DZIEWIĘCIU NIEZŁOMNYCH Z KOPALNI „WUJEK”


Dla urodzonych w XXI wieku tamte wydarzenia są równie odległe i egzotyczne jak średniowieczne bitwy. Pokolenie pięćdziesięciolatków i starsze, pamięta. Kopalnia „Wujek”, którą spacyfikowano trzy dni po ogłoszeniu stanu wojennego to dziś nie tylko nazwa zakładu, ale może bardziej termin przeniesiony w sferę przynależną sacrum. Często zdarza mi się widywać przechodniów kreślących znak krzyża obok muru, który 16 grudnia 1981 roku staranowały czołgi, otwierając drogę plutonowi specjalnemu z rozkazem strzelania do protestujących.

Wciąż nie tak trudno znaleźć naocznych świadków. Dla wielu mieszkańców okolicznych bloków tamta środa ze złowrogim dudnieniem czołgów, seriami karabinów maszynowych, krzykami rannych i wyciem syren karetek pozostanie w pamięci już pewnie do końca życia. Co się takiego wydarzyło w połowie mroźnego grudnia 37 lat temu, że kopalnia „Wujek” pozostaje żywym symbolem walki o godność, a dziewięciu poległych górników znalazło swoje miejsce w panteonie polskich bohaterów?

O wprowadzeniu stanu wojennego załoga dowiedziała się w nocy z 12 na 13 grudnia. Około 23.30 drzwi do mieszkania przewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” Jana Ludwiczaka zostały wyrąbane przez milicjantów.

Pobitego, w kajdankach przewieziono do aresztu. O 1.00 informacje o aresztowaniu dotarły na kopalnię. Wzburzeni górnicy rozpoczęli strajk. W kolejnych dniach trwały przygotowania do strajku okupacyjnego. Pod bramę podchodzili mieszkańcy z żywnością, a na terenie kopalni budowano barykady z załadowanych węglarek.

15 grudnia do kopalni trafiły pierwsze informacje o brutalnej pacyfikacji w kolejnych zakładach na terenie Śląska. Wieczorem, opiekujący się górnikami ksiądz Henryk Bolczyk, proboszcz pobliskiej parafii św. Michała Archanioła, odprawił na terenie kopalni nabożeństwo różańcowe. Atmosfera była napięta.

Pamiętam, że wszyscy uklękli, zdjęliśmy hełmy z głów i w tej pozycji, klęcząc i żegnając się, otrzymaliśmy błogosławieństwo. Ksiądz udzielił nam też absolucji generalnej. Pamiętam, jak powiedział: ”Udzielam Wam rozgrzeszenia na wypadek zagrożenia Waszego życia.

Uczestnik protestu

W tym czasie w Urzędzie Wojewódzkim zapadła decyzja – kopalnia „Wujek” ma być zdobyta. Plan zakładał, że w operacji weźmie udział 1471 funkcjonariuszy oraz 760 żołnierzy, 22 czołgi i 44 wozy bojowe.

Tajny plan działań milicji i wojska w rejonie kopalni „Wujek”

16 grudnia wymienione siły przygotowywały się do wkroczenia. Najpierw użyto armatek wodnych i wyrzutni gazu. Potem mur otaczający zakład został staranowany przez czołgi, a za nimi wkroczyły oddziały MO.

Diorama pacyfikacji (skala 1:100)

Zmiana kierunku wiatru spowodowała, że gaz skierował się w stronę milicji, dodatkowo jeden z czołgów zawisł na barykadzie. Wykorzystali to górnicy przystępując do kontrataku. Nie doszło jednak do bezpośredniego starcia, obie grupy trzymały się na odległość 20-30 metrów i obrzucały petardami z gazem, cegłami, śrubami.

Akcja już trwała na kopalni, a na terenie naszego osiedla trwały „walki” ludności cywilnej z ZOMO. W pewnym momencie od strony kopalni biegło dziecko – nie wiem, skąd się tam mogło wziąć? – był to taki chłopak ok. 10-ciu lat. Grupa zomowców doskoczyła do niego i jak pospolitego przestępcę zaczęła go bić. Po czym leżącego zostawili na śniegu. Leżał tam jakiś czas, sporadycznie się ruszając, aż nie nadjechało pogotowie. Chłopak został umieszczony na noszach przez pielęgniarkę i kiedy ona próbowała wsunąć nosze do wnętrza ambulansu… jacyś zomowcy starali się nie dopuścić do tego. Kiedy lekarka stanęła w obronie swojego pacjenta, została uderzona. W jej obronie stanął sanitariusz (kierowca) i jego pobito.

Ryszard Przydatek

Kierujący akcją pułkownik Wilczyński widząc wycofujące się oddziały zdecydował o wprowadzeniu pod osłoną czołgu plutonu specjalnego uzbrojonego w pistolety maszynowe PM 63 z ostrą amunicją.

