DYKTANDO, WAKACYJNY HOROSKOP I JATKA (TYLKO ORTOGRAFICZNA)


Częściej niż kiedyś widuję czytających książki w miejscach publicznych. Jeśli wasze wrażenia to potwierdzają, napiszcie. Jeśli nie, wolę się łudzić. I z rozmachem dodać: od morza po Tatry cała Polska zaczytana, z wypiekami na twarzy, nie tylko od słońca. Z drugiej strony, lektura lekturą, ale żeby też coś czasem napisać to nie bardzo. W takim razie dla równowagi proponuję dzisiaj lekki tekst (czy horoskop może być inny?) akurat na sierpniową kanikułę. Podyktuj go nieświadomej niczego ofierze, która być może potknie się już w  tytule. Na końcu zostaną ci rozkosze podkreślania na czerwono. I pożądana świadomość, że sam nie napisałbyś pewnie lepiej. Okazji do błędów bez liku, spokojnie da się je zrobić w połowie z trzystu dwunastu słów. Dla prawie każdego coś ortograficznie niemiłego.

Kto się lęka napisać, tego z serca pocieszam. Dyktando wymyślone przez profesora Andrzeja Markowskiego na pięciuset śmiałków bezbłędnie napisał jeden. Kto wie, czy osoba, której przeczytasz tekst nie dołączy do elitarnego grona? A może ktoś tobie podyktuje, zanim jeszcze rzucisz okiem na jedyny na świecie „Horoskop metalingwistyczny”?
Tak czy inaczej, próbujmy!
 
Horoskop metalingwistyczny
Baran
Wczesnowiosenne Barany ni stąd, ni zowąd zainteresują się spółgłoskami przedniojęzykowo-zębowymi nie mniej niż średniojęzykowymi, co znienacka wyzwoli miniproblemy fonetyczno-fonologiczne.
Byk
Przełomowe, kwietniowo-majowe Byki, które choćby na łapu-capu opanują pisownię połączeń: „głodek mrzygłód”, „warzucha polska” i „kartonowe passe-partout”, niechybnie trafią do zeszytu rejestru nienisko notowanych superznawców ortografii.
Bliźnięta
Z racji dwoistej natury Bliźnięta zajmą się zarówno rodzajem żeńsko-rzeczowym, jak i męskozwierzęcym. Niestety, wkrótce zarzucą te quasi-umizgi gramatyczne dla nie najulubieńszego rodzaju męskonieżywotnego.
Rak
Badanie wyrazów typu singulare tantum w „Biblii królowej Zofii”, „Psałterzu floriańskim” i „Psałterzu Dawidów”, a także aorystu w „Kazaniach świętokrzyskich”, pochłonie całoroczną energię co poniektórych Raków.
Lew
Partykuło-przysłówki w neoklasyfikacji Saloniego-Świdzińskiego staną się niezadługo przedmiotem polowania co bardziej wrażliwych Lwów, szwendających się po obrzeżach wyrzezanych wyrazków.
Panna
Język średnio-wysoko-niemiecki tak do cna zafascynuje niektóre nie zażywne, lecz nieleniwe doprawdy Panny, że wyrzekną się one badania języka cerkiewnosłowiańskiego – z ho, ho jakąż stratą dla tegoż.
Waga
Niskonakładowy „Słownik warszawski” zafascynuje zwarzonohumorzaste wyważone Wagi bardziej niż tużprzedwojenny niedokończony słownik pod redakcją Tadeusza Lehra-Spławińskiego. No cóż: de gustibus non est disputandum!
Skorpion
A fe, Skorpiony! Żeby tak preferować hipotaksę, a zaniedbywać parataksę! I to w ujęciu niby-postszoberowskim! Gorze, mości panowie badacze! A łacińska copula, czyli łącznik, to hetka-pętelka?
Strzelec
Dyktando pułapka nie przeraziłoby nawet nie najbystrzejszych Strzelców, skoroby tylko zanurzyli się w zasady pisowni i nie znużyli się nimi. Ale czyż to zrobią?
Koziorożec
Przeszło roczny kurs gramatyki generatywno-transformacyjnej nie pozwoli zapewne Koziorożcom zgłębić tajników adiektywizacji imiesłowów, choć przeszłotygodniowe trzyipółdniowe minikonwersatorium mogłoby było ich do tego przysposobić.
Wodnik
Wysokofrekwencyjne geminaty to temat maksifascynacji Wodników urodzonych nad Morzem Barentsa i nad morzem Marmara, ale nie tych znad morza Celebes.
Ryby
Średniowysokie progi ortograficzne pokonają śpiewająco Ryby z Ukajali.
Résumé:
 Nie-Ryby i nie-Rak poznają gramatykę na aby-aby. Raki poradzą sobie jako tako, choć, bij zabij, aorystu jak na lekarstwo w tych ekstrazabytkach. A Ryby znikąd, jako etranżerzy, zszarzeją w postdyktandowej apatii.
 
Okazało się, że najwięcej problemów sprawiało słowo „passe-partout”, zaś szczególnie kreatywnie zostało potraktowane wyrażenie „quasi-umizgi”, które jeden z uczestników przekształcił na „kwas i umizgi”.
Jak to jest z ortografią wśród Polaków? Chciałbym się mylić, ale zdaje się, że coraz gorzej. Widzę dwóch winowajców. Po pierwsze, internet „rozgrzeszający” każdą ilość błędów. Po co pisać lepiej, skoro za ich popełnienie nie ma żadnych sankcji. Po drugie, poradnie, które masowo – nie patrząc, czy trzeba, czy nie trzeba – wydają zaświadczenia o dysleksji, dysgrafii i dysortografii. Uczniowie chętnie (nie ma się co dziwić) z takich możliwości korzystają. Kiedyś nieznajomość reguł ortografii była dowodem lenistwa i braku staranności, od pewnego czasu to masowa i nieuleczalna choroba.
Pamiętam z podstawówki niechętne, a nawet wrogie spojrzenia, jakimi mierzono polonistkę, kiedy dwa razy w tygodniu organizowała krótkie dyktanda na początku lekcji. Dla niektórych były one gwoździem do trumny (zwłaszcza dla tych z trumną przez „ó”) na półrocze i na świadectwie. Potem w liceum odetchnęliśmy z ulgą; dyktando pojawiało się kilka razy w roku. A na polonistyce nikt takimi błahostkami jak sprawdzenie znajomości ortografii już się nie zajmował.
I właśnie dlatego „tużprzedwojenny” podzielił się u mnie na dwa wyrazy. O zgrozo, „trzyipółdniowe” nawet na trzy!
Ale przynajmniej z horoskopu dowiedziałem się, że będąc Rakiem, moją całoroczną energię pochłonie lektura Biblii królowej Zofii”, „Psałterza floriańskiego,” „Psałterza Dawidów” i „Kazań świętokrzyskich.
Może być. Zacznę po wakacjach.
Zobacz też:


TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

NA LUZIE. BO I DYKTANDO MOŻE SPARALIŻOWAĆ
26.09.2017
OGÓLNOPOLSKIE DYKTANDO 2016. POLEGŁEM Z HONOREM.
19.10.2016