FOTOGRAFOWANIE KWIATÓW. JAK MOŻNA LEPIEJ?


A warto zadawać takie pytanie? Przecież to proste – kwiatek nie ucieknie, jest kolorowy, więc i bez photoshopa się obroni, wystarczy trochę światła, włączony tryb makro. Do dzieła! I tak powstają kolejne miliony zdjęć. Rywalizować w tej tematyce mogą tylko ukochane kotki i pieski. Pół biedy, jeśli efektom towarzyszy rozczarowanie (“przecież na żywo było takie piękne”) i rzuty plikiem do cyfrowego kosza. Gorzej, jeśli towarzyszy bezkrytyczny samozachwyt i “uszczęśliwienie” znajomych i nieznajomych setką  kwiatowych zdjęć zrobionych przy okazji grilla w ogródku działkowym wujka.

Poniżej cztery proste wskazówki, które sprawią, że fotografowanie kwiatów stanie się nieco trudniejsze od pstrykania na prawo i lewo, bardziej czasochłonne, ale przyniesie efekty, jakich się po sobie i swoim aparacie nie spodziewasz.

1. SPRZĄTAM OTOCZENIE

Zawsze mam w torbie zapas rękawiczek foliowych i małe nożyczki do przycinania trawy. Kiedy w kadrze widzę atrakcyjny motyw, zostawiam aparat i zabieram się za sprzątanie zaschniętych liści, traw burzących kompozycję, nie wspominając o papierkach, czy niedopałkach. Nawet jeśli to wszystko znajduje się poza obszarem ostrości, brzydkie plamy na pewno zniweczą nasz wysiłek. Mogą to sprawić również inne kwiaty zlewające się z podstawowym tematem. Zdarza się, że obszar do sprzątania jest całkiem spory i obejmuje nie tylko najbliższe otoczenie kwiatka, tym bardziej kwiatów. Niekiedy to dobre kilka metrów wokół. Tak już jest – często detale, nie zawsze widoczne w trakcie fotografowania, decydują o efekcie końcowym.

2. BADAM GŁĘBIĘ OSTROŚCI

W wielu aparatach znajduje się tryb makro. W fotografii kwiatów wykorzystywany wtedy, gdy zamarzy nam się detal. Nie tak znów często, jak mogłoby się wydawać. Z reguły dla atrakcyjnego rozmycia tła przydaje się o wiele bardziej dłuższa ogniskowa, powyżej 100 milimetrów dla lustrzanek. Z pojawiającym się wtedy nieodłącznym problemem z niewielką głębią ostrości poradzić sobie można tylko w jeden sposób – zwiększając przysłonę do f/10 lub więcej. No i pamiętajmy, że ostrząc obraz, co przy tym typie fotografii jest wyjątkowo istotne, głębia ostrości rozciąga się od 1/3 przed wybranym punktem do 2/3 za nim. Czasem to tyle, co grubość płatka.

A co zrobić, jeśli takiego obiektywu brakuje? I na to jest rada. Trzeba poszukać kwiatu, który rośnie albo w oddaleniu od innych roślin i sam się izoluje od tła, albo rośnie w terenie lekko opadającym.

Z reguły gorąco polecam korzystanie ze statywu. Nie dość, że kadr wtedy, w dosłownym znaczeniu, bardziej przemyślany to możemy błyskawicznie i na bieżąco podglądać, czy jest już czysto, ostro i najładniej.

3. OCENIAM ŚWIATŁO

Słońce mocno świeci. To dobrze. Niekoniecznie, jak się okazuje, ponieważ trzeba sobie wtedy poradzić z głębokimi cieniami i mocnym kontrastem. W idealnej sytuacji należałoby zabrać zestaw lamp, co dałoby stuprocentową gwarancję panowania nad światłem. Co można zrobić? Doświetlam blendą, ale wystarczy też, bez ponoszenia nakładów finansowych, blenda improwizowana – biały karton, kawałek styropianu. Ustawiam te przedmioty po przeciwnej stronie niż ta, z której operuje słońce i tak kieruję odbiciem, żeby mi skutecznie rozjaśniło cienie.

4. SPRAWDZAM PODMUCHY

Często się zdarza, że niewielkie podmuchy wiatru umykają uwadze, dopiero na większym ekranie monitora widać marną ostrość. Jak sobie radzić? Najlepiej wybrać poranny lub wieczorny bezruch, a i wtedy nie rezygnujmy z wykonania kilku dubli. W ostateczności poratować może blenda użyta w charakterze parawanu.

Nie zawsze winowajcą jest wiatr. Wystarczy poruszyć aparatem poprzez zbyt energiczne wciśnięcie spustu migawki. Właśnie dlatego tak bardzo polecam statyw, wężyk spustowy lub pilot i, jeśli w lustrzance jest taka możliwość, wstępne uniesienie lustra, które zapewni uniknięcie wibracji wewnątrz aparatu.

A jeśli naprawdę wieje? Zamiast odchodzić z kwitkiem wykorzystajmy to i pokażmy kwiaty w ruchu. Efekt do momentu cyfrowego wywołania pozostaje nieprzewidywalny, więc i ekscytacja zapewniona. Przy okazji docenić można jedną z podstawowych zalet fotografii cyfrowej – radykalne obniżenie kosztów fotografowania.

Zaledwie kilka wskazówek do łatwego zastosowania. Fotografowanie kwiatów nie wymaga kosztownego sprzętu. Oprócz aparatu potrzebny jest statyw, wężyk spustowy i blenda (wykonana własnym sumptem zawsze będzie lepsza niż żadna). I namysł przed naciśnięciem spustu migawki, czy naprawdę zrobiłem wszystko, co trzeba.

Cztery kroki. Niezbędny też piąty – trzeba wyjść z domu. Na pocieszenie dla leniwych mam dobrą wiadomość. Już najbliższy trawnik to prawdziwa kopalnia kwiatowych tematów.

Zobacz też:

Fotografowanie kwiatów poruszonych

 

 


  • Jako dziecko uwielbiałam kwiaty – fotografowałam je, rysowałam, pisałam o nich, miałam ich całą działkę, więc wiadomo – były dla mnie jak przyjaciele. Fotografie kwiatów są piękne… Ale dla mnie to i tak nie to samo, akurat kwiaty po prostu muszą mieć tą otoczkę dotyku, zapachu, słońca grzejącego w plecy. No to nie to.

    • Jasne, że nie to. Podobnie słuchania muzyki w sali koncertowej nie da się porównać z muzyką z odtwarzaczy, wizyty w muzeum z oglądaniem albumu, lektury prawdziwej książki z zapisem na czytniku.

  • Jak zawsze piękne zdjęcia i nareszcie porady fotograficzne 🙂

    • Dziękuję. Wkrótce w tym cyklu znajdą się sugestie, jak fotografować kwiaty w zbliżeniu.