ERWIN SÓWKA. A KIEDY UMIERA OSTATNI…


Czy nie jest tak, że ostatni żyjący spośród tych, którzy współtworzyli ważną dla kultury grupę, krąg czy środowisko nosi  w sobie skumulowany bagaż doświadczeń wszystkich swoich poprzedników? Staje się depozytariuszem wspólnoty idei, celów, pragnień?  Jeśli to prawda, zmarły niedawno Erwin Sówka zamyka bezpowrotnie ważny dla polskiej plastyki rozdział.

Grupa Janowska – około trzydziestu malarzy amatorów skupionych od połowy lat 50. XX wieku przy Kopalni Węgla Kamiennego „Wieczorek” staje się powoli legendą. Niemal wszyscy jej członkowie wywodzili się z najstarszych katowickich dzielnic: Janowa, Szopienic, Giszowca i Nikiszowca (tam w 1936 roku urodził się Sówka). Znali realia i obyczaje górniczego Śląska jak mało kto; przemysłowy krajobraz towarzyszył im od urodzenia. Wszystko to utrwalali na płótnach z wyjątkową pieczołowitością, uczuciem, ale i nieposkromioną wyobraźnią, szybującą gdzieś daleko poza czarny Śląsk i baśniowo odrywającą się od kopalnianej codzienności.

Grupa Janowska (Erwin Sówka stoi drugi od prawej)

 

Żaden z członków Grupy Janowskiej nie miał wykształcenia plastycznego. Mówiąc wprost, zajmowali się na co dzień czymś wręcz kosmicznie dalekim od sztuki. Losy malarzy naiwnych dobrze oddaje biografia Erwina Sówki. Urodził się w rodzinie górniczej, co kiedyś wyznaczało los niemal każdego męskiego potomka. Zawód górnika naturalną koleją rzeczy przechodził z ojca na syna i było to oczywiste jak sygnał syreny górniczej wzywającej na szychtę. Tak więc szesnastoletni Erwin zostaje górnikiem w kopalni „Giesche” (później „Wieczorek”) w katowickiej dzielnicy Nikiszowiec. Najpierw na powierzchni, potem – jako górnik dołowy przy obsłudze wózków z urobkiem – tylko pod ziemią. Wieść niesie, że już wtedy maluje swoje pierwsze obrazy. Mając dziewiętnaście lat wstępuje do amatorskiego koła plastycznego przy kopalnianym domu kultury. I tak do emerytury w 1986 roku łączy fedrowanie na kopalni z malarstwem.

„Na planie filmowym”

 

Co odróżniało artystów Grupy Janowskiej od wielu innych grup skupiających malarzy naiwnych? Traktowali swoją twórczość jako misję, rodzaj posłannictwa. A w praktyce? Do dziś krążą opowieści o spotkaniach malarzy organizowanych raz w tygodniu, w środy lub czwartki. Punkt programu był niezmienny: należało poddać ocenie kolegów swoje prace. A ta była często do tego stopnia surowa, żeby nie powiedzieć – miażdżąca, że czasami skrytykowani twórcy na miejscu niszczyli swoje prace, po czym wszyscy opuszczali pobojowisko złożone z rozdartych płócien leżących na podłodze.

„Stara cechownia na Karmerze”

 

Wszyscy, którzy mieli okazję poznać Erwina Sówkę osobiście, zgodnie potwierdzają, że był człowiekiem ciepłym, skromnym, z poczuciem humoru. Wierzę, czytając choćby taką wypowiedź artysty: „Tak żech sobie postanowioł, że jak już przejda na emerytura, byda malowoł do końca, а przedtym moje obrazy to majom być ćwiczenio duchowe, takie przygotowanie do tego malarstwa, co go w sobie przeczuwom. (…)  Zawsze godoli tu u nos, na Śląsku, że są one zbyt fantastyczne i radzili mi, że lepiej bym hamowoł z tom fantastyką, bo nie byda zrozumiały dlo ludzi, a już nojbardziej dla robotników. Jo się ino w pełni wyżywoł w tych różnych boginiach sumeryjskich, egipskich czy indyjskich, bo tu mogłech sobie pozwolić. Ta symbolika starodawno, com ją stosowoł była dla nich nic a nic nie zrozumiało, ino myśleli, że jo gołe baby maluja, tak jak to teraz jest moda. Ni ma takiej gazety, żeby chociaż gołych cycków roz na jakiś czas nie pokazywała. Nie powiem, zawsze mnie ciągło do malowania aktów kobiecych, tak jak robili downi mistrzowie, ale jo nie mom na to warunków. Nie mom pracowni, a jak bych sobie modelka u nos w Janowie przyprowadzioł i kozoł się jej rozdzioć, żeby po nagu jom malować, jakby się to rozniosło po okolicy, to nie miołbych życia ani jo, ani moja baba, ani dzieci.” (Seweryn A. Wisłocki, Erwin Sówka – duchowy spadkobierca nauk Teofila Ociepki, „Polska Sztuka Ludowa” 1-2, 1984)

