EDYTA STEIN, LUBLINIEC I PIĘKNO URZECZENIA


Od tamtego dnia minęło siedemdziesiąt sześć lat. Dziewiątego sierpnia 1942 roku, do komory gazowej w obozie Auschwitz II-Birkenau weszła, razem z siostrą i grupą innych kobiet, Edyta Stein. Naprawdę – karmelitanka, Teresa Benedykta od Krzyża. Pierwsza Żydówka, która zostanie ogłoszona świętą. Nie zawsze potrafimy dobrze uzasadnić, dlaczego jedne osoby są dla nas ważne, ich życie staje się drogowskazem, a inne – równie niepospolite – pomijamy. Tak właśnie jest z siostrą Teresą. Kimś dla mnie wyjątkowym. Pojechałem do Lublińca, żeby sobie pomóc w odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie ona „nie daje mi spokoju”.

Wybrałem to niewielkie miasto położone malowniczo na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, niedaleko Częstochowy, bo tu Edyta Stein często bywała i czuła się szczęśliwa. Mówiła o nim: moje ukochane. Gdy wyjeżdżała z rodzinnego Wrocławia na wakacje do babci w Lublińcu, cieszyła się: jedziemy do domu. Wspominała po latach: dla nas, dzieci, nie było większej radości, jak wakacyjny wyjazd do krewnych. W tym małym miasteczku cieszyliśmy się wielką swobodą. W obszernym domu dziadka można było poruszać się zupełnie inaczej niż w naszym ciasnym mieszkaniu czynszowym we Wrocławiu. Znaliśmy tu każdy kąt i każdy radośnie witaliśmy.

Dawny i obecny wygląd rynku

 

Wieczorem gawędziło się, siedząc na schodach sklepowych albo spacerowało po rynku, gdzie spotykaliśmy starych znajomych odpoczywających na ławkach przed domem. Na środku rynku, otoczona wysokimi drzewami, stała figura św. Jana.

Figura św. Jana (po prawej)  stoi do dziś w otoczeniu wysokich drzew

 

Edyta Stein urodziła się we Wrocławiu 12 października 1891 roku, w najważniejsze żydowskie święto Jom Kippur. Była najmłodszym z jedenaściorga dzieci handlarza drewnem Siegfrieda Steina i Augusty Stein z domu Courant (z Lublińca). Ojciec zmarł, kiedy miała dwa lata. Matka, pracowita i pobożna kobieta, zajmowała się zarówno dziećmi, jak i firmą zmarłego męża. W każde wakacje wysyłała je do rodziny w Lublińcu.

Dom dziadków Edyty Stein dawniej i dziś

 

Matka, rodzeństwo, szeroki krąg krewnych i plac drzewny – oto świat, w którym wzrastała najmłodsza parka rodzeństwa: Erna i ja. Żyłyśmy jak bliźniacze siostry, chociaż Erna była ode mnie starsza o rok i osiem miesięcy. (…) Była zawsze duża i silna na swój wiek, nosiła długie i grube, ciemne warkocze, twarz miała zaróżowioną i ogromne piwne oczy jak królewna Śnieżka. Ja natomiast byłam mała i delikatna, i zawsze blada. Dlatego wyglądałam na młodszą niż byłam w istocie. Kiedy jednak zaczęłam mówić, każdy się zdumiewał, co ze mnie za mała, wścibska osóbka.

 

W kłopotach z wyżywieniem takiej gromady babcia radziła sobie uprawiając warzywa. Siostrzenica Edyty Stein, Susanne Batzdorf, wspomina: Dom, w którym mieszkali [dziadkowie] należał do Courantów. Był mały, przytulny i miał ogromny ogród. Babcię cieszyły prace ogrodnicze. (…) Edyta wspominała, że kiedy powróciła do Lublinitz na wakacje, jej i rodzeństwu pozwolono bawić się do woli w sadzie.

 

Z domu rodziny Steinów nie zachowało się wiele, mimo że budynek w nienaruszonym stanie przetrwał wojnę. Dziesięć lat temu otwarto w nim muzeum św. Teresy Benedykty od Krzyża (Edyty Stein).

 

Oryginalne pozostały właściwie tylko dwie rzeczy: próg przy drzwiach wejściowych, na którym często siadała mała Edyta oraz same drzwi, które uratowano w ostatniej chwili. Znaleziono je w kotłowni, gdzie czekały na spalenie.

 

Edyta Stein urodziła się w praktykującej rodzinie żydowskiej, ale w wieku 14 lat powiedziała zaszokowanym bliskim, że jest ateistką. I nie był to kaprys podlotka. Niepokorność i buntowniczy charakter nieraz jeszcze dają o sobie znać. Po maturze rozpoczyna studia na Uniwersytecie Wrocławskim, na wydziałach germanistyki, historii i psychologii. Jest feministką, co w połączeniu z deklarowanym ateizmem i wyjątkowymi przymiotami umysłu daje niecodzienny obraz młodej niemieckiej kobiety początku XX wieku. Napisze: Jako gimnazjalistka i młoda studentka byłam radykalną bojowniczką o prawa kobiet.

Wybiera rzadko spotykaną w tamtych czasach drogę kobiety-naukowca. Od 1913 kontynuuje studia w Getyndze u jednego z największych filozofów w historii, Edmunda Husserla. Tam broni pracę doktorską. Wymarzona habilitacja była ze względu na płeć i żydowskie pochodzenie wykluczona. Z tamtych lat pozostaje też  przyjaźń z najwybitniejszym uczniem Husserla, polskim filozofem Romanem Ingardenem.

