DWA ZEGARY I ŚWIĘTO ZMARŁYCH


Jeden zegar odmierza czas biegnący od śmierci najbliższych. Pędzące ułamki sekund układają się w minuty, dni, miesiące, lata. Biegną „od”. Czas przemija, żywe obrazy blakną. Nieproszone, błahe wspomnienia wybijają się dziwnym trafem na plan pierwszy, cicho usuwając te, które uważałem za najważniejsze w mojej pamięci o zmarłych. Ale i takich śladów coraz to mniej. Wreszcie zostaje nostalgia wspomnienia i zapamiętany dotyk, głos, spojrzenie.

Znam scenariusz. W Dzień Zaduszny wieczorem stanę nad grobami. Cmentarz nadal będzie rozświetlony blaskiem wczorajszych wspólnych imienin i dzisiejszym, nowym – poważniejszym. Znów dotknie mnie bezradność wobec czasu odczytywanego z nagrobków. Bo bardziej zobaczę w nim własny. Intensywniej niż w inne dni roku zacznę się wsłuchiwać w ten drugi zegar, mój osobisty i unikalny. Na co dzień skutecznie  zagłuszany. Ten również odlicza sekundy, tygodnie, lata. Ale biegnie w drugą stronę – „do”.

Uzmysłowię sobie, jak bardzo marnotrawię dany czas. I nad grobami, trochę jak w sylwestrowy wieczór, tradycyjnie obiecam, postanowię i przyrzeknę. Bo śmierć i lęk dyscyplinują.

Bardziej w tym miejscu dotrą do mnie słowa ojca Joachima Badeniego, że „moment przejścia na tamten świat nadejdzie w swoim czasie. To przejście jest bardzo blisko przyszłego życia, bardzo blisko. To, co jest w czasie jest niezwykle blisko tego, co ponadczasowe. Bliskość tego, co ponadczasowe, czyli tygodnie, miesiące, nie grają roli. Są, ale nie są istotne.”

Stanę razem z tysiącami innych. W każdym z nas zegar nieubłaganie odmierza czas. Skierujemy wzrok w dół i zastanowimy się: „Dokąd idziemy po śmierci? Na co czekamy? W tych grobowcach z granitu i marmuru jak pałace. W mauzoleach. W pełnych przepychu domach śmierci. Przechowywani w kryptach pod rzeźbioną płytą i za kutymi drzwiami. Na cmentarzach, które są jak ciche miasta. Jakbyśmy nie wierzyli, że przyjdzie Pan, więc sami musimy się o wszystko zatroszczyć.” (Andrzej Stasiuk „Wschód”)

Jutro znowu muszę być aktywny. Zrobić, pojechać, spotkać się, odwiedzić, zadbać, przygotować. Zapamiętam, że wczorajszy Dzień Zaduszny był ważny, ale natłok spraw szybko zatrze jego wagę. A usłyszane słowa ojca Badeniego:  «jedynej śmierci, jakiej należy pragnąć, to śmierci własnego „ja”, śmierci egoizmu, starego człowieka. Wyjście z siebie, zapomnienie o sobie – to jest możliwe.» będą skutecznie przysypane codziennymi sprawami

Znakomity poeta, Józef Baran zapisuje w swoim dzienniku: «Mama wygląda znów ładnie. Znów wspomina mojego brata Stasia, który jako siedmiolatek zmarł na niewydolność zastawki sercowej. „Oj, Stasiu, Stasiu, lepiej, żebyś nie przychodził na ten świat” – wyrwało jej się na dzień przed jego śmiercią. „Nie, mamusiu, jakbym się nie urodził, tobym nigdy nie zobaczył tego pięknego świata, tych ślicznych kwiatków, tego słonka i tych gwiazdek na niebie” – odpowiedział rezolutnie Stasiu.»

Żeby chociaż słów Stasia nie zapomnieć. Przecież zegar odlicza. Pędzi „do”.

Jeśli przeczytałeś cały ten wpis, tym samym poświęciłeś mi mniej więcej sto sześćdziesiąt sekund swojego życia. Naprawdę jestem Ci wdzięczny za hojność.

 

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

CZY ZABIERAĆ DZIECI NA POGRZEB?
30.10.2018
STEFKA I POZOSTALI ŚWIĘCI
01.11.2017