GRUBA, ZOŁZA. DLACZEGO PRZECINEK MA TU ZNACZENIE


Trzeba uważać, zwłaszcza na początku nauki języka obcego, aby nie skorzystać z tzw. fals friends, czyli słów, które brzmią znajomo, przypominają polskie terminy, ale mają całkiem inne znaczenie. Z tego powodu trudno będzie komuś sprawić przyjemność, mówiąc mu w angielskim complement i obawiać się sponiewierania przy określeniu ordinary. Trzeba jednak wiedzieć, że nie inaczej jest w przypadku języka ogólnego i gwar. A gwara śląska, mam wrażenie, kryje w sobie całkiem sporo przykładów (i tym samym pułapek). Sprawdźmy, które mogą zamieszać.

 

NA – WEŹ, MASZ

Ten, sam w sobie nic nie znaczący przyimek prosty ma w śląskiej gwarze konkretne znaczenie. Ciotka Marta, u której bywałem jako mały chłopiec: (…) swoje szolki uważała za niesłychanie drogocenne, stąd przez kilka pierwszych lat życia dostawałem gorącą herbatę w niebieskim gorczku (garnuszku). Aż – kiedy miałem pewnie z pięć lat – pojawiła się przede mną z nabożeństwem zdjęta z romy szolka. Po czym każdy mój łyk był uważnie i z niepokojem obserwowany. „Szolka”

Ciotka drżącą ręką stawiała przede mną herbatę, mówiąc za każdym razem: na, synek czyli masz. Co innego, gdybym nie był bajtlem (chłopcem), tylko kimś ważnym albo pół wieku starszym, wtedy dostąpiłbym zaszczytu usłyszenia nańcie. Trudno sobie wyobrazić, żeby podając coś osobie starszej, stojącej wyżej w hierarchii można było powiedzieć zwyczajne na. Dla nich zarezerwowana była 2 osoba liczby mnogiej określająca należny szacunek: Nańcie babko bonkawa i kreple (kawę prawdziwą i pączki), Majster, nańcie pyrol (ciężki młotek), Łojciec, nańcie zymft do wusztu (musztardę do kiełbasy).

 

MONTER – KTOŚ PEŁEN ENERGII, WYPOCZĘTY

Pamiętam dobrze słowa kolegi: Po robocie sie zdrzymna i byda monter. Byłem wtedy przekonany, że po pracy dorabia sobie naprawiając jakieś instalacje. Nawet z podziwem spojrzałem na niego, kiedy na moje pytanie, czy po ciężkiej pracy daje radę, odpowiedział pewnym głosem: Ja, jo jest potym monter do samyj nocy.

Gorzej, bo po tej nauczce, teraz kiedy słyszę, że ktoś jest monterem, z zazdrością myślę: ten już sobie podrzemał.

 

ZOŁZA – SOS

A z zołzą było odwrotnie. Mama robiła zołzy nadzwyczajne (ach, te spod rolad!) i słowo było w domowym użyciu niemal codziennie. Dopiero później, w latach szkolnych, zdumiony dowiedziałem się, że zołza to również kobieta złośliwa, krótko mówiąc – jędza. Czy nie daje do myślenia, że istnieje ta zołza, ale już nie ten zołz.

Mężczyznę można co najwyżej nazwać zełwinem, ale będzie to staropolskie określenie męża siostry męża. Czyli nic innego, jak dzisiejszego szwagra. Całkiem, proszę pań, inna historia.

 

GRUBA – KOPALNIA

Jakże tu łatwo o konsternację. No bo: legna się na grubie w pakamerze ma zgoła odmienny sens niż: legna sie na grubej w pakamerze. Innymi słowy, gruba brzmi tak samo dla kopalni i kobiety otyłej i może wprowadzić w błąd, ale tylko w mianowniku i narzędniku, gdzie brzmią identycznie. A to już spokojnie wystarczy, aby bez cufal (przez przypadek) wywołać zamieszanie.

Gruba w gwarze pochodzi z niemieckiego der Grube, więc górnik był grubiorzem. Pamiętam jednak, że o wiele częściej mówiło się na niego hajer, niekiedy bergmon.

 

NAPRAĆ SIĘ – UPIĆ SIĘ

Ale moja Gienia wczoraj się naprała. Na Śląsku z takimi pochwałami pracowitej żony lepiej uważać. Na dobrą sprawę odradzam stanowczo. Różne będą wizje rozmówców po usłyszeniu, ale nie znajdzie się wśród nich obraz ocierającej pot z czoła zapracowanej Gieni, która spędziła dzień piorąc.

Tak więc trzeba ostrożnie, choćby i dla takich możliwych reperkusji: Wiycie, staro od Gintra wcoraj sie naprała. Skond wiym? A dyć som Ginter łospowiadoł. Toć gupot by nie godoł.

No i historia zacznie obrastać, potoczy się niczym kula śnieżna: Na zicher (na pewno) to i łon sie mocno naproł. Dobrze chociorz, że w doma, a nie lotali za jasnoka do kupy naprani łod borsztajnu do borsztajnu (od krawężnika do krawężnika).

Ktoś naprany jest pewnie łożyrokiem (pijakiem). Trudno oczekiwać, aby z takimi skłonnościami był zocny (szanowany). Ciekawe, nie spotkałem się ze słowem łożyroczka, ale w końcu i pijaczka jest niezmiernie rzadko używane. Mniejsze spożycie? Lepsze maskowanie?

Słowem, z różnych powodów naprać sie niy werci (nie opłaca). Gańba (wstyd) zaczyna się niewinnie od szklonki piwa, potem: wloz żech sie ino na jednego, dalej: wypioł se gibko kwarytka (szybko ćwiartkę), następnie: mieli my z kamratym rano halbka (pół litra), wreszcie: co byda lotać tam i nazod jak jaki chachor (chuligan), kupioł żech se cało skrzinka.

Wszystko, żeby na koniec z zaświatów wskazać: podziwejcie sie, jaki mom szumny dynkmal (pomnik) na smyntorzu.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

SZOLKA. CZYM WŁAŚCIWIE JEST
14.01.2021
RYCZKA – MAŁY WIELKI MEBEL ŚLĄSKIEJ KUCHNI
10.12.2020
GYBURSTAG. URODZINY CAŁKIEM INNE, BO ŚLĄSKIE
19.11.2020
ŚLĄSKIE SŁOWA, KTÓRE TRZEBA WYJAŚNIĆ (NIE-ŚLĄZAKOWI)
29.10.2020
BADYHALA, A INACZEJ – PERŁA WŚRÓD PŁYWALNI
17.09.2020
ŚWIĘTOCHŁOWICE SĄ BARDZO DZIWNYM MIASTEM
06.08.2020
POJEZIERZE PALOWICKIE. TO NA PEWNO GÓRNY ŚLĄSK?
02.07.2020
SECESJA W KATOWICACH POTRAFI OLŚNIĆ (CZ. I)
21.05.2020
ŻABIE DOŁY. NA PEWNO NA ŚLĄSKU?
24.10.2019