DLACZEGO WCIĄŻ NOSZĘ TRADYCYJNY ZEGAREK


Letnia aura pozwoliła mi na dyskretne i szybkie przeprowadzenie obserwacji. Koszule z krótkim rękawem, t-shirty, polo odsłoniły męskie nadgarstki. Na ilu zobaczyłem zegarek? Nosi go mniej więcej co szósty, siódmy mężczyzna. Czyżby w jeszcze jednej kategorii mielibyśmy do czynienia z ostatnimi Mohikanami? Bo przecież czas odmierza smartfon? No i jest jeszcze „przy okazji” notatnikiem, biblioteką, oknem na świat, kartą płatniczą, telefonem. Wszystko w jednym – pełnia szczęścia. Skoro tak, dlaczego codziennie zakładam zegarek i ani myślę zmieniać tego nawyku?

Właściwie dawno już powinien znaleźć się w lamusie, wspominając dni chwały razem z radioodbiornikiem, kalendarzem zrywanym, stacjonarnym telefonem, walkmanem, kalkulatorem. Minęły czasy, kiedy był obowiązkowym prezentem na I Komunię Świętą (sam dostałem radzieckiego Poljota). Dziś hitem na tę okazję są smartfony i smartwatche – zegarkowe erzatze.

Co prawda zegarek ma się gorzej niż kiedyś, ale zapomniany nie został. Więcej nawet, w pewnych kręgach jest nadal obiektem adoracji i marzeń. Mogę coś o tym powiedzieć; na widok pięknego czasomierza z trudem opanowuję emocje. Dlatego właśnie z rezerwą traktuję elektroniczne gadżety, jakimi są smartwatche; ich funkcjonalność jest spora, ale „duszy zegarkowej” nie mają.

Dla wielu w dzisiejszych czasach pozostał niefunkcjonalnym dodatkiem, który pełni funkcję wyłącznie wizerunkową, bo praktyczną utracił. W jednym i drugim przypadku to błąd. Rzecz w tym, że męska biżuteria jest nieporównanie skromniejsza od damskiej i ogranicza się do obrączki, spinek i właśnie zegarka. Jego walory estetyczne podkreślają charakter, styl, wyczucie smaku posiadacza. Zaryzykuję stwierdzenie, że najbardziej zdecydowanie „opisują” go buty i właśnie zegarek. To one są najważniejszymi z dodatków i tworzą wizerunek.

Wiadomo, pierwsze wrażenie robi się tylko raz, drugiej szansy nie ma. Warto więc zadbać o szczegóły, bo – paradoksalnie – one decydują. Lubię na przykład zauważać zegarek u mojego rozmówcy. W swego rodzaju podprogowym przekazie wydaje mi się, że mam oto do czynienia z osobą zorganizowaną, ceniącą czas. I swój, i innych.

Łatwość sprawdzania czasu z zegarkiem na nadgarstku ma jeszcze jedną zaletę. Rzut oka wystarcza, abym wiedział, w jakim punkcie dnia akurat jestem (stąd też szczególnie lubię tradycyjne cyferblaty ze wskazówkami) i pozwala łatwiej zaplanować pozostałą część. A poza tym uruchomienie smartfona to poważne ryzyko zmarnowania iluś minut na skuszenie się skakaniem po aplikacjach, z czego na ogół niewiele wynika. A najczęściej nic. Co w rezultacie daje poczucie zmarnowanego czasu i frustrację, że to nie my mamy smartfon, ale on ma nas.

A jak z praktycznością, którą zegarek niby utracił na jego rzecz? Całkiem nieźle. Kiedy smartfon, a więc tym samym i czasomierz pada mi po kilkunastu godzinach, zegarek chodzi i przestać nie zamierza.

Jak dobrze, że są rzeczy ponadczasowe, którym wielokroć przepowiadano rychły koniec, a one ani myślą dezerterować. Co mam przede wszystkim na myśli? Przykłady pierwsze z brzegu – papierową książkę, winylową płytę i tradycyjny zegarek.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

KTO Z NAS PLECIE ANDRONY I GONI W PIĘTKĘ?
15.07.2021
ZAPROSZENIA ŚLUBNE JAKO POLE MINOWE
04.03.2021
MÓWIĘ PAŹDZIERNIK, MYŚLĘ LENIN ŻYWY
08.10.2020
MATRYMONIALNE. „CHCĘ DUŻO SERCA W ZAMIAN ZA SWOJE”
16.07.2020
WSZYSTKA PO 5 ZŁOTYCH! UPUST (OPUST?) NADZWYCZAJNY
14.05.2020
MIŁOŚĆ W CZASACH ZARAZY. POWRÓT DO LISTÓW?
23.04.2020
CO MI DAJE INTERNET W CZASIE „POZAMYKANEJ” KULTURY
02.04.2020
SPIRYTUS, SKLEP, ZAPASY I INNE MODNE SŁOWA
19.03.2020
GORZKIE ŻALE PRZYBYWAJCIE. O PIĘKNIE SMUTKU
05.03.2020