DOROTA KARAŚ “CYBULSKI. PODWÓJNE SALTO”


Za kilka miesięcy, 3 listopada, obchodziłby dziewięćdziesiąte urodziny. Cybulski starym dziadkiem? Niewyobrażalne. Tragiczna śmierć w 1967 roku pod kołami pociągu odjeżdżającego o 4.20 z wrocławskiego dworca zatrzymała na zawsze nonszalancki uśmiech, bujną fryzurę i ciemne okulary. Stworzyła pomnik i legendę. Jego przyjaciel, Bogumił Kobiela, ginie w wypadku samochodowym dokładnie dwadzieścia lat później. Miałby teraz osiemdziesiąt sześć lat. Stary Kobiela? Tragikomiczne, jak jego role. Obie przedwczesne śmierci zbudowały mity. Czy da się spoza nich dojrzeć ludzi z kompleksami i hartem ducha, wadami i zaletami, całą złożoną osobowością, a nie powielaną do znudzenia, ucukrzoną zbitką kilku skojarzeń? Od tego są dobre biografie. “Cybulski. Podwójne salto” Doroty Karaś jest taką.

Na półkach zatrzęsienie podobnych publikacji. I coraz częściej, widząc nazwisko bohatera na okładce, zastanawiam się, iluż to czytelników może być nim tak zainteresowanych, że będą skłonni wydać kilkadziesiąt złotych. Przerzucam kartki. No tak, jeśli podleje się zwyczajny życiorys sosikiem sensacji, niedyskrecji i obyczajowych plotek to szansa zawsze wzrasta. Na szczęście z książką Doroty Karaś jest inaczej. Nie, nie nudna. Przeciwnie – darując czytelnikowi poczucie skrępowania, że oto każe się zaglądać przez wszystkie możliwe dziurki od klucza – potrafi wciągnąć niczym pasjonujący film. Co ważne, nie hagiograficzny.

Kim naprawdę był Cybulski? Bożyszcze tłumów, aktor traktowany jak gwiazda Hollywood, idol pokolenia rodziców i dziadków.  Swoboda, chłopięcy urok skrywały jednak człowieka pełnego kompleksów (za gruby, za krótkie nogi, za duży tyłek, za małe oczy – myślał o sobie). Niezbyt lubianego i niedocenianego przez aktorskie środowisko. Mającego kłopoty z dykcją i zapamiętywaniem tekstów. Notorycznie spóźniającego się na plan. Z powikłanymi i bolesnymi relacjami z żoną i  z wieloma kobietami. Z trudną relacją z synem.

W wywiadzie dla radiowej Jedynki autorka powiedziała, że to ciekawość skłoniła ją do napisania książki – “Jaki był na co dzień? Jakim był człowiekiem? Jakich miał przyjaciół? Ogólnie, jak wyglądało jego życie poza tymi głównymi rolami filmowymi? Od wielu lat jestem dziennikarzem i ten temat wydał mi się ciekawy”.

W filmach najbardziej pamięta się jego rolę Maćka Chełmickiego w “Popiele i diamencie” Wajdy. To dzięki niej Cybulski błyskawicznie stał się ulubieńcem i z powodu niej wielu uważało, że w kolejnych rolach nie potrafi wyjść poza schemat tej postaci. Dorota Karaś wymienia sześć wybitnych scen tego obrazu, ale legendarna pozostanie dla mnie jedna – wspominanie przez Maćka i Andrzeja kolegów, którzy zginęli w czasie wojny i  puszczanie ślizgiem po blacie kieliszków z zapalonym spirytusem. A w tle śpiewanymi przez Hankę Lewicką “Czerwonymi makami na Monte Cassino”.

Każdy z piętnastu rozdziałów zaczyna się fragmentem jednego z  listów, jakie aktor tysiącami otrzymywał od swoich admiratorów płci obojga. Nie tylko anegdotycznie wprowadza w tekst, ale i oddaje atmosferę życia w Polsce lat pięćdziesiątych i następnych dekad. Także pokazuje, że tupet i naiwność są niezmienne.

Zbyszku! Bardzo pana proszę o zrozumienie mojej sprawy. Znalazłem się w bardzo trudnej sytuacji materialnej. Od pana zależy, jak ułoży się dalsze moje życie. (…) Proszę mnie zrozumieć, gdyż II wojna światowa wyrządziła mi tak straszną krzywdę, że zostałem sam, bez rodziców, i nie mogę studiować, jak inni czy też liczyć na pomoc materialną. Pan Bóg na pewno tego nie zapomni i ja będę się modlił o pomyślność w pana życiu prywatnym i aktorskim. Bardzo pana proszę o pożyczenie mi 300 zł. Zapewniam pana, że za tydzień zwrócę panu. Zrobię to bardzo dyskretnie, zostawiając pieniądze w kopercie w recepcji hotelu. Pan jest moją ostatnią deską ratunku.

