GWARA ŚLĄSKA. ROMA TO NIE ZAWSZE RZYM


Gwara śląska otaczała mnie kiedyś nieporównanie intensywniej niż teraz. Uprzedzenie – najlepsze słowo, jakie znajduję, żeby wyrazić mój dawny stosunek do niej. Przekonanie, że to jakaś tandetna, prymitywna forma porozumiewania się towarzyszyło mi długo. Nie ma co ukrywać, wynikało z niewiedzy. Po części ze śląskich kompleksów. Może z przekonania, że wyrugowanie najmniejszych naleciałości gwarowych i mówienie „czysto po polsku” otwiera wrota do wielkiego świata, jak obecnie znajomość angielskiego. Krótko mówiąc, splot różnych bodźców, nie zawsze już uświadamianych, które sprowadzały się do jednego pewnika  – trzymać się od gwary z daleka. Dziś dałbym dużo, żeby posłuchać opowieści babci o jej latach młodości, kiedy była jeszcze „gryfną frelką na wydaniu”.

Późno dotarło do mnie, że gwara śląska to nie jakiś prostacki relikt, ale – z wszystkimi pozostałymi – cały czas współtworzy i uzupełnia oficjalną polszczyznę. Wzbogaca ją i czyni bardziej różnorodną.

Postanowiłem wydobyć z otchłani swojego zapomnienia i przywołać słowa, które brzmią w tym dialekcie świeżo i „światowo”. Tak bardzo, że niezorientowany poszuka być może wzorów fonetycznej wymowy w obcych językach. Wszystkie z powodzeniem już teraz można by włączyć do języka ogólnego.

RADISKI, trochę przypomina nazwę międzynarodowej sieci hotelowej. Mogę też sobie wyobrazić „Radiski Watches”, ale zegarków z rzodkiewki już nie. Radiski, tomaty i oberiba to był zestaw obowiązkowy w ogródkach.

LARMO ma coś z larum. Kto by przypuszczał, że pochodzi z włoskiego „all’arme – do broni. No i wszystko jasne. Takiemu rozkazowi, choćby i dyrygenta w roli generała, zawsze towarzyszy larmo, czyli hałas.

slazacy jpg.

ROMA była kiedyś w każdym domu, choć nie każdy dom w Romie. A dokładniej, romy szukało się w kuchni. To półka na przyprawy z kołkami na kubki, czyli szolki. Poniżej wisiała wykrochmalona makatka (garnitura) z poważnymi napisami typu: „Miłość i zgoda – domu ozdoba”, „Gdzie dobra gospodyni warzy, tam się dobrze darzy”, „Woda i mydło najlepsze bielidło”. Zdarzyło mi się zobaczyć na dwóch makatkach zgrabny zestaw feministyczno-szowinistyczny (pisownia oryginalna): „Każdy kto mlaszcze dostanie w paszczę” i „Pamiętaj żeś polką bądź dobrą małżonką”.

LACLIK jest świetny, choć dawno go w żywej mowie nie słyszałem. Brzmi dobrze z angielska i francuska. Można długo kombinować, co oznacza. A to zwykły śliniak. W czasach, kiedy urzędowo próbowano „odświeżyć” język polski  koszmarnie nazwany podgardlem dziecięcym chłonnym. W moim rankingu laclik wygrywa.

GORKO, krótkie, jednoznacznie mocno brzmiące słowo. Dużo lepsze niż „rozlewające się” gorąco. Stara prawda mówi, że kiedy jest gorko, dziołchy są gryfniejsze.

familok jpg.

DINKS brzmi jak nazwa nowojorskiego klubu. Może to i kompilacja niemieckiego rzeczownika i przedrostka, ale szykowna i lekka. Gwara śląska chlubi się kilkoma słowami, które mają pojemność bez dna. Dinks to jedno z nich. Oznacza „coś”. „Weź ten dinks”, „Zrób coś z tym dinksem” – każdy wie, o co chodzi (albo nie). Podobne znaczenie ma „łon”, ale gdzie mu tam do hipsterskiego dinksa.

