TYKNIJ TUKEJ. GWARA ŚLĄSKA W NATARCIU


– Dejcie pozór na próg – sprzedawczyni w sklepiku z troską zwraca uwagę starszej pani, która wcześniej wyznała – zapomniałach bryli. A do mnie z zachętą – weźcie sie na śniodanie preswusztu i świeżo żymła (dla niewtajemniczonych: miałem sobie kupić salcesonu i bułkę). Co prawda, stolicą Górnego Śląska są Katowice, ale w powszechności używania gwary śląskiej prym wiodą, moim zdaniem, Świętochłowice. Ostatnimi czasy bywam tam nawet kilka razy w tygodniu. Do niedawna nie wiedziałem o nich prawie nic, teraz wiedzy i sympatii przybywa. Zaskoczeń też, a wśród nich jedno wybija się szczególnie – w tym niewielkim mieście gwara śląska niepodzielnie zdominowała język mówiony.

Co ciekawe, ostatnie lata to na całym Śląsku jej triumfalne powtórne narodziny. Z czterech ścian mieszkań energicznie wchodzi, bez żywego jeszcze niedawno poczucia niższości, w przestrzeń publiczną. Na wielu górnośląskich urzędach miast widnieją tabliczki „Godomy po ślonsku” i mieszkańcy nie krępują się korzystać z tej możliwości. A jeszcze nie tak dawno znajomość gwary była czymś wstydliwym i bardzo niemile widzianym, zwłaszcza w szkołach. Ten renesans potwierdzają dane. O ile w 2002 roku w Narodowym Spisie Powszechnym do mówienia gwarą przyznawało się pięćdziesiąt sześć tysięcy osób to w ostatnim było ich niemal dziesięć razy tyle. Znam wiele osób, które nigdy nie nauczyły się polszczyzny ogólnej. To może robić wrażenie, zwłaszcza gdy się wie, że różnice między językiem polskim i śląskim są większe niż między językiem polskim a słowackim.

Do tego, aby gwara śląska została uznana za język ustawowy droga jeszcze daleka. Najpierw należałoby napisać gramatykę, potem stworzyć elementarz. Wreszcie, porządnie spisać słowa, bo na razie w żadnym z istniejących słowników nie ma ich więcej niż pięć tysięcy. Czyli bardzo mało. Skoro jednak Kaszubi sobie poradzili, i Ślązacy nie odpuszczą. Dlaczego warto? Bo język może być wkrótce jedyną legitymacją wyróżniającą mieszkańców tej dzielnicy Polski wśród pozostałych. Sposobów na popularyzację jest bez liku. Wśród nich, pozostające na marginesie, ale ciekawe, żartobliwie rymowane wyliczanki. Dla osób spoza Śląska i ciężki test, i jednocześnie mini-słowniczek, a dla hanysów jeden z dowodów na odrębność ich małej ojczyzny.

„Już mom nowo wyliczanka, ślonski krupniok to kaszanka. Polsko babka to jest zista, piwa skrzynka to jest kista. Ślonski fater to jest tata, wasz pomidor to tomata. Wy mówicie my godomy, u was babcie u nas omy. Z włosów spinka u nas szpanga, zwykle trzepak to klopsztanga. Tam pociągi u nas cugi, garnitury to ancugi. Filiżanka to jest szolka, pani z Polski to gorolka. Rowerowy łańcuch to jest keta, a fuzekla to skarpeta. Na landrynki godom szkloki, z owsa placki – hawerfloki. Polski Józef to jest Zefel, za to guzik to jest knefel. Tam sie grzeje tu hajcuje, jak się spieszy to piluje. Tam tablica tu tabula, a pierwiosnek to prymula. By upiększyć – pomaluja, by ugryfnić – posztrajhuja. Tam zasłony, a tu sztory, jak mom krankol – jestem chory. Na pół litra godom halba, zaś weranda to jest lauba. Jak oszczędzam to szporuja, jak chca wietrzyć to luftuja. Dowo pozór – jest ostrożna, fusbal to jest piłka nożna. Poduszeczka to zagłowek, a przikopka to jest rowek. Tam walizka, a tu kofer. A kierowca to jest szofer.

Awantura – u nos haja. Tam jest grupa, a tu zgraja. W szafie wieszak – w szranku bigiel, u was wiadro, a tu kibel. Mamlas – to tako niezdara, a plebania to jest fara. Sok z kapusty to jest kwaska, a fartuszek to zopaska. U nos lyjty, u was lanie, wasze kłucie nasze żganie. Panna z dzieckiem to zowitka, kromka chleba u nos sznitka. A motyle szmaterloki, łyżwy z korbką to kurbloki. Dużo mówić to fandzolić, lekceważyć u nos smolić.

Włóczyć się to znaczy smykać, u was modlić u nos rzykać. Schacharzony to zepsuty. Tu szczewiki, a tam buty. Seblyc sie to jest rozbierać, roztopiyrzać to rozpierać. U was katar u nos ryma, denaturat to jest bryna. Tu wyklupać tam wytrzepać, u was rzucać, u nos ciepać. Iść na randkę to zolycić, u was złapać u nos chycić. U was rura u nos ruła, a piekarnik to bratruła. Tu zmarasić tam zabrudzić, tam sprowadzić, a tu skludzić. Ciepać machy – stroić miny, tam obierki – łoszkrabiny. Grysik to jest manna kasza, zamiast wusztu jest kiełbasa. Powóz konny to jest fura, a napisoł to Szymura.”

Nieznanemu Panu Szymurze należą się słowa uznania.  Nie o wartości literackie tu przecież chodzi, a bezinteresowną chęć popularyzacji i dowód na przywiązanie do śląskiej mowy. O tym, jak bardzo potrafi być silne dowodzi przykład z Rudy Śląskiej. W jednej z tamtejszych przychodni kierownictwo zakazało personelowi zwracania się do pacjentów gwarą. Rozpętała się burza medialna, protestowali masowo mieszkańcy. Zakaz szybko uchylono, a pracowników i mieszkańców przeproszono. Wszystko wróciło do stanu poprzedniego – jeśli pacjent mówi po śląsku, a pracownik posługuje się gwarą, to pacjent decyduje o języku rozmowy. I tak dosyć nieoczekiwanie wyszło, jak liczne zastępy żarliwych obrońców ma gwara śląska.

Staje się modna? Bez wątpienia. Właśnie dlatego dotarła do świata nowoczesnych technologii kojarzonych raczej z ludźmi młodymi. Niedawno jedna z firm telekomunikacyjnych umożliwiła gwarową komunikację ze smartfonami. Mobilniok potrafi odciepnąć godka, wysznupać śpiywka i można godać blank cicho.

– Tyknij tukej, coby dodać miasto – taki komunikat w telefonie na Śląsku nie dziwi.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

zameczek w Michałkowicach
„ZAMECZEK” W MICHAŁKOWICACH. CZYLI GDZIE?
25.09.2018
HUMOR ŚLĄSKI. NIEPODOBNY DO INNYCH
30.12.2017
ŚLĄSKIE PRZEKLEŃSTWA, CZYLI JEZDERYNY ZAMIAST WULGARNOŚCI
29.07.2016
GWARA ŚLĄSKA. ROMA TO NIE ZAWSZE RZYM
20.06.2016