ELEKTROWNIA ZŁOTNIKI ZASKOCZY, CHOĆ NIE MOCĄ


Złotniki Lubańskie. Mało prawdopodobne, że o nich słyszałeś. Jeszcze mniej, że tam byłeś. Nie raz już wspominałem o sympatii do tak zwanej głębokiej prowincji, a ta wieś na Dolnym Śląsku z niespełna dwustu mieszkańcami spełnia wszystkie warunki. Cicho, spokojnie, poza krajobrazami niewiele tu do pokazania, gdyby nie jeden wyjątkowej urody obiekt i jednocześnie cel mojej eskapady. Jest nim elektrownia Złotniki położona na rzece Kwisie. Wzorcowy niemal dowód na to, że kiedyś można było budować obiekty przemysłowe zadziwiające rozmachem, w taki jednak sposób, że techniczny dyletant nie czuje się w tym otoczeniu obco i bojaźliwie. Krótko mówiąc, można było tworzyć na dobrą, ludzką miarę.

Trzeba oddać Niemcom, że – dziś już niekoniecznie – ale kiedy się dawniej za coś zabierali to robili to solidnie i na pokolenia. Ta myśl przychodzi do głowy, kiedy po dłuższym spacerze z parkingu i podziwianiu okolicy dochodzi się do długiej na niecałe dwieście metrów korony tamy. Z jednej strony widok na Jezioro Złotnickie, z drugiej jeszcze ciekawszy i budzący zachwyt, na budynek elektrowni znajdujący się czterdzieści metrów niżej i jej otoczenie z malowniczo wijącą się Kwisą.

Za siedem lat elektrownia Złotniki będzie obchodzić setne urodziny. Nazwanie jubilatki staruszką byłoby bardzo dla niej obraźliwe. Brzmi nieprawdopodobnie, ale to, co budowano przez pięć lat i w listopadzie 1924 roku wprawiono w ruch, bez żadnej przerwy – nie wyłączając okresu wojny – cały czas działa. Pomyśleć tylko, śruby, nity, położona na turbinach farba są oryginalne i nikt nie myśli o generalnym remoncie.

W hali turbin czułem się jak w muzeum z eksponatami dawnej techniki. Hałas i lekkie wibracje skutecznie jednak przypominały, że jestem w działającej elektrowni. Jednej z kilkunastu wodnych na Dolnym Śląsku. Miałem szczęście, dostęp do podobnych obiektów jest ze zrozumiałych powodów utrudniony. Pozwolenie na sesję zdjęciową sprawiło, że bez przeszkód mogłem podziwiać urodę tego miejsca, zwłaszcza trzech turbozespołów z lat dwudziestych ubiegłego wieku. Wtedy jednych z najnowocześniejszych na świecie. Obecnie, kto wie, może najpiękniejszych.

Kameralne elektrownie wodne mają w sobie tyle uroku, że kiedy je fotografuję, często mam wrażenie, że produkcja prądu jest w nich działalnością uboczną, a naprawdę to pensjonaty z epoki dla pragnących oderwać się od spraw dnia codziennego.

Po prawej stronie to też efekt pracy robotników – wkomponowana w stok kaskada, częściowo wykuta w skale, która w czasie nadmiaru wody w jeziorze ma wyhamować jej zrzut. Pan z obsługi mój opis laika zamienił na fachową, mało romantyczną nazwę: przelew stokowy z niecką wypadową.

Jak tu o Niemcach mówić, że są przyziemni, bez polotu i fantazji, jeśli stać ich na wymyślenie takiej przemysłowej “biżuterii”.

Nie wiem, czy istnieje jakiś turystyczny szlak wzdłuż elektrowni wodnych na Dolnym Śląsku, ale przy takich widokach aż się prosi, by go stworzyć.

Elektrownia Złotniki produkuje zaledwie ponad cztery megawaty (dla porównania, moc elektrowni Skawina to niemal sześćset), ale warto do niej przyjechać o każdej porze roku. Za to Skawinę też o każdej porze roku można sobie darować.

Szukasz klimatu, nastroju i atmosfery niezwykłości? No to do Złotnik Lubańskich! Wszystko w jednym miejscu.

Elektrownia Leśna. Coś dla humanistów i lubiących “naj”.

Elektrownia wodna we Wrocławiu. Rarytas niedostępny.

 


  • Może i głęboka prowincja, ale mój tata nie byłby sobą, gdyby ominął taką ładną elektrownię. Byłam, byłam, chociaż nie pamiętam w którym roku. Była wtedy trochę w remoncie, więc głównie oglądałam ją z boku, ale jest naprawdę urocza. Świadczy o tym sam fakt, że żadna z nazw nic mi nie mówi, ale jak zobaczyłam tę charakterystyczną budowlę od razu wiedziałam, że tam byłam 😀

    • I czym tu Cię zaskoczyć? Następna noc nieprzespana.
      Za jakiś czas kolejna elektrownia z tych do polubienia. Może wtedy.

      • Wbrew pozorom Śląsk mnie mocno zaskakuje, bo przeważnie tylko przez niego przejeżdżamy kierując się na południe, w góry.
        Każdą kolejną elektrownię radośnie przygarnę. 😀 Szczególnie że zaczynam się zastanawiać nad poważną wyprawą na Śląsk za kilka lat, Trylogia Husycka Sapkowskiego bardzo kusi, by odnaleźć samemu wszystkie miejscowości, o których pisał.

  • Ola

    Muszę przyznać, że zdjęcia perfekcyjnie oddaje piękno tego miejsca 🙂