HENRYKÓW I JEDNO WAŻNE ZDANIE


To ono sprawiło, że przybyłem do tej wsi oddalonej pięćdziesiąt kilometrów od Wrocławia po raz kolejny. Nie zdecydował ani urok miejsca (choć wyjątkowy), ani piękno architektury (podobnie), czy kojący spokój oddalonej od głównych szlaków komunikacyjnych prowincji. Dziwne, przyciągnęła mnie świadomość, że właśnie tu po raz pierwszy zostało stworzone. I z tego opactwa dało sygnał do wielkiego startu. Codziennie zapisujemy miliony zdań po polsku. Mało kto pamięta, że początek dał Henryków.

Majowe, niedzielne popołudnie. Już niemal letnia pogoda, ale jeszcze bez męczącego skwaru. Nie musiałem spoglądać na znaki. Wieże kościoła wystarczająco mocno odcinały się na tle lekko pofałdowanego krajobrazu Dolnego Śląska. Lubię wracać do miejsc, które kiedyś już odwiedziłem i oswoiłem, choć za często tego nie robię. Powód? W Polsce jest zbyt dużo atrakcji godnych zobaczenia. A Henryków odwiedzam już trzeci raz. Coś to musi oznaczać.

Jeszcze kilkaset ostatnich metrów. Zawieszenie rozpoznaje mocno dziurawą ulicę, a ja siedzącą przed sklepem znudzoną sprzedawczynię i „moje” miejsce do zaparkowania. Czeka na mnie po raz trzeci dokładnie to samo. Czas się cofnął? Nie, to Polacy nie mają zwyczaju poznawać w wolne od pracy dni zakątków swojego kraju. Na rozległym terenie opactwa jest nas, turystów, kilkoro.

Nietypowe wejście do opactwa znajduje się w ciągu kamieniczek przy głównej drodze i gdyby nie duże napisy w trzech językach (to tereny, gdzie angielski zawsze bez protestów ustępuje) można by je łatwo ominąć. Przejście przez bramę nie oznacza, że znajdę się od razu na jakimś dziedzińcu. Trzeba jeszcze przejść długi brukowany „korytarz”, kolejną bramę i wreszcie jestem u celu. Mało ciekawe dojście tym bardziej potęguje wrażenie. Przed oczami rozpościera się perspektywa na barokowy cysterski zespół klasztorny wraz z kościołem i wysoką na kilkanaście metrów kolumnę Maryjną.

henrykow jpg.

henrykow jpg.

henrykow jpg.

Pierwsze wzmianki o wsi Henryków pochodzą z 1222 roku. Zaledwie pięć lat później kanonik Mikołaj, notariusz księcia Henryka Brodatego, fundatora miejscowości i autora jej nazwy, sprowadził cystersów z Lubiąża. Jednak już w 1241 klasztor i wieś najechali Tatarzy niszcząc wszystko. Trzydzieści lat później zbudowano tu kościół romański i szkołę, a klasztor zamieszkiwało około stu zakonników i braci. I tak przeżywając lepsze i gorsze chwile opactwo istniało do 1810 roku, kiedy to król pruski Fryderyk Wilhelm III po pięciuset osiemdziesięciu dwóch latach zlikwidował je i skonfiskował wszystkie dobra. A wypędzeni mnisi mogli zabrać jedynie habit, brewiarz i żywność na dwa dni. Ojcowie wrócili tu dopiero w 1946 roku.

henrykow jpg.

henrykow jpg.

Zarówno kościół parafialny pw. Wniebowzięcia NMP i św. Jana Chrzciciela, jak i zabudowania klasztorne wzniesiono w XVII wieku, czyli przede mną barok w całej krasie i przepychu. Prawdziwy rozmach i barokowy szał rzeźbiarzy i snycerzy widać jeszcze bardziej we wnętrzach kościoła.

henrykow jpg.

henrykow jpg.

W obiektach poklasztornych funkcjonuje współcześnie oddział Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu oraz Katolickie Liceum Ogólnokształcące. W rankingu na najładniejszy budynek licealny palmy pierwszeństwa pewnie nikt mu nie odbierze.

Kiedyś była tu infirmeria klasztorna czyli klasztorny szpital. Po remoncie znalazł się internat dla uczniów, a w oranżerii – sala gimnastyczna. Miejsce w tygodniu tętni życiem; sami ojcowie cystersi mieliby z tym pewien kłopot. Jest ich bowiem obecnie… czterech.

henrykow jpg.

henrykow jpg.

