położonym nieopodal Muzeum Narodowym, jedyny w kraju obraz Claude’a Moneta. W Gdańsku bezcenny tryptyk Hansa Memlinga „Sąd Ostateczny”, a w Muzeum Mazowieckim w Płocku jeden z dwóch obrazów Tamary Łempickiej. Naturalnie, nie o to chodzi, żeby „zaliczać” kolejne arcydzieła i o tym rozpowiadać. Rzecz w czymś innym. Co w takim razie powoduje, że przed wyjazdem zawsze sprawdzam muzea istniejące w miejscu, do którego zmierzam?

Nie zawsze są to instytucje wielkie, powszechnie znane, ze zbiorami w okazałych siedzibach. Często, może najczęściej, widzę niepozorny, niczym nie wyróżniający się budynek, który można łatwo minąć, gdyby nie tablica umieszczona na ścianie. Dominują w polskim krajobrazie muzea niewielkie, często rodzinne, organizowane nie dla zysku, ale z potrzeby serca i przekonania, że stanie się wielka krzywda, jeśli nie uda się przechować pamięci o kimś lub o czymś dla kolejnych pokoleń.

szajna jpg.

szajna jpg.

Jeśli się zastanowić, jest w tym jakiś niebywały fenomen. W świecie wpatrzonym w postęp, nowoczesność i elektroniczne zabawki to nie powinno się wydarzyć. A jednak! Nie tak dawno muzeum potocznie kojarzono z „przechowalnią” obrazów i rzeźb. Łatwiej teraz wymienić czemu nie są poświęcone te instytucje. Bo to i przedstawianie postaci (niekiedy nawet wymyślonych), czasów ujętych w jakieś ramy, przedmiotów, wydarzeń, obyczajów, zawodów, idei. Od muzeum chleba po lokomotyw i pomników socrealizmu. Świetnie, bo w wielu przypadkach najzwyczajniej uchroniono eksponaty przed zapomnieniem albo zniszczeniem. A nobliwie, może nawet trochę archaicznie brzmiący termin – „muzeum” nabiera nowego, atrakcyjnego znaczenia. Oczywiście, przekonuję się niekiedy, że nazwa kojarząca się z czymś niezwykłym, autentycznym i cennym bywa nadużywana, bo widzę na miejscu jedynie przypadkową i chaotyczną zbieraninę. Nie ma co ukrywać, takie rozczarowania obniżają zaufanie do tego typu instytucji.

szajna jpg.

To jednak zjawisko marginalne; w końcu wieści o przypadkowości zbiorów, niechlujnej ekspozycji w dobie internetu szybko się rozchodzą. Muzealnicy z powołania wiedzą, że liczy się uczciwość i przemyślany marketing. Inaczej mówiąc, zachwyceni zwiedzający mają opowiedzieć o swoich wrażeniach i „zwabić” kolejnych. A nie będą mieli na to ochoty, jeśli zastaną muzeum w tradycyjnym kształcie (czy jest jeszcze gdzieś obuwie ochronne?). Gabloty i plansze jako jedyne elementy wnętrza traktowane są dziś jako relikt.

szajna jpg.

Z kolei nacisk na dynamizm i działanie bardziej angażuje zmysły, ale niekiedy w ten sposób z muzeum robi się hałaśliwy lunapark wypełniony natrętnym, krzyczącym designem. W wersji złagodzonej zamienia się ono po trochu w teatr, kino i galerię handlową razem wzięte. Jedno jest pewne, potoczne określenie: „jak w muzeum” traci rację bytu.

muzeum jpg.

Trochę zaczyna mnie irytować widoczny znak czasów. Mam na myśli dygitalizację oryginałów. Każe mi się oglądać wypreparowany abstrakt, który może i bardzo przypomina oryginał, ale nim nie jest. Gdzie jak gdzie, ale w muzeum chciałbym zbliżyć się do autentyku, a zachwyty nad możliwościami techniki zostawiam na inne okoliczności. Podobnie jak atmosferę wesołego miasteczka, w którym dla każdego coś miłego. Od przedszkolaków i żądnej sensacji młodzieży szkolnej po statecznych turystów.

szajna jpg.

Na szczęście, muzealnicy w większości mają poczucie misji. Wiedzą, że dzięki nim można przeżyć niedostępne gdzie indziej emocje, rozbudzić wyobraźnię, zastanowić się nad swoją kruchością w ciągu dziejów. Nad miejscem, w którym przyszło żyć. Zachwycić się różnorodnością świata poprzez kontakt ze sztuką i zdobyć bezcenne umiejętności odczytywania symboli, metafor. Brzmi górnolotnie? Tylko się cieszyć, że można o jakimś zjawisku jeszcze tak myśleć.

Przestrzenie muzealne, tu też dodam – na szczęście, wciąż wypełnione są przede wszystkim obrazami, grafikami, rysunkami i rzeźbami – dziełami sztuki, a nie nowinkami z dziedziny zaawansowanej technologii, która w najwspanialszym nawet wydaniu zawsze będzie tylko namiastką. Dopóki tak zostanie, widząc tablicę z wyrazem „muzeum” sprawdzę, na jakie emocje mogę w miejscu liczyć. 

szajna jpg.

szajna jpg.

Lubisz, podobnie jak ja, zwiedzać muzea? Jak odbierasz ich ewolucję? Czy ambitne, w konfrontacji z popkulturą, skazane są na porażkę? Ciekaw jestem.

Na fotografiach wystawa dzieł Józefa Szajny (1922 – 2008) w Muzeum Śląskim w Katowicach. Czynna do 26 lutego 2017 roku.

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

DLACZEGO SZTUKA WSPÓŁCZESNA TAK MNIE POCIĄGA (CHOĆ SIĘ NA NIEJ NIE ZNAM)
12.10.2018
MUZYKA W SZTUCE. CZY DA SIĘ POKAZAĆ DŹWIĘK?
21.08.2018
PAWEŁ STELLER – ZAPOMNIANY GENIUSZ DRZEWORYTU
17.03.2018
PROWOKOWAĆ LOS. NA PRZYKŁADZIE BEKSIŃSKICH
05.02.2018
SPORT I SZTUKA. NIC NOWEGO, A JEDNAK
25.01.2018
DOM MEHOFFERA W KRAKOWIE. MODA TRWA
07.01.2018
TAGI GRAFICIARZY TRAFIAJĄ DO MUZEÓW. NAPRAWDĘ
16.12.2017
NA SZCZĘŚCIE BYWAJĄ „NIEMIŁE” WYSTAWY
18.08.2017
PO CO W STARYM KRAKOWIE NOWY MOCAK
03.08.2017