Ech, te pokręcone frazeologizmy


Pora na kolejną ich porcję. Im baczniej im się przyglądam, tym wyraźniej widzę, że frazeologizmy to cały wielki, językowy kosmos. A któż nie lubi odkrywać tajemnic niezmierzonego. Zapraszam więc na piąty odcinek odsłaniania sensacyjnych tajemnic, jedynych w swoim rodzaju, związków językowych.

BŁĘKITNA KREW – PRZYNALEŻNOŚĆ DO ARYSTOKRACJI

Dotarłem do dwóch wersji. Jedna hiszpańska, druga ogólniejsza. W pierwszej, przenosimy się do VIII wieku, kiedy to ciemnoskórzy Maurowie, przybysze z północnej Afryki najechali i zdobyli Hiszpanię. Spostrzegli, że tamtejsza arystokracja posiada dużo jaśniejszą skórę. Pod nią prześwitują dobrze widoczne błękitne naczynia krwionośne. Druga, związana jest z wystawianiem skóry na działanie słońca. Wyższe sfery w Europie spędzały czas w pałacach. Opalenizna była widocznym znakiem przynależności do warstw niższych. Nic dziwnego, że w świetle dziennym pod jasną skórą naczynia były o wiele lepiej widoczne niż u pracujących w tym czasie w polu ogorzałych chłopów. W czasie Rewolucji Październikowej w Rosji nazwa bławatnoj (błękitny) była symbolem odrażającego zepsucia, najczęściej więc arystokratyczne pochodzenie równało się wyrokowi śmierci.

WPUŚCIĆ KOGOŚ W MALINY – OSZUKAĆ, POSTAWIĆ W KŁOPOTLIWEJ SYTUACJI

Frazeologizmy, z jakimi jest zawsze spory kłopot to właśnie ten typ. Wszystko proste, zrozumiałe, tylko skąd i po co maliny. Językoznawca, profesor Krystyna Długosz-Kurczabowa raczej odrzuca pomysł, by je łączyć z owocami. Skłania się ku rozwiązaniu… karcianemu. W preferansie “być na malinach” znaczyło wszystko stracić. Potwierdzałby tę tezę cytat z wydawanego w pierwszej połowie XX wieku “Słownika warszawskiego”: „Puściłem już spadki po dwóch stryjach i trzech ciotkach, obecnie zaś, będąc na malinach, uprzedzam dalszych i bliższych krewnych, aby pospieszyli z zapisami.”  Co ciekawe, angielskie tłumaczenie tego zwrotu z niezamierzonym komizmem naprowadza na odrzucony przez panią profesor wątek “owocowy”: lead up the garden path.

TAJEMNICA POLISZYNELA – TAJEMNICA, O KTÓREJ WSZYSCY WIEDZĄ

Kim jest poliszynel? Pisać z dużej czy z małej? Aż do XVI wieku nikt go nie znał. Z prostej przyczyny. We Włoszech jeszcze nie wymyślono komedii dell’arte. Jedną z najbardziej charakterystycznych postaci był poliszynel (wł. Pulcinella, fr. Polichinelle). Garbata postać, prostak, cham i gbur chodził po scenie, mruczał pod nosem, mówiąc niby do siebie. W rzeczywistości, głośnym szeptem ujawniał publiczności sekrety pozostałych bohaterów sztuki.

Włosi, Francuzi zapisują to imię z dużej litery jako powszechnie znaną personę ze sztuk teatralnych. Dla przeciętnego Polaka to coś zagadkowego, co zna jedynie z frazeologizmu. Nie funkcjonuje jako nazwa własna i stąd bierze się u nas zapis z litery małej.

ŁUT SZCZĘŚCIA – ODROBINA SZCZĘŚCIA

Łut to jednostka wagi stosowana w Europie bardzo długo, bo od średniowiecza po wiek XIX. Określano nią zawartość srebra w monetach. Łut był odpowiednikiem karata w złocie. Można się domyślić, że ta wartość nie była wielka; w Polsce zaledwie 12,6 grama. Mamy rodzime przysłowie wykorzystujące ten frazeologizm, o którym można napisać, używając modnego słowa – wytrychu, że jest kontrowersyjne: “Lepszy łut szczęścia niż funt rozumu”. Okazuje się jednak, że i łacińskie mówi o tym samym: “Kropla szczęścia więcej znaczy od beczki mądrości”.