Edyta Stein, profesorowie Edmund Husserl i Roman Ingarden

 

Już tylko te fakty wystarczają, żeby uznać, że w czasach, kiedy obowiązującym modelem niemieckiej kobiety było: Kinder, Küche, Kirche (dzieci, kuchnia, kościół), Edyta Stein dokonywała ekscentrycznych i niepopularnych wyborów. Z trudem mieściła się w ramach wyznaczonych przez epokę.

 

W czasie I wojny światowej pracuje w austriackim szpitalu polowym na oddziale chorych na tyfus. Kiedy na froncie  ginie jej przyjaciel, Edyta wpada w  depresję. Apatia trwałaby dłużej, gdyby nie wizyta w domu wdowy i spojrzenie na półkę z książkami. Sięgnęłam na chybił trafił i wyjęłam książkę sporej objętości. Nosiła tytuł: „Życie św. Teresy z Avili spisane przez nią samą”. Zaczęłam czytać, zachwyciłam się natychmiast i nie przerwałam lektury aż do jej ukończenia. Gdy zamknęłam książkę, powiedziałam sobie: To jest prawda.

 

1 stycznia 1922 roku przyjęła chrzest, wybierając imię Teresa. Zaczyna studia nad św. Tomaszem z Akwinu, prowadzi wykłady, audycje radiowe. Błyskotliwie zapowiadającą się karierę naukową kończy dojście do władzy Hitlera. Otrzymuje bezwzględny zakaz działalności publicznej.

Przełomową datą w jej życiu jest 14 października 1933 roku. Tego dnia wstępuje do Karmelu w Kolonii i przyjmuje imię Teresa Benedykta od Krzyża. Matka do końca życia jej tego nie wybaczy. Na wysyłane regularnie co tydzień listy nie odpowiada.

 

Edyta Stein w dniu obłóczyn

 

Habit, jaki wówczas nosiły karmelitanki (współczesny strój jest trochę inny)

 

Testament datowany na 9 czerwca 1939 roku

 

Na trzy lata przed śmiercią w komorze gazowej, zapisuje w testamencie słowa: Już teraz przyjmuję śmierć, którą przewidział dla mnie Bóg, w oczekiwanym z radością poddaniu się Jego świętej woli. Proszę Pana, aby zechciał przyjąć moje życie i moją śmierć…, tak, aby przyjęto Pana i przyszło Jego królestwo w całej wspaniałości, dla ratowania Niemiec i pokoju na świecie…”.

W Niemczech prześladowania Żydów przybierają na sile. Edyta Stein wraz z siostrą Różą zostaje przeniesiona do klasztoru w Echt w Holandii, gdzie, jak się wydawało, będzie bezpieczniej.

Klasztor w Echt

Latem 1942 roku episkopat tego kraju wystosował list pasterski przeciwko pogromom i deportacjom Żydów. Odwet Niemców był okrutny; aresztowano tysiące katolików pochodzenia żydowskiego, w tym, 2 sierpnia, obie siostry. W czasie aresztowania Edyta powiedziała: Chodź, idziemy cierpieć za swój lud.

Pięć dni później rozpoczyna się transport 987 Żydów z Holandii do Oświę­cimia. Ostatni świadkowie widzieli siostrę Teresę Benedyktę od Krzyża w trakcie postoju pociągu we Wrocławiu, w drodze do obozu.

 

Bruk i tory kolejowe – ostatnia droga do Auschwitz. Tory „wchodzą” w obraz i kończą się w oddali w smudze oślepiającego światła.

 

Wróćmy do wspomnień siostrzenicy: Po tych wszystkich latach wciąż jest dla mnie niezwykle bolesne myśleć o tragicznym końcu Róży i Edyty Stein. Zastanawiam się, czy w tamtych dniach terroru i strachu bycie razem dawało im siłę i ukojenie. Jest fragment w żydowskiej liturgii dotyczący zamordowanych męczenników: „ukochani i prawdziwi byli w życiu, i nawet w śmierci nie byli podzieleni”. Tak właśnie wyobrażam sobie Różę i Edytę. Sama Edyta mogła znaleźć schronienie w Szwajcarii, ale odmawiała zaakceptowania uchodźstwa bez Róży i ostatecznie spotkały śmierć razem.

Rok 1891 i rok 1942. Pomiędzy tymi datami zamyka się pięćdziesiąt jeden lat życia jednej z najbardziej niezwykłych kobiet świata: ateistki i radykalnej feministki, potem filozofa, teologa, karmelitanki, wreszcie męczenniczki, świętej kościoła katolickiego i patronki Europy.

Ta kobieta może „nie dawać spokoju”.

 

Bibliografia

Edyta Stein, Z życia pewnej żydowskiej rodziny

Susanne Batzdorff, Ciocia Edyta. Żydowskie dziedzictwo katolickiej świętej



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

LUBLINIEC DO POLUBIENIA. OD ZARAZ
24.08.2018
DARIUSZ ROSIAK, ZIARNO I KREW (RECENZJA)
18.10.2017
MICHEL HOUELLEBECQ „ULEGŁOŚĆ” (RECENZJA)
14.11.2016
ORZECHOWSKI „MÓJ SĄSIAD ISLAMISTA”. O NASZEJ PRZEGRANEJ
19.07.2016