DYKTANDO OGÓLNOPOLSKIE 2018. TYM RAZEM ŁATWIEJSZE?


Kolejne Ogólnopolskie Dyktando za nami. Próby bezbłędnego pisania podjęło się tym razem około 840 osób, a licząc od początku w 1987 roku to już ponad 53 tysiące. Robi wrażenie w epoce niechlujnego, „smartfonowego” traktowania polszczyzny. W rzeczywistości kolejne teksty pisze wielokrotnie więcej osób korzystających z transmisji w radiu i telewizji. Swojego udziału w konkursie nie mogą zgłaszać absolwenci filologii polskiej, choć akurat nie jestem przekonany, że tytuł magistra gwarantowałby sukces. Tak czy inaczej, tekst – jako polonista – musiałem napisać w zaciszu domowym i (poza popełnionymi błędami) mam kilka uwag, którymi się teraz podzielę.

Co mnie ucieszyło? Tegoroczne dyktando było o wiele mniej udziwnione niż wcześniejsze. Może nastąpił jakiś kres możliwości, bo w zeszłym roku smutek zakreślonych na czerwono błędów zdołował uczestników. Nareszcie mniej zapożyczeń, więcej polskich słów. I nareszcie konfrontacja z ortografią w normalnym, praktycznym wydaniu, a nie jakieś zwarzonohumorzaste, czy quasi-umizgi, które jeden z uczestników zamienił na „kwas i umizgi”.

Zapewne dlatego dyktando było, moim zdaniem, jednym z łatwiejszych w historii konkursu, co nie znaczy, że okazji do popełniania błędów brakowało. Były, były, tylko tym razem pretensje można mieć raczej do siebie, a nie do sadystycznie znęcającego się autora. Zresztą, z tą łatwością trochę się chyba zapędziłem – i tym razem nikt nie napisał bezbłędnie (zwycięzca zrobił cztery błędy). Taki stan rzeczy trwa już od dziewięciu lat.

Autor tekstu, będącego rodzajem scenki dramatycznej, profesor Andrzej Markowski, wyjaśnił, gdzie czaiły się pułapki: „najtrudniejsze były pewne wyrażenia, które normalnie pisze się inaczej niż w określonym kontekście. Specjalnie skonstruowałem tak kontekst, żeby należało napisać inaczej niż standardowo.”

Wiadomo, nie wszyscy językoznawcy są zgodni co do zapisów, uprzedzono więc, że podstawą dyktanda będą wyrazy odnotowane w „Wielkim słowniku ortograficznym PWN” pod redakcją prof. Edwarda Polańskiego, wydanym w 2016 roku.

Oto tekst Ogólnopolskiego Dyktanda 2018:

Na obrzeżach stulecia odzyskania sami-wiecie-czego/ Sami-Wiecie-Czego/ sami wiecie czego

Teatrzyk „Pierzasta Piegża” ma zaszczyt przedstawić minidramat quasi-komediowy „Sto lat minęło”.

Osoby – ujawnią się w trakcie.

Osoba 1.

Przybyszewszczyzna – precz! Wszak to przebrzmiała rzecz!

Osoba 2.

Tudzież na pohybel rokowi mickiewiczowskiemu! Niech żyje Myszka Miki!

Osoba 3.

Mamy przecie, do diaska, dwudziestodziewięciolecie/29-lecie! Czas powołać Chjeno-Piasta. I basta!

Osoba 1.

A wprawdzie kto tu niezgody szuka, to dla tego Banja Luka!

Osoba 2.

Tam, gdzie Bośnia i Hercegowina, a nie Banialuka z Morsztyna.

Osoba 1.

Pan mię śmie oskarżać o to, żem taki rzewny i nie odróżniam supermiasta od tej śpiącej królewny?

Osoba 3.

Panowie, tak glajchszaltować rzeczywistości nie możemy, bo ni z tego, ni z owego pomylimy Nowy Orlean z Dziewicą Orleańską, a sążeń z sąsiekiem!

Osoba 1.

A tu trzeba zhumanizować całe stulecie, a nie zohydzić i ściosać przedwojnie, żeby sczerstwiało nieprzystojnie.