Około 12.30 otworzono ogień do górników, którzy byli oddaleni o około 20 metrów i nie stanowili żadnego zagrożenia. Pluton strzelał krótkimi seriami około 40 minut. Nie były to więc strzały przypadkowe ani ostrzegawcze (czterech trafiono w głowę, jednego w szyję, dwóch w pierś, dwóch w brzuch, a spośród rannych tylko dwóch doznało ran od rykoszetów).

Zginęło wtedy sześciu górników. W szpitalu na wskutek ran postrzałowych, kolejnych trzech.

Nie wierzyłem, że strzelają z ostrej amunicji nawet w chwili, gdy kolegę nieśli za ręce i nogi, ciągnąc po śniegu broczącego krwią. Wydawało mi się, że były to tylko strzały z petard… Dotarło do mnie później, że zginęli koledzy.

Włodzimierz Ulański

Ja poczułem nagle szarpnięcie w ramię. Odskoczyłem za narożnik budynku łaźni i wtedy zauważyłem, że z rękawa wycieka mi krew. Kość naruszona, kula przeszła mi po kości pod pachą. Utkwiła w ostatnim żebrze.

Stanisław Płatek

Był potężny huk. Nie można było rozróżnić pojedynczych strzałów. W pewnym momencie spostrzegłem, że parę metrów przede mną jeden z kolegów górników upadł na ziemię. Podbiegłem do niego, mocnym strumieniem lała mu się krew.

Krzysztof Pluszczyk

Zdjęcie rentgenowskie z widocznym śmiertelnym pociskiem, który zabił 19-letniego górnika Andrzeja Pełkę. Zmarł on piętnaście minut po północy 17 grudnia 1981 roku.

Rannych górników koledzy przenosili do punktu medycznego przy szybie, gdzie lekarze wzywali karetki pogotowia. Ambulansom dotarcie na miejsce tragedii utrudniały oddziały milicyjne. Rany postrzałowe odniosło 22 górników. Ogółem w szpitalach znalazły się 43 osoby.

Karetką podjechaliśmy  pod dyrekcję kopalni, gdzie na nas czekało bardzo dużo osób poszkodowanych, rannych, których nie można było wywieźć, dlatego że zabroniono wzywania karetek. Ludzie udzielający pomocy też byli pobici.

Urszula Wenda (lekarz)

Podkoszulek Zygmunta Szkoły ze śladem po pocisku

I wtedy ci zomowcy zatrzymali tę karetkę pogotowia, wywlekli z niej lekarza, pielęgniarkę, a potem kierowcę i wszystkich troje bito pałami.

Czesława Makarewicz

Wyrok na sprawców największej zbrodni stanu wojennego zapadł dopiero po 28 latach. Skazano czternastu oskarżonych: dowódcy zomowców, Romualdowi C., który jako pierwszy oddał strzał i powiedział: „walimy”, złagodzono karę z 11 do 6 lat więzienia, zaś trzynastu jego podwładnym sąd wymierzył od 3,5 do 4 lat więzienia.

 

Sędzia: „Wydając końcowe orzeczenie należy powiedzieć: Gloria Victis – chwała zwyciężonym, bo polegli w słusznej sprawie”.

Najmłodszy poległy w kopalni "Wujek"

Andrzej, najmłodszy z dziewięciu poległych, zginął na trzy miesiące przed dziewiętnastymi urodzinami. Dzisiaj miałby 56 lat.

 

Korzystałem z materiałów Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności. Fotografie z wydarzeń grudniowych wykonałem w Muzeum Izbie Pamięci KWK „Wujek”.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

POLSKA LUDOWA. Z NIEPODLEGŁOŚCIĄ SŁABO, Z ABSURDEM WYŚMIENICIE
16.11.2018
MŁODY DENTYSTO, JEDŹ NA TARG STAROCI!
07.08.2018
JAK ZACHOWAĆ MŁODOŚĆ? GARŚĆ PORAD Z 1951 ROKU
01.06.2018
UMARŁ STALIN. NIECH STALINOGRÓD WIECZNIE ŻYJE!
03.03.2018
„MARZENIA Z BETONU”. DOBRY TYTUŁ, ZAWARTOŚĆ JESZCZE LEPSZA
19.11.2017
PRL W OPARACH NOSTALGII
30.09.2017
KSIĄŻKA SKARG I WNIOSKÓW. LITERATURA FAKTU I ABSURDU
12.11.2016
„CZASYPISMO”. CO MA WSPÓLNEGO HICZKOK Z OPERACJĄ NA PROSTOTĘ
14.10.2016
KAŁUŻYŃSKI „NIEBIESKIE PTAKI PRL-u” (RECENZJA)
18.05.2016