GORZKIE ŻALE PRZYBYWAJCIE. O PIĘKNIE SMUTKU


Pamiętasz swój ostatni kontakt z poezją? Kiedy to było – dzisiaj, przed tygodniem, dwadzieścia lat temu? Trudno nas zaliczyć do namiętnych wielbicieli wierszy. Jeszcze trudniej liczyć na przywołanie z pamięci przynajmniej jakichś fragmentów (naturalnie, poza Inwokacją z Pana Tadeusza). Ale jest jedno takie miejsce, gdzie miliony Polaków mają żywy kontakt z Kochanowskim, Karpińskim, Potockim, Lenartowiczem, z utworami wielu  znakomitości średniowiecza, których pełne językowej patyny teksty potrafią zachwycić i mniej wrażliwych na piękno języka. Tym miejscem pozostaje kościół.

Każdy, nawet niewierzący, zna przynajmniej kilka takich utworów, ponieważ stały się one znakiem polskości, tworzą nasz wspólny kod kulturowy: Boże, coś Polskę; Bóg się rodzi; Lulajże Jezuniu; Kiedy ranne wstają zorze; Wszystkie nasze dzienne sprawy; Wieczne odpoczywanie, racz im dać Panie; Cicha noc; Serdeczna Matko.

Na tym tle jaśnieją niezwykłym blaskiem mniej znane Gorzkie żale, których nazwa pochodzi od pierwszych wyrazów pieśni: „Gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie”. 313 lat mija w tym roku od pierwszego wykonania tych misteriów Męki Pańskiej, w świecie odprawianych tylko w Polsce. Mała książeczka z tekstami, pod jakże typowym dla baroku tytułem: Snopek Myrry z Ogroda Gethsemańskiego albo żałosne Gorżkiey Męki Syna Bożego […] rospamiętywanie, ukazała się w Warszawie w 1707 roku. W „Encyklopedii staropolskiej ilustrowanej” Zygmunta Glogera czytamy, że przez półtora wieku żadna książka nie rozeszła się po Polsce w tylu egzemplarzach.

Co mnie, filologa, po ponad trzystu latach od wydania zaskakuje? Otóż jakaś trudna do zdefiniowania tajemnicza siła tego „niedzisiejszego” nabożeństwa, podejmującego tematykę cierpienia i śmierci. Jego żywotność i moc, mimo agresywnego dzisiaj nakazu kultu życia i młodości. Symbioza pełnej żałości i dramatyzmu melodii z oryginalnym, staropolskim brzmieniem strof. Stop obu elementów daje razem przepełnione smutkiem i goryczą piękno kontemplacji misterium Męki Pańskiej.

Gorzkie żale przybywajcie, serca nasze przenikajcie.

Rozpłyńcie się me źrenice, toczcie smutnych łez krynice!
Słońce, gwiazdy omdlewają, żałobą się pokrywają.
Płaczą rzewnie aniołowie, a któż żałość ich wypowie?
Opoki się twarde krają, z grobów umarli powstają.
Cóż jest, pytam co się dzieje? Wszystko stworzenie truchleje!
Na ból Męki Chrystusowej żal przejmuje bez wymowy.
Uderz, Jezu, bez odwłoki, w twarde serc naszych opoki!
Jezu mój, we krwi ran swoich, obmyj duszę z grzechów moich!
Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść Męki Twej wchodzę.

 

Rozpłyńcie się me źrenice, toczcie smutnych łez krynice! Wielkiej urody wers, zwłaszcza że nieczęsto używa się dziś słów źrenice i krynice. Zastanawiam się, jak brzmiące dla nas archaicznie wersy odbierane były trzy wieki temu przez ludzi, dla których był to język im współczesny, codzienny.

To, co nas wprawia w konsternację, dla nich brzmiało naturalnie, jak we fragmencie: Oby się serce we łzy rozpływało, że Cię mój Jezu sprośnie obrażało. Co tu robi sprośnie? Kiedyś to słowo oznaczało: okropnie, strasznie. Takich zdecydowanych archaizmów znajdziemy w Gorzkich żalach więcej. Ot, chociażby: Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść męki twej wchodzę, gdzie upał znaczy nie skwar, a gorączkę.

Albo: Ach mój Jezu, jak ty klęczysz w ogrójcu zakrwawiony. Ogrójec, słowo kojarzone wyłącznie z miejscem czuwania i modlitwy Jezusa przed męką, było dawniej w codziennym niesakralnym użyciu. Oznaczało bowiem mały ogród, podobnie chłopiec to po prostu mały chłop. 

Z kolei mdłość w wersie: Co mię pytasz? Wszystkam w mdłości. Mówić nie mogę z żałości, oznacza słabość, a nie jak dzisiaj, pobudzenie do wymiotów. Dalej, Ach! Ja Matka tak żałosna, czyli doświadczająca żalu, żałoby. Dziś słowo żałosny to wzbudzający litość.

