FOTOGRAFIA ZIMOWA. WYMAGA I DAJE


Z czterech pór roku ta najbardziej utrudnia życie. Niełatwa dla wszystkich fotografów, którzy zimna nie lubią (przewodzę tej grupie), paskudna dla sprzętu, który chłodu zwyczajnie nie znosi. W cierpieniach możemy mu (i sobie) jednak ulżyć. A potem stawić czoła warunkom i czekać na nagrodę w postaci pięknych ujęć. Mam wrażenie, że fotografia zimowa bywa niedoceniana, a jest wyjątkowo niepowtarzalna. Dlaczego? Już wyjaśniam.

Od wiosny do jesieni przyroda oddaje nam do dyspozycji feerię barw. Ich bogactwo oczywiście jest wyzwaniem dla fotografa, ale jeszcze większym staje się monochromatyczność krajobrazu w zimie. Plenery pokryte śniegiem „redukują” ilość elementów, ostre krawędzie łagodnieją, a kolorystyka ogranicza się często do bieli i nieba w kolorze niebieskim, albo nawet do rywalizacji wyłącznie białego z białym lub szarym. Nic dziwnego, że właśnie wtedy często świetnie się sprawdza fotografia czarno-biała. Bez żalu, a na pewno łatwiej, rozstaję się z barwami, których i tak, jak na lekarstwo. Zima w niejednej dziedzinie zmienia sposób postrzegania w kierunku pewnej ascezy. Poza tym, w świecie, w którym wszystkie rozlegające się dźwięki są stłumione, a nierzadko panuje całkowita cisza, o wiele łatwiej o potrzebne skupienie.

krajobraz zimowy jpg.

Zalegający wszędzie śnieg ma jedną zaletę i jedną wadę. Potrafi działać jak gigantyczna blenda (ekran odbijający) i rozpraszać światło, ale też zwodzi najbardziej wyszukaną automatykę aparatu. Nie ma co, już na samym początku trzeba ingerować. Inaczej wrócimy z serią zdjęć, na których śnieg będzie wyglądał jak ten z miejskich poboczy – szary i brudny. Skąd to zjawisko? Automatyka aparatu jest tak skalibrowana, by porównywać wybrany kadr z osiemnastoprocentowym odcieniem szarości. Czyli, jeśli zaczyna dominować kolor biały traktuje go jakby był szary. Stąd prosta droga do zdjęć niedoświetlonych.

zima w parku jpg.

Nietrudno sobie z tym zjawiskiem poradzić. Należy zmusić aparat do skorygowania swoich propozycji, czyli wprowadzić korektę ekspozycji w stronę prześwietlenia. I to najczęściej całkiem sporego, bo przynajmniej o +1 EV, a w skrajnych przypadkach nawet o +3 EV (wszystkie prezentowane fotografie posiadają w takim zakresie zmienione parametry). Innym sposobem jest wykonanie pomiaru światła na jasnej ścianie szopy, pniu, twarzy i trzymając cały czas lekko naciśnięty spust migawki, szukamy właściwego kadru z dominującą bielą, która już nam wtedy niestraszna. Tak czy inaczej, bez prób na pewno się nie obejdzie. Byłbym zapomniał, w sprzedaży są zestawy kart wzorcowych do ustawiania balansu bieli i ekspozycji. W trudniejszych warunkach pomocne, choć nie są niezastąpione.

A dlaczego często śnieg na zdjęciach przybiera wyraźnie odcień niebieski? Zwłaszcza w miejscach zacienionych oświetla go światło nieba, a więc niebieskie, stąd właśnie dominanta.

Fotografia zimowa ma jeden atut, o którym często się zapomina. Wreszcie możemy fotografować cały dzień! Latem sesja plenerowa zamyka się w zaledwie kilku godzinach porannych i kilku popołudniowych. Godziny południowe to poważny i nużący test na cierpliwość. Teraz, nawet w środku dnia słońce w zenicie znajduje się nisko. No i doceńmy; żeby zarejestrować wschody nie trzeba wyruszać o trzeciej nad ranem.

Za to musimy brać pod uwagę trudne decyzje, co ja mówię – zgadzać się na nierozwiązywalne dylematy. Myślę o kontrastach. W słoneczny dzień żadna matryca nie będzie w stanie zarejestrować wszystkich szczegółów w partiach oświetlonych i zacienionych. Tylko do pewnego stopnia pomóc może, zawsze polecane, fotografowanie w RAW-ach, czyli cyfrowych negatywach (od lat nie zapisałem żadnego pliku inaczej). Częściej dojdzie do świadomych wyborów: czy pogodzimy się z czarnymi partiami cieni albo chętniej zobaczymy „wypalone” światła. Z reguły wolę pierwsze rozwiązanie, ale to kwestia podejmowanej na miejscu decyzji, na czym mi mniej zależy. Lepiej jednak najczęściej wyglądają szczegóły zachowane w światłach. Zawsze też, unikając jednak ryzyka zamienienia się w sopel lodu, możemy poczekać na chmury, które w mgnieniu oka kontrastowość obniżą. Bardziej zaawansowani wiedzą, że możemy połączyć serię różnie naświetlonych zdjęć. Wtedy efekt będzie najbliższy temu, co zarejestrowało ludzkie oko.

zima w parku jpg.

Dobrze wygląda, kiedy – chłodna kolorystycznie ze swej natury – fotografia zimowa „ocieplona” zostaje jakimś elementem. Może to być jakiś fragment oświetlony promieniami słonecznymi na tle ciemnego lasu, pozostałości brązowych liści na krzewach, linia beżowych trzcin nad jeziorem.

Pamiętajmy o jednym. Nam jest w minusowych temperaturach zimno. Aparatowi jeszcze zimniej, bo nie jest ubrany. Wyciągając z ciepłego samochodu narażamy go na trudne do usunięcia zawilgocenie zimnych części. Na domiar złego, mróz – niczym cichy i szybki morderca – zabija zasilanie, a zdarzyło mi się też przy naprawdę dużych minusowych temperaturach doświadczyć buntu ekranów LCD. Wszystko to jednak nic. Choć fotografia zimowa wymaga zawsze sporych wyrzeczeń, nie ma co ukrywać – zima z aparatem jest zawsze piękniejsza niż bez niego.