A oto przykład czułego obłaskawienia brzydoty, o ile jeszcze taka kategoria funkcjonuje. Wystarczyło dziewięć sadzonek.

henrykow jpg.

Z przyklasztornym parkiem sąsiadują zaniedbane zabudowania gospodarcze i dwie trasy spacerowe. Wolę taką nazwę od stosowanej – „ścieżki dydaktyczne”, które kojarzą mi się ze szkolnym obowiązkiem. Przygotowane przez Nadleśnictwo Henryków dotyczą gatunków drzew występujących w Polsce, a druga – roślin chronionych.

henrykow jpg.

A co z tym zdaniem, o którym wspominam na początku? I dlaczego Henryków darzę takim sentymentem? Pora najwyższa wyjaśnić. Otóż, w tym właśnie miejscu opat klasztoru, Piotr, w księdze będącej spisem dóbr kościelnych, umieścił w tekście łacińskim pierwsze w języku polskim zdanie. Było to około roku 1268.

księga henrykowska jpg.

„Bogwali uxor stabat, ad molam molendo. Cui vir suus idem Bogwalus, compassus dixit: Sine, ut ego etiam molam. Hoc est in polonico: Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai.”

Uspokajam, zakłopotanie jest w tym momencie naturalnym zjawiskiem (no, chyba że jest się polonistą). Język w ciągu niemal ośmiu wieków zdążył się zmienić radykalnie, a to, co „in polonico” widzimy jest przecież nieporadnym jego początkiem. Lingwistycznym pisklęciem, które ledwo przed chwilą się wykluło.

Jak brzmi ten fragment po polsku? „Gdy zaś tam przez pewien czas przemieszkiwał, pojął za żonę córkę jakiegoś kleryka, chłopkę grubą i zupełnie niezdarną. Lecz trzeba wiedzieć, że za owych dni były tu w okolicy młyny wodne ogromnie rzadkie, przeto żona tego Bogwała Czecha stała bardzo często przy żarnach mieląc. Litując się nad nią mąż jej Bogwał mówił: „Sine, ut ego etiam molam” – to jest po polsku: „Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj!” Tak ów Czech na zmianę mełł z żoną i często obracał kamień tak jak żona.” (tłumaczenie Romana Grodeckiego)

To krótkie zdanie we współczesnej polszczyźnie brzmiałoby: „Daj, niech ja pomielę, a ty odpocznij”. Szarmancki rycerz Boguchwał chciał pomóc swojej żonie w pracy. Mielenie było jednak czynnością typowo kobiecą, więc sąsiedzi nazwali go Brukałą (zbrukanym), a od tego powstała nazwa pobliskiej, maleńkiej dzisiaj wsi Brukalice.

I pomyśleć, wszystkie zdania, które zapisuję i które czytam wzięły się od tego śmiesznego i kalekiego: „Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai.”

henrykow jpg.

Wcale się nie zdziwię, jeśli za jakiś czas zagadkowa siła sprowadzi mnie znów w te okolice i drogowskaz z napisem Henryków powitam z emocjami i turysty, i filologa jednocześnie.

henrykow jpg.

Inaczej się po prostu nie da. Jeśli wokół takie krajobrazy i taka historia dawno temu zapisana ręką opata Piotra.

Bibliografia

Zenon Klemensiewicz, Historia języka polskiego

Bogdan Walczak, Zarys dziejów języka polskiego



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

SZWAJCARIA RACHOWICKA. GDZIE I DLACZEGO TAK WARTO
15.10.2020
ŚWIERKLANIEC. CHOĆ PIĘKNIE, A JEDNAK ŻAL
01.10.2020
KOSZĘCIN BEZ ZESPOŁU „ŚLĄSK”. WARTO PRZYJECHAĆ?
19.09.2019
UROKI DĘBOWCA. ODSŁONA DRUGA – „LOTNICZA”
27.06.2019
LATAM, GADAM – PEŁNY SERWIS! DRON SPEŁNIA MARZENIA
04.04.2019
JAKUB PORADA „PORADA DA RADĘ. TANIE LATANIE” (RECENZJA)
04.12.2018
Wioska na Śląsku Cieszyńskim
A PO DRODZE (CIESZYŃSKIEJ) DĘBOWIEC, WIOSKA NIEDUŻA
23.10.2018
CZY NAZWY MIEJSCOWOŚCI ŚMIESZĄ? OJ, ŚMIESZĄ!
31.07.2018
MUZEUM ZAPAŁEK W CZĘSTOCHOWIE. ŚWIAT ODCHODZĄCY
04.05.2018