„Gniazdo”

 

Erwin Sówka nie jest malarzem naiwnym (o ile w ogóle jest naiwnym) kojarzącym się z „przyjemnymi” krajobrazami i „miłymi dla oka” scenkami rodzajowymi. Stworzył malarstwo oryginalne, rozpoznawalne, nie znajdujące odpowiedników u innych artystów. Pełne, przyznajmy, zawiłych nieraz odwołań do chrześcijaństwa, buddyzmu, filozofii indyjskiej, religii starożytnego Wschodu i Egiptu. Także okultyzmu i wiedzy ezoterycznej. Połączenie z realiami życia na Górnym Śląsku składa się na jedyną w swoim rodzaju filozofię życiową malarza i niepowtarzalną wizję świata. A przecież jeszcze w tym melanżu nie wolno pominąć obecnej od dziesięcioleci śmiałej, choć pozbawionej wulgarności, erotyki. Kobiecość była dla niego odwiecznym i ciągle tajemniczym symbolem miłości, energii, radości życia.

Bez tytułu

 

Jakże inny jest ten malarz od wielu współczesnych, którzy tworząc w ramach coraz bardziej enigmatycznego nurtu malarstwa naiwnego zwietrzyli możliwość zaistnienia i – co tu okrywać – zarobku. Komercjalizacja sieje, jeśli jeszcze nie spustoszenie, to staje się coraz widoczniejsza, a zalew ładnych obrazków „pod klienta” zaczyna w tej samej mierze zdumiewać, co przygnębiać.

„Wieża zegarowa”

Z tym większą nostalgią i poczuciem, że odchodzą mistrzowie, czyta się więc słowa, jakie swego czasu wypowiedział Erwin Sówka: „Zupełnie nie identyfikuję się z malarzami naiwnymi, w których sztuce nie widać postępu, brakuje wzrastającego poziomu doświadczenia. W moim malarstwie muszę być szczerym. Okłamywać można tylko jedną osobę – samego siebie. Wszystko zależy od Boga, ja, mówiąc krótko, chcę postępować/malować po Bożemu. Jestem przekonany, że to jedyna szansa doprowadzenia do prawdy, poszukiwania idei porządku, harmonii kosmosu.” (Galeria Szyb Wilson. Wywiad Marty Lisok z Erwinem Sówką).

Artysta nie namaluje nowych obrazów. Zostaje nam poznawanie ogromnego dorobku, cieszenie się nim. Najlepiej w tym celu przyjechać do Katowic. Tu bowiem, w Muzeum Śląskim, znajduje się największa w Polsce kolekcja dzieł ostatniego przedstawiciela Grupy Janowskiej.

 

Na fotografii tytułowej obraz Erwina Sówki „Iluzja snu”. Reprodukcje wykonałem na wystawie „Wokół mistrzów Grupy Janowskiej” w Muzeum Historii Katowic oraz w Galerii Wilson.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

ART NAIF FESTIWAL. KOLEJNE LATO ZE SZTUKĄ NAIWNĄ
09.07.2020
CZY WARTO KUPOWAĆ ALBUMY MALARSKIE
11.06.2020
CZY SZTUKA NAIWNA JESZCZE COŚ ZNACZY?
06.02.2020
ART NAIF FESTIWAL – ZNAK, ŻE WAKACJE
11.07.2019
SZTUKA NAIWNA PO RAZ… JUŻ NIE LICZĘ
20.11.2018
Carlos Rojas, Hiszpania
ART NAIF FESTIWAL. LISTOPAD W SIERPNIU?
10.08.2018
XI ART NAIF FESTIWAL. ŚWIĘTO PO RAZ JEDENASTY
20.07.2018
SZTUKA, KTÓRA CIESZY. ART NAIF FESTIWAL PONOWNIE
09.07.2017
O CO CHODZI Z NAIWNOŚCIĄ W SZTUCE NAIWNEJ
29.06.2017