CIARACH gdyby tylko poprzestawiać litery i jedną wyrzucić – stałby się Chiarą, która jest włoską formą łacińskiego imienia Clara – „jasna”. W ciarachu nic jasnego nie znajdziesz. Przeciwnie, kiedy tylko usłyszało się: „nie możesz być takim ciarachem” należało przywołać się do porządku i to szybko. W śląskim, sterylnie czystym domu nie było miejsca na brudasów i flejtuchów.

familok jpg.

BLANK to słowo, które w wymowie kojarzy się z francuskim, a kiedyś było jednym z najczęściej używanych. Znaczyło tyle, co: całkiem, po prostu, prawdziwie (Chińczyk jest blank żółty, te szczewiki są blank dziurawe). Czy koniecznie muszę wybrać się na wycieczkę do Rudy Śląskiej, żeby blank gibko usłyszeć „blank” w trakcie rozmowy?

ANCUG otwiera pole do żartów z goroli, nie znających gwary. Najpierw pyta się ich, co znaczy cug i wyjaśnia, że to pociąg. Potem  dopytujemy o anzug. Widać lekką konsternację na twarzy rozmówcy. Pozostaje w świecie kolejnictwa. Niepewny waha się tylko między osobowym a pospiesznym. Radośnie zbijamy go mocno z tropu wyjaśniając, że chodzi o… garnitur. I nie liczmy, że zna nazwy jego części. A to po prostu: szakiet, westa i galoty.

GARDINA mnie dziwi. A dokładnie, dziwi mnie, że nikt z rodziców nie wpadł dotąd na pomysł, by dać córeczce takie, budzące respekt, imię. Gardina byłaby twarda, bezkompromisowa, mocno stąpająca po ziemi. Bez dwóch zdań, przyszła pani prezes zarządu, koncernu, spółki giełdowej. Kiedy Gardina wchodziłaby do biurowca, umykaliby wszyscy, jak  w filmie „Diabeł ubiera się u Prady” na widok Mirandy.

Śnieżnobiała gardina, czyli firanka to punkt honoru śląskiej gospodyni.

familok jpg.

Trochę trwało zanim naprawdę zrozumiałem, że jeśli język ogólny ma świadczyć o kulturze społeczności to musi czerpać z dialektów. Co więcej, najpierw istniały one, a dopiero potem, mniej więcej w XVI wieku, ukształtowała się polszczyzna. Dzisiaj jej rozwój jest w mniejszym stopniu od gwar uzależniony. Po prostu są one językowo bardziej zachowawcze i archaiczne. Na co dzień służą najczęściej jedynie do porozumiewania się. Rzadko zapisywane, często nie doczekały się własnej ortografii.

Gwara śląska jest używana stale przez prawie sześćdziesiąt tysięcy osób. Pomyślałbym kiedyś, że to powód do wstydu, a teraz, że przez tak niewielu. Bo każda gwara jest symbolem trwania i żywej tożsamości. Intymnej wspólnoty.

W jednym z konkursów na najpiękniejsze śląskie słowo wygrało (jakże by inaczej):

PSZOĆ – KOCHAĆ

A jaki jest Twój faworyt gwarowy (niekoniecznie śląski)?



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

zameczek w Michałkowicach
„ZAMECZEK” W MICHAŁKOWICACH. CZYLI GDZIE?
25.09.2018
HUMOR ŚLĄSKI. NIEPODOBNY DO INNYCH
30.12.2017
TYKNIJ TUKEJ. GWARA ŚLĄSKA W NATARCIU
04.10.2017
ŚLĄSKIE PRZEKLEŃSTWA, CZYLI JEZDERYNY ZAMIAST WULGARNOŚCI
29.07.2016