Osoba 2.

I pamiętać o tym, że sczytywanie „Konstytucji 3 maja” na ulicy 3 Maja to nie podjudzanie do

hocków-klocków ani współsprawstwo zsiekania prawa.

Osoba 3.

Trzeba by też przypomnieć, że przed wiekiem wymarzono szklane domy i miasta ogrody.

Osoba 2.

Niepodobna przecież zapominać o Gdyni-Chyloni i tużprzedwojennej Stalowej Woli.

Osoba 1.

I nie sposób pominąć roli papiestwa w życiu duchowym tego stulecia.

Osoba 2.

No, ale chyba nie będziemy tu odmawiać „Litanii loretańskiej do Najświętszej Maryi Panny”, boć to modlitwa znana od epoki zygmuntowskiej, a nie z czasów kardynała Hlonda.

Osoba 3.

Ja tak tylko napomknąłem, bo o tymże dumać na warszawskim bruku…

Osoba 2.

Jak to?

Osoba 1. (do Osoby 2.)

Och, przychylże się, hałaburdo, bo nie dosłyszysz tego, co pan powiedział: czy to było „o tymże” czy „o czymże”?

Osoba 3.

Toż pan niedosłyszysz chyba: Mickiewiczowski wers sparafrazowałem: „O tymże dumać na paryskim bruku”.

Osoba 2.

Tymże, czymże… E tam, na prawdę nie doczekamy się nigdy.

Osoba 1.

Siądźmyż więc lepiej, jak niegdyś, przy pół czarnej w „Nowym Świecie”, posłuchajmy walców Johanna Straussa młodszego i wybierzmy z ponad stu kandydatów budowlę hit – „Mistera Warszawy”.

Osoba 2.

A do tego wypijmy napój x-procentowy, bo nie wiadomo, jak w tym niskosłodzonym trunku procenty wyliczyć: wysokoli-on czy niskoprocentowy?

Osoba 3.

A uczcimyż w ten sposób stulecie sami-wiecie-czego/ Sami-Wiecie-Czego/ sami wiecie czego?

Osoby 1. i 2.

A jakożby nie! I takoż zaśpiewamy pospołu „Alboż my to jacy tacy, słoikowi warszawiacy”.

Osoba 3.

Sapienti sat!

Kurtyna!

PS. Osoby jednak nieujawnione, spectaculum zakończone.

 

Ogólnie, dyktando prowokowało do popełniania częściej błędów interpunkcyjnych niż ortograficznych. W niemałe tarapaty można było wpaść intuicyjnie stosując pisownię wielką i małą literą. Na przykład, sam byłem przekonany, że oba człony w Litanii loretańskiej należy zapisać z wielkich liter.

Pojawiła się możliwość poprawnego zapisu w kilku wariantach, co jest w polszczyźnie dosyć częste, stąd „ocalające” ukośniki przy zwrotach. Również przy tytułowym: „sami-wiecie-czego”, który autor zaczerpnął z „Harry’ego Pottera” J.K. Rowling. Gwarantował, że każdy z dopuszczalnych zapisów będzie uznawany: z łącznikami, małymi i dużymi literami (dużymi literami, w rozumieniu niepodległości Polski).

Dla bardzo licznej grupy problemem stał się wyraz: „glajchszaltować”. Wielu poległo na fragmentach: „sczytywanie »Konstytucji 3 maja« na ulicy 3 Maja” czy „o Gdyni-Chyloni i tużprzedwojennej Stalowej Woli”. Swoje dołożył „Chjeno-Piast”.

Zatem, słowniki w dłoń! Dyktando dyktandem, ale piszemy też na co dzień. Pamiętajmy, ktoś nam te teksty cały rok sprawdza.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

NA LUZIE. BO I DYKTANDO MOŻE SPARALIŻOWAĆ
26.09.2017
DYKTANDO, WAKACYJNY HOROSKOP I JATKA (TYLKO ORTOGRAFICZNA)
10.08.2017
OGÓLNOPOLSKIE DYKTANDO 2016. POLEGŁEM Z HONOREM.
19.10.2016