EMOCJE, STARY LIST I DZIECINNE UROJENIE


Nadają życiu jakość. Cztery z nich – smutek, strach, złość i zadowolenie są podstawowe i rozpoznawalne na twarzy w każdej kulturze na świecie, również przez ludzi nie mających dostępu do kina i telewizji. To dzięki nim przetrwaliśmy jako gatunek. Emocje są bowiem szybsze niż myśl. W chwilach zagrożenia i silnego stresu potrafiliśmy, i nadal potrafimy, w ułamku sekundy reagować, a nie zastanawiać się nad możliwymi rozwiązaniami. Ale to co dobroczynne potrafi być jednocześnie dużym i bolesnym problemem.

Klasyka gatunku. Dochodziłem właśnie do spokojnego skrzyżowania. Nie przypuszczałem, że za chwilę będę świadkiem zdarzenia, które na polskich drogach rozgrywa się każdego dnia kilkadziesiąt razy. Wyjeżdżający z ulicy podporządkowanej zagapił się, jadącemu prawidłowo kierowcy Skody udałoby się z pewnością zahamować, gdyby nie ożywiona rozmowa z komórką przy uchu. Zabrakło ułamków sekund i centymetrów. Obaj wyszli z nieruchomych samochodów. Sprawę można było załatwić szybko, ale stało się inaczej. Właściciel mocno sfatygowanego Daewoo Tico, starszy mężczyzna zdążył, jak usłyszałem, wypowiedzieć jedynie słowo „przepraszam”. W jednej chwili został wprost zalany śmierdzącą breją rynsztokowego słownictwa. Nabrzmiała z wściekłości twarz dwudziestokilkulatka zwracającego się per „ty” do człowieka, który mógłby być jego dziadkiem, wyrażała jedno –  bezgraniczną wrogość i pogardę.

W czeskim samochodzie do wymiany nadawał się zderzak, za to stare tico uderzone w środkowy słupek kwalifikowało się do kasacji. Przypuszczam – sądząc po wiekowym samochodzie i nader skromnym ubiorze starszego pana – że stłuczka spowodowała zakończenie jego kariery kierowcy. Stał nieruchomo, siwe włosy rozganiał wiatr. Trzymając w ręku dokumenty czekał na wyschnięcie potoku bluzgów. W wyprostowanej sylwetce, podniesionej głowie, wyrazie twarzy była jakaś osobliwa niezależność i przyzwoitość. Biegunowa inność. Wiedziałem, że agresywnie obrażany nie da się sprowokować, bo jest odmiennej psychicznej konstrukcji niż wrzeszczący pieniacz.

Zastanawia mnie do dziś jedno. Czy ów ordynarny kierowca – kiedy już emocje opadły, furia i szał minęły – zatrzymał się choć na chwilę nad swoją reakcją, czy stać go było na refleksję: dlaczego tak się zachowałem. Być może, ale zdaję też sobie sprawę, że poczucie wstydu, zażenowania, żalu z powodu tego, co się zrobiło, także wyrzuty sumienia to przymioty nie każdemu dane.

W 1871 roku we Lwowie ukazał się „Sekretarz i adwokat domowy. Niezwykły zbiór listów towarzyskich i okolicznościowych, dokładny podręcznik dla słabych w stylu i koncepcie”. Dlaczego przywołuję ten, zabawnie dziś brzmiący, tytuł? Książka zawiera trzysta sześćdziesiąt wzorów bardzo różnych listów. Wydaje się, że autor proponuje korespondencję na niemal każdą okazję. Szukam cierpliwie. Oczywiście jest! Wśród tylu zamieszczonych wzorów nie mogło przecież zabraknąć i takiego: „Młody człowiek uprasza z powodu obrazy o przebaczenie”.

„Szanowny Panie!

Bardzo mi to przykro, iż śmiałem przedwczoraj obrazić Pana, a tem samem dałem się poznać z niezbyt pięknej strony. Szlachetna powolność i godność, z jaką Pan moje niedorzeczne uwagi zniosłeś, a co więcej jeszcze, wspaniałomyślność Pańska względem mojej osoby, otworzyły mi oczy i tak dalece upokorzyły i zawstydziły, że się nawet własnego cienia wstydzę.

W niezwyczajnym szale, uniesiony fałszywą odwagą śmiałem Pana obrazić. Obrazić go mogłem – ale tak szlachetnych ludzi to nie obraża. I to mię właśnie najbardziej martwi i upokarza. Żądałem pojedynku – rozlewu krwi – Pan odmówiłeś, popierając swoje zdanie uwagami najsłuszniejszemi w świecie!

Szlachetny, godny Mężu! bądź moim przyjacielem; dopomóż mi swojem delikatnem obejściem i zimną krwią stłumić tę moją gorącość i szkodliwą porywczość.

To jest jedyny środek, jakim mię Pan możesz przekonać  o tem, że mi całkiem przebaczyłeś i niedorzeczne w chwili bezprzytomności wyrzeczone słowa utopiłeś „w zapomnienia fali”. Spodziewam się tej przysługi, tego dobrodziejstwa po Pańskiem szlachetnem sercu. Może nie jestem tak zły, jak zanadto porywczy. Tą prośbą kończę tych kilka słów, które nie zdołają wyrazić, o ile cenić sobie będę Jego szacunek i przyjaźń.

Wdzięczny i zobowiązany”

Kierowco białej Skody, apeluję, żebyś ten wzór listu wykorzystał. Zmienił słowa na współczesne, kilka zdań opuścił, za to szczere emocje zostawił i wysłał przeprosiny na domowy adres, który sobie przecież skrupulatnie spisałeś. Autorzy „Sekretarza i adwokata domowego” zapisani na stronie tytułowej jako „M. Borejka i Ta. Cza.” za ten szczególny plagiat na pewno z zaświatów ci nie pogrożą.

Wiem – nadzieja na twoje uderzenie się w piersi pozostaje mrzonką i niedorzecznością. Jest tak nierealna jak wykorzystanie w tym celu listu sprzed półtora wieku.

Cóż poradzę. Kiedyś nauczono mnie, że należy z uporem maniaka wierzyć w ludzi i postanowienie poprawy.