BURZA W SZKLANCE WODY – AWANTURA Z NIEISTOTNEGO POWODU

Ponad dwa wieki temu w spokojnym księstwie San Marino doszło do szybko stłumionych zamieszek. Rebelianci cieszyli się władzą zaledwie jeden dzień. Odzew w świecie był niewspółmiernie duży w stosunku do rangi wydarzenia. Zaaferowanie nim trwało całe tygodnie. Oświeceniowy francuski filozof Monteskiusz opisał to zjawisko słowami: “burza w szklance wody” (c’est une tempête dans un verre d’eau). I tak już zostało. Gdybyśmy potrzebowali synonimu, zawsze mamy w odwodzie: “wiele hałasu o nic”. W językach europejskich frazeologizmy obowiązkowo zawierają “szklankę wody”, tylko Anglicy po swojemu: storm in a teacup.

PANICZNY STRACH – STRACH BUDZĄCY PRZERAŻENIE

Chyba nie obejdzie się bez zaskoczenia. Paniczny, czyli wywołany przez Pana. A kimże ów Pan? To bożek, postać mitologiczna, odpowiednik rzymskiego Fauna. Syn Hermesa i nimfy rzecznej był wyjątkowej urody. W połowie mężczyzna, w połowie kozioł. Raczej łagodny, chętnie się zakochiwał, ale kiedy mu – nie znajduję lepszego określenia – odbiło, zaczynał przeraźliwie wrzeszczeć budząc w okolicy przerażenie i paniczny właśnie strach. Kto żyw uciekał w popłochu.

A skoro już o nim. Instrument “fletnia Pana” również pochodzi od jego imienia. Piękna nimfa Syriks wolała zamienić się w trzciny niż oddać niezaspokojonemu lubieżnikowi. Kiedy powiał wiatr rozległa się wyjątkowo piękna melodia. By ją zatrzymać, zachwycony bożek wykonał więc z sitowia fletnię, która zamiennie nazywana jest też syringą.

SAMOTNY JAK PALEC – OPUSZCZONY PRZEZ WSZYSTKICH

Czemu jak czemu, ale palcowi towarzystwa nie brakuje. Niezbyt, co prawda, liczne, ale zawsze w bliskim sąsiedztwie i skore do pomocy (pomijam stolarzy i drwali, których ta reguła nie dotyczy). Skąd więc samotność palca? Otóż, słowo to w polszczyźnie pojawiło się w XIV wieku i znaczyło… kciuk. Etymolodzy uważają, że najprawdopodobniej pochodzi od niezachowanego prasłowiańskiego przymiotnika (palъ) “gruby”. Z biegiem czasu znaczenie przeniosło się na pozostałe palce. Że też nigdy dotąd nie pomyślałem o przeraźliwej samotności kciuka.

Czy frazeologizmy dzisiaj rozwikłane to kolejne zaskoczenia? Sam przyznaję – samotność palca zabiła mi prawdziwego ćwieka. Ale o nim już w następnej części.

Zachęcam do odwiedzenia poprzednich artykułów z tej serii:

CZĘŚĆ I “JAKI ZABŁOCKI, JAKIE MYDŁO”

CZĘŚĆ II “FRAZEOLOGIZMY I KIJEK NA SZARYM KOŃCU”

CZĘŚĆ III “CO SMALIĆ, A CO SMALONE”

CZĘŚĆ IV “JĘZYKOWEJ PRZYGODY CIĄG DALSZY”

Podstawowe źródła:

Słownik frazeologiczny języka polskiego

Słownik poprawnej polszczyzny

Słownik etymologiczny języka polskiego

W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury


  • Och, ileż razy widzę, że ktoś miał “łud szczęścia”! <3
    O tym samotnym palcu dowiedziałam się niedawno. Co prawda nigdy się nad tym nie zastanawiałam (i głownie dlatego cenię sobie te Twoje frazeologiczne wpisy – bo to dla mnie chwila refleksji nad tym, skąd wzięło się dawne powiedzenie), ale fajnie jest dowiadywać się o takich rzeczach. 🙂

    • Co do “samotnego palca”, muszę jedno dopowiedzieć. No bo, jeśli kciuk nazywano palcem, to jak określano każdy z pozostałych czterech? Otóż, dzisiejszy palec był “pirstem” albo “parstem”. I już wiadomo, skąd dzisiejszy pierścień i naparstek.