HARUJESZ? NIEDOJADASZ? ZDROWIE CI DOPISZE


Właściwie to niewiele potrzeba. Najpierw warto przyjrzeć się powiedzeniu Artura Schopenhauera: „Dziewięć dziesiątych naszego szczęścia polega na zdrowiu. Zdrowy żebrak jest szczęśliwszy niż chory król”. Potem wyciągnąć z niego wnioski. Te wprowadzić w życie. I cieszyć się nim. Mrzonka? Jasne. Dam głowę, że zwrot „zdrowie jest najważniejsze” jest najbardziej wyświechtanym od ciągłego używania zdaniem świata. I najbardziej lekceważonym.

W niemal każdej rodzinie krążą opowieści o bliskich, którzy przeżyli ciężkie czasy. Przebywali w obozach koncentracyjnych, na zsyłkach, po wojnie więzieni przez UB. Doświadczeni w życiu niewyobrażalnymi dla nas cierpieniami, ekstremalnym stresem i dokuczliwym głodem dożywali w zdrowiu, mimo tych przeżyć, zaskakująco późnej starości. Lubimy sobie wyjaśniać takie przypadki dobrymi genami. To właściwy trop, ale tylko częściowo. Co prawda, mamy czterokrotnie większą szansę na dożycie dziewięćdziesięciu lat i więcej, jeśli rodzice są długowieczni. Z drugiej strony, wiek,  w którym umieramy, ogólnie zależy jedynie w jednej piątej od genów. Przede wszystkim zaś od stylu życia i jedzenia.

A co z głodem? Specjaliści zajmujący się opóźnianiem procesów starzenia (anty-agingu), jednej z najszybciej rozwijających się gałęzi medycyny, od dawna wiedzą, że im mniej kalorii, tym lepiej. Zapominamy, że jesteśmy ukształtowani w procesie trwającej dziesiątki tysięcy lat ewolucji. Jemy zbyt dużo i obficie. Zaniedbujemy ruch, podczas gdy nasi przodkowie jedli do syta rzadko, dopiero po udanym polowaniu, a na co dzień racje były niewielkie, złożone z tego, co zaoferował las. No i, żeby pokarm zdobyć, konieczna była duża aktywność fizyczna. Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej w Warszawie przeprowadził badania polskich stulatków, które wykazały, że ponad połowa z nich doświadczyła w życiu okresów głodu trwających od roku do nawet dwudziestu lat. Sprawdza się więc obiegowa mądrość mówiąca, by wstawać od stołu z uczuciem niedosytu. Między innymi i dlatego, że sygnał zaspokojenia głodu dociera do mózgu dopiero po dwudziestu minutach. Hasło na sztandary: „Głód to zdrowie”!

Nie mniej ważne od diety jest… szczęśliwe małżeństwo. Pozytywne nastawienie do życia, jakie udany i ustabilizowany związek niesie, gwarantuje niższy poziom w organizmie kortyzolu – hormonu stresu, który przyspiesza zmiany w mózgu, obniża odporność na choroby i zwiększa ryzyko zawału serca. Stwierdzono też, że długość życia osób siedemdziesięcioletnich jest wprost proporcjonalna do częstotliwości ich spotkań z wnukami, dziećmi, rodziną.

A jeśli już wspominam o roli stanu psychicznego, nie od rzeczy będzie przytoczyć niezmiernie ciekawe wyniki wieloletnich wspólnych badań trzech ośrodków akademickich: Rush University Medical Center z Chicago, University of Miami i Stanford University opublikowanych w czasopiśmie „American Psychologist”. Dotyczą one wpływu wiary na długość życia.

Poddana wieloletniemu eksperymentowi populacja osób, które określały siebie jako głęboko religijne i praktykujące żyła dłużej od pięciu do ośmiu lat. Mówiąc inaczej, wskaźnik śmiertelności był w tej grupie o dwadzieścia pięć procent niższy niż u niewierzących. Zwrócono też uwagę na fakt, że wiara i towarzysząca jej modlitwa aktywują niektóre obszary mózgu, redukują poziom stresu i wzmacniają układ odpornościowy. A większa w tej grupie zdolność przebaczania i troszczenia się o innych ma wpływ na prawidłową pracę serca.

Wiadomo i bez badań, że wiara przynosi ulgę w cierpieniu i chorobie, ale już niemal sensacyjnie brzmi konkluzja, iż w poważnym stopniu jest w stanie stymulować skuteczniejsze działanie leków. Jak to dobrze, że artykuł z wnioskami ten temat ukazał się na łamach tak prestiżowego czasopisma naukowego, oficjalnego organu Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Długowieczności sprzyja również życie pracowite, w dużym stopniu związane z wysiłkiem fizycznym. W niektórych regionach świata, bardzo często górzystych, stulatkowie nikogo od dawna nie dziwią. Wiadomo, że skromnym, niskokalorycznym posiłkom towarzyszy, mieszkającym tam ludziom, stały, duży wysiłek fizyczny wynikający z ukształtowania terenu. Jak bardzo jest ważny, dowodzi test opracowany przez badaczy z University of Pittsburg. Otóż, stwierdzono, że osoby w przedziale wiekowym od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu lat, jeśli są w stanie całkowicie samodzielnie pokonać pieszo sześćset metrów, tym samym mają szansę przeżyć jeszcze minimum sześć lat.

I jeszcze jedno. Neurolog, Joe Verghese z nowojorskiego Albert Einstein College of Medicine po przebadaniu pięciuset emerytów dowiódł, że posiadanie hobby, czytanie książek, rozwiązywanie krzyżówek, gry, nawet taniec – jakakolwiek stała forma ćwiczenia umysłu, gwarantuje aż o siedemdziesiąt procent niższe ryzyko pojawienia się demencji starczej i otępienia niż u tych, którzy pogrążyli się w umysłowej gnuśności.

Niby ogólnie to wszystko wiadomo. Poparte jednak badaniami, naukowo uzasadnione, z podanymi wartościami liczbowymi nabiera nowej, przemawiającej do wyobraźni, mocy. W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, by zalecenia wprowadzać  w życie. Mniej jeść, więcej się ruszać, bardziej kochać, mocniej wierzyć, intensywniej myśleć. Od teraz, nie od jutra. Bo „zdrowie jest najważniejsze”. No to jak, zaczynamy?

Podstawowe źródła:

Joe Verghese, Leisure Activities  and the Risk of Dementia in the Elderly

Henryk Bieniok, Zarządzanie własnym zdrowiem, czyli zrób wreszcie coś dla własnego ciała

Lynda H. Powell, Leila Shahabi, Carl E. Thoresen, Religion and Spirituality. Linkages to Physical Health