Szanowny Panie Zbyszku (…), chcemy się dowiedzieć, gdzie mamy się udać, aby zostać czymś w rodzaju jakiejś aktorki, czy trzeba mieć ukończone LO, czy dałoby się bez tego (…). Nie mamy nadziei, abyśmy mogły zrobić karierę tak prędko jak Claudia Cardinale.

To nie tylko biografia tragicznej postaci, ale też atrakcyjnie pokazany obraz pełnego absurdów życia w PRL-u. Aktor rozpoczął studia w 1949 roku. Nastawał ponury czas odgórnie sterowanego myślenia o rzeczywistości. Potem kolejne “odwilże” i “zlodowacenia”. Nie był przeciwko ideologii, nie był za. Chyba jak większość – raczej obok. Poważnie traktował religijność rodziców, ale nazwanie go konserwatystą byłoby zdecydowanie dużym nadużyciem.

Pierwszy i ostatni rozdział zatytułowane są identycznie – “Pociąg”. Ten otwierający biografię, odjeżdża z wrocławskiego peronu o 4.20. Zamykający ją, jedzie z Warszawy do Katowic na pogrzeb aktora. Kalina Jędrusik zapytała w czasie podróży ówczesnego ministra kultury: „Nie wiem, czy zdaje pan sobie sprawę z tego, że jedziemy na pogrzeb najwybitniejszego Polaka”. W drodze powrotnej, pod wrażeniem tysięcy ludzi zgromadzonych na pogrzebie, przytaknął. W stolicy Górnego Śląska większy pogrzeb miał tylko Wojciech Korfanty w 1939 roku.

Drobiazgowe poszukiwania zajęły Dorocie Karaś dwa lata. Niemal dosłownie w ostatniej chwili, mogła porozmawiać z odchodzącymi świadkami życia bohatera biografii. Bardzo wielu już odeszło; ostatnio syn Maciej, podobnie jak ojciec skłócony z życiem. I Andrzej Wajda, który stworzył Cybulskiego – aktora. Następna biografia pisana z historycznego oddalenia przyjmie, siłą rzeczy, całkiem odmienną perspektywę. 

Czy Zbigniew Cybulski będzie równie przyciągający i odpychający? Pozostanie nadal polskim Jamesem Deanem, czy tylko niedojrzałym mężczyzną z nerwicą natręctw?

Inny już autor i inni czytelnicy na te pytania odpowiedzą.

 

 


  • A to mnie zainteresowałeś. Chciałam sobie właśnie na odstresowanie kupić nową książkę i już wiem, jaką.
    Cybulskiego poznałam, gdy na bardzo chałupniczo zorganizowanym kółku filmowym siedziałam z trzema koleżankami i polonistką i oglądałyśmy “Popiół i diament”, w jakości fatalnej i bez zakończenia, bo nie zdążyłyśmy przed końcem gimnazjum. Nigdy potem nie wróciłam do tego filmu, chociaż może powinnam. Potem gdzieś u Stachury wyczytałam o śmierci Cybulskiego i jakoś oni dwaj zawsze mi się łączą. Ale nie wiedziałam, że to był Wrocław. Może i dobrze, bo byłam we Wrocławiu szczęśliwie nieświadoma, przyjechałam na koncert, dobrze, że nie wpadł mi wtedy do głowy temat śmierci.
    Jakoś dziwnie mi się czyta o Wajdzie w czasie przeszłym, czy tylko mi? Gdyby moja siostra osobiście nie wpadła przypadkiem na jego pogrzeb w Krakowie i nie zdała relacji, chyba bym mediom nie uwierzyła. Ale nadal dziwnie.

    • Łączenie Stachury z Cybulskim nie jest wcale pozbawione sensu. Podobna afirmacja życia, zachłystywanie się nim i jednocześnie lęki, kompleksy, urojenia. Skomplikowane, trudne osobowości. Niekoniecznie do podziwiania, bardziej do wyciągania wniosków.
      No i to rzucenie się Stachury pod pociąg.

      • Stachura był bardzo przejęty śmiercią Cybulskiego i szeroko ją rozważał w kontekście własnej jazdy pociągiem i rozmów współpasażerów, komentujących tę tragedię. Niestety, nie pamiętam w której książce :/

        • W ,,Siekierezadzie” , Hipisiu. Niedawno czytałam ja po raz kolejny i przede wszystkim zwróciłam uwagę na ten fragment, bo powraca właściwie przez cała książkę, ten ,,zegar, w którym wskazówki nie mogą być cofnięte”. O Cybulskim pisał też bodajże w ,,Podróżach z Herodotem” Kapuściński – w każdym razie wszystkie opinie, jakie o nim czytałam były bardzo dobre i bardzo uczuciowe. A na podstawie ,,Popiołu i diamentu” powstała niedawno gra tekstowa. Widocznie w młodszych pokoleniach ten film i Cybulski wciąż wzbudzają żywe emocje.

          • Dodam, że gra tekstowa wzbudzająca wiele negatywnych emocji i frustracji…