Profesor Miodek zauważa: Można być ateistą, nie mieć żadnych uczuć religijnych, a jednak zachwycać się tekstem „Gorzkich żali”, pieśni wielkopostnych czy „Godzinek”. Czas działa na ich korzyść, ich uroda jest dla nas uderzająca.

A przecież oprócz tekstu pozostaje jeszcze jedyna w swoim rodzaju przejmująca melodia. Warto w tym miejscu przytoczyć relację ks. Andrzeja Ziółkowskiego ze Zgromadzenia Ojców Misjonarzy, który Gorzkie Żale odprawiał w niewielkiej wsi Lipna:

Prawie wszyscy wierni tuż po zakończeniu II wojny światowej przybyli ze wschodnich Kresów Rzeczypospolitej, a mianowicie z Milczyc — połowa drogi między obecną polską granicą a Lwowem. Czymś naturalnym i zrozumiałym dla mnie był ich wschodni akcent z charakterystycznym zaciąganiem na przedostatniej sylabie. Ja sam, choć urodziłem się na Ziemi Lubuskiej, to po mamie jestem Wołynianinem. Nie było więc dla mnie nowością słyszeć ów wschodni akcent. Ale to, co usłyszałem na Gorzkich żalach w wykonaniu moich parafian, przerosło moje zdziwienie. Co takiego?

Otóż w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu owego roku, a było to 11 marca, po wystawieniu Najświętszego Sakramentu zaintonowałem Pobudkę: Gorzkie żale, przybywajcie…, wierni natychmiast podchwycili tonację i zaczęli śpiewać. W większości to były starsze niewiasty, które urodziły się i wychowały w owych Milczycach. Akompaniamentu organowego nie było. Wtem, do moich uszu dociera coś dziwnego, charakterystyczny śpiew — jakby wzdychanie, prawie jak łkanie, coś w rodzaju śpiewu na wydechu, tak jakby komuś zbierało się na płacz, ale śpiewać nie przestaje, jakby mu tchu zabrakło, ale resztkami powietrza wydaje z siebie gorzki, rzewny śpiew. Sposób wykonywania melodii był tak charakterystyczny, że mimowolnie przestałem śpiewać i zamieniłem się w słuch.

Pobudka się skończyła. „Dziwnie śpiewają, widocznie ktoś ich nauczył, gdzieś tam na Wschodzie, że tak należy śpiewać o męce Pana” — pomyślałem. Przeczytałem Intencję do pierwszej części i zaintonowałem Żal duszę ściska… i znów zamieniłem się w słuch. Lament duszy nad cierpiącym Jezusem przejmował do szpiku kości. Zdawało mi się, że jestem tam, słyszę brzęk judaszowych srebrników, czuję trwogę Ogrójca, oddech Judasza, smak zdradliwego pocałunku, odczuwam grozę pojmania, uderzenie w policzek, fałszywe krzyki świadków… — Jezu mój kochany! A potem ból dotknął jeszcze bardziej, gdy Rozmowa duszy z Matką bolesną nastała. Najpierw zaczęły śpiewać niewiasty, drugą zwrotkę wykonało kilkunastu mężczyzn. I tak naprzemiennie.

„Uderz, Jezu, bez odwłoki / W twarde serc naszych opoki” – takie, mam wrażenie, jest sedno Gorzkich Żali. Uszlachetnia je, towarzyszące im pełne gorzkiego smutku wzruszenie pięknem barokowej melodii, staropolskim językiem opalizującym na poły ukrytymi znaczeniami. Choć trzeba od razu dodać – mówimy o jakże ważnych, ale jedynie „upiększających” dodatkach. Bo nie estetyzujące porywy serca akurat w tym przypadku najważniejsze, a otrzeźwiające współodczuwanie.

Tak widziałbym to najpiękniejsze polskie nabożeństwo.

 

Na fotografii tytułowej witraż średniowieczny z Miedźnej z ok. 1440-1450 roku, ze zbiorów Muzeum Śląskiego.


                                


TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

MATRYMONIALNE. „CHCĘ DUŻO SERCA W ZAMIAN ZA SWOJE”
16.07.2020
WSZYSTKA PO 5 ZŁOTYCH! UPUST (OPUST?) NADZWYCZAJNY
14.05.2020
MIŁOŚĆ W CZASACH ZARAZY. POWRÓT DO LISTÓW?
23.04.2020
CO MI DAJE INTERNET W CZASIE „POZAMYKANEJ” KULTURY
02.04.2020
SPIRYTUS, SKLEP, ZAPASY I INNE MODNE SŁOWA
19.03.2020
MYCIE SKRACA ŻYCIE (ALE RACZEJ RZADKO)
13.02.2020
SMARTFON. MASZ ODWAGĘ Z NIM ZERWAĆ?
16.01.2020
KOBIETA, BIAŁOGŁOWA, NIEWIASTA, DZIEWKA. CO TU ROBI KOBYŁA?
25.04.2019
LIST MIŁOSNY. CO NA TO MATKA, CÓRKA I ELA?
14.02.2019