DOM MEHOFFERA W KRAKOWIE. MODA TRWA


Moda na co? Niezmiennie na Młodą Polskę. Na ten lśniący nostalgicznym blaskiem klejnocik w historii polskiej sztuki i literatury. Niespełna trzy dekady na przełomie XIX i XX wieku dały więcej niż niejedna epoka trwająca całe pokolenia. Na aukcjach trwa właśnie szaleństwo podbijania cen malarstwa tamtego okresu, a sprzedaż obrazu Wyspiańskiego „Macierzyństwo” z 1904 roku za rekordową cenę czterech milionów czterystu tysięcy złotych (wcześniejszy rekord należał do Jana Matejki) tylko potwierdza ten fenomen. Czy jednak Józef Mehoffer – urodzony w tym samym 1869 roku, co Wyspiański – nie jest na tle całego gwiazdozbioru postacią trochę zapomnianą?

I tak, i nie. Dla większości ludzi mało zainteresowanych sztukami plastycznymi, nie tylko on, ale i na przykład Hofman, Boznańska, Ruszczyc, Fałat, Weiss, to nazwiska obce. Z drugiej strony, wystarczy niezbyt obszerna wiedza na temat malarstwa, by na ich widok, a jeszcze bardziej na widok obrazów tychże, przebiegał elektryzujący dreszcz.

Przyjechałem do Krakowa późną jesienią. Nie ma lepszej pory na poznawanie atmosfery modernizmu. W niepozornej, piętrowej kamienicy przy Krupniczej 26, tuż obok Plant, znaleźć można wszystko, co łączy się z tamtymi czasami. Jest nawet ogród zaprojektowany i użytkowany przez malarza. W tak melancholijnym otoczeniu brakuje tylko butelki absyntu i można by się bez reszty zanurzać w młodopolskim spleenie.

Prawdziwe atrakcje skrywa jednak sam dom rodziny Mehofferów. A warto przypomnieć o figlarnym losie, który sprawił, iż urodził się tutaj również Stanisław Wyspiański.

Przede wszystkim udało się pieczołowicie odtworzyć wnętrza (a może właściwiej – uniknięto zbytecznej ingerencji). Mój podziw wzrósł, gdy porównywałem archiwalne fotografie z tym, co właśnie na własne oczy mogłem zobaczyć. Na dobrą sprawę w domu dałoby się zamieszkać od razu. Łza się w oku kręci. Szczęśliwi ci, którzy kiedyś nie słyszeli o bezosobowym stylu skandynawskim.

Parter budynku zajmują pomieszczenia reprezentacyjne: pokój stołowy, dawna biblioteka, a przede wszystkim salon z tarasem wychodzącym na ogród.

Piętro to przestrzeń bardziej kameralna. Atmosfera epoki udziela się każdemu (oprócz licealistów). Wydaje się, że tylko czekać, a  Józef Mehoffer wróci z popołudniowego spaceru i zawiesi melonik na wieszaku.

Siłą artystów schyłku XIX wieku było skierowanie się ku nowym wtedy trendom symbolizmu, impresjonizmu i ekspresjonizmu. Jest jednak coś w tamtych czasach ważniejszego – uznając się za kapłanów sztuki, istotą swej twórczości uczynili człowieka z jego marzeniami, ograniczeniami, wzlotami i upadkami. Ulegającego pokusom wyborów między dobrem a złem. Również to, że życie od narodzin po śmierć potrafili przenieść na język symboli.

Dociera do mnie, że tym komentarzem opisałem mimowolnie twórczość Mehoffera, jednej z najbardziej wyrazistych i wszechstronnie uzdolnionych postaci Młodej Polski. Czym się ten człowiek nie zajmował. Od malarstwa sztalugowego, rysowania kredką, polichromii, projektów witraży, tworzenia grafik artystycznych po ilustracje książkowe, afisze, a nawet projektowanie banknotów.

Najwybitniejsza znawczyni sztuki XIX wieku, profesor Maria Poprzęcka, nie przypadkiem nazwała niezwykłą erupcję zjawisk w sztuce przełomu wieków „złotą godziną”. Kto wie, może dlatego mamy aż tyle nazw tej epoki: obok Młodej Polski, symbolizm, modernizm, secesję lub neoromantyzm.

Zwiedzałem muzeum w towarzystwie poznańskich licealistów przyprowadzonych przez polonistkę. Nie wiem na ile to zjawisko powszechne, ale w tej klasie mody na Młodą Polskę nie zauważyłem. Józef Mehoffer, zbiory, otoczenie, wszystko to było dla nastolatków w najlepszym razie doskonale obojętne.

Przejdzie im? Zjawią się jeszcze kiedyś w tym muzeum ze swoimi dziećmi? Rozpaczliwe wysiłki nauczycielki przyniosły jeden skutek – uczennica zapytała, czy artysta był szczęśliwy w małżeństwie i ile miał dzieci. Wątła iskierka nadziei?

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

DLACZEGO SZTUKA WSPÓŁCZESNA TAK MNIE POCIĄGA (CHOĆ SIĘ NA NIEJ NIE ZNAM)
12.10.2018
MUZYKA W SZTUCE. CZY DA SIĘ POKAZAĆ DŹWIĘK?
21.08.2018
PLANTY KRAKOWSKIE, JAKIE LUBIĘ NAJBARDZIEJ
13.07.2018
PAWEŁ STELLER – ZAPOMNIANY GENIUSZ DRZEWORYTU
17.03.2018
PROWOKOWAĆ LOS. NA PRZYKŁADZIE BEKSIŃSKICH
05.02.2018
SPORT I SZTUKA. NIC NOWEGO, A JEDNAK
25.01.2018
TAGI GRAFICIARZY TRAFIAJĄ DO MUZEÓW. NAPRAWDĘ
16.12.2017
EUROPEUM W KRAKOWIE. BEZ OLŚNIEŃ, ALE WARTO
26.11.2017
NA SZCZĘŚCIE BYWAJĄ „NIEMIŁE” WYSTAWY
18.08.2017