HUMOR ŚLĄSKI. NIEPODOBNY DO INNYCH


Ósmego dnia Pan Bóg rozdawał wszystkim narodom na Ziemi języki i gwary. Zabrakło tylko dla Ślązaków. Przybyła więc delegacja z prośbą, by naprawił swój błąd. Zawstydzony Pan Bóg odrzekł:

– Jeronie, wyboczcie chopy. Wszystko przez tyn pieroński bajzel. W takim razie bydziecie godać jak jo.

Kiedy  słyszę humor śląski przypomina mi się uwielbiany przez całą rodzinę wujek Wincenty. Skończył zaledwie podstawówkę, całe życie był prostym górnikiem i mówił wyłącznie gwarą. Wizyta w jego niewielkim mieszkaniu w familoku, największego frustrata podnosiła na duchu, a już urodziny były nie kończącą się salwą śmiechu; nikt jak on nie potrafił tak opowiadać śląskich wiców. Robił to z lekkością, jakby od niechcenia i nigdy nie przekroczył granicy dzielącej rubaszność i wulgarność. Zresztą to wspólna cecha tej gwary – jeśli doszukać się w niej wulgaryzmów, są one zaledwie bladym cieniem tego, co panoszy się w polszczyźnie.

Na odpuście był bardzo wielki ścisk. No i jednej starej babie ukradli w tym ścisku pieniądze. A miała je w kiecce w kabzie. Prziszła z płaczym do proboszcza i prosi, coby proboszcz z ambony sumienie złodziejowi skruszyli. No ale farorz ją naprzód pytają:
– A nie zmiarkowaliście nic, jak wom tam kto ręka wsadzowoł?
– Ja! – pado baba. – Zmiarkowałach, ino myślałach, że to w dobrych zamiarach.

——————————————————————————————————————————————————————————-

Wybaczy pan, ja jestem z Sosnowca, czy to kopalnia „Kleofas”?

Wyboczom wom – pado górnik i poszoł dalej.

Ciekawy fenomen – od pewnego czasu humor śląski opuścił szczelnie zamknięte, i to przez setki lat, właściwe mu środowisko Górnego Śląska i staje się coraz popularniejszy w całym kraju, choć często jego gwarowość „na użytek zewnętrzny” bywa uładzona. A to dlatego, że duża część słownictwa jest dla „goroli” zwyczajnie niezrozumiała. Zrozumiała jest za to dla wszystkich bez wyjątku ludyczna frywolność i dosadność.

W katastrofie górniczej zginął Kulik. Górnicy się naradzali jak to Kuliczce pedzieć, że już niy mo chopa. Wybrali do tego Francka, że on sie nojlepij do takich babskich spraw nado. Toż Francek poszoł, zaklupoł i godo:
– Mieszko tu wdowa Kuliczka?
– Coście? Przeca jo nie wdowa! Mój przijdzie o drugiej ze szychty!
– A o co weta, że jednak wdowa! – pado jej Francek.

——————————————————————————————————————————————————————————-

Roz do restauracji w Bytomiu przyszoł taki fajny młodzik. A w kącie siedzieli przy piwie górnicy. No i ten młodzik pyto się, czy może dostać dwa kreple, no ale on pedzioł „pączki”. I ta kelnerka przyniosła mu te pączki. A on jej na to:

Za te dwa pączki całuję panią w rączki.

To się spodobało kelnerce i pyto go, czy by jeszcze czegoś nie chcioł.

No, to dwa ciasteczka proszę. – Kelnerka przyniosła, a on jej tak:

Za te ciasteczka, całuję panią w usteczka.

A górnicy przy piwie to ino słuchali, ale jeden nie wytrzymoł i pado na głos:

Panie, a możebyście se i zupa obsztalowali?

Niejako przy okazji, wielu Polaków poznaje egzotyczne dotąd dla nich słownictwo, a przynajmniej pojedyncze zwroty. Przydałby się jeszcze na Górnym Śląsku ktoś taki jak ksiądz Tischner, który gwarę góralską dowartościował filozoficznymi wykładami, ale też pozbawieniem jej powszechnego kojarzenia wyłącznie z prymitywnymi kawałami o bacy. Często zresztą wymyślanymi przez ceprów.

Może i na to przyjdzie pora; w końcu, obok górali tylko Ślązacy postrzegani są jako wyraźnie odmienna grupa etniczna.

Ty, Francek! Chodzisz to jeszcze z tą Maryjką od Matlorzów?
– Nie, już nie chodza.
– No to mosz szczęście, boch sie wczoraj takich rzeczy o niej dowiedzioł, żebyś ani nie uwierzył. A po jakiemu już z nią nie chodzisz?
– Boch sie z nią ożenił.

——————————————————————————————————————————————————————————-

Jedna baba powadziła sie z mężem. We wieczór, kiedy sie jeszcze nie pogodzili, maż wziął kartkę i napisoł: „staro obudź mie o piątej rano”. Rano obudził sie o siódmej. Już chcioł ryknąć na baba. Naroz widzi na stole kartkę. „Stary, wstowej, już pięć”.

——————————————————————————————————————————————————————————-

Siedzi se syneczek przy kałuży i pije woda.
Na to przichodzi tako starka i pado mu:
– Synek, nie pij tyj wody, bo to je som maras, poć do mie, dom ci szolka tyju.
– Słucham? Co pani mówiła?
– A nic, nic, pij gorolku, pij…

Z dowcipami śląskimi jest o tyle prościej, że ktoś nie czujący gwary nie będzie w stanie ani ich wymyślić, ani dobrze opowiedzieć. Stąd „polskie” kabarety w tej dziedzinie bywają żałosne, a reprezentantem śląskiego humoru pozostają: pochodzący z Rybnika Kabaret Młodych Panów, Marek Szołtysek, Klub Masztalskich z Katowic i z Rudy Śląskiej kabaret Rak. Nie każda ich produkcja jest równie dowcipna, zdarzają się mielizny, ale i tak na tle ogólnej marnej kondycji polskiego kabaretu prezentują się nieźle.

Jeden górnik spotkoł roz kamrata i pado mu:
– Ty Paulek, słyszołeś,  jakie to nieszczęście naszego sztygra spotkało?
– Nie. A co mu się stało?
– A dyć borok z moją starą uciek!

——————————————————————————————————————————————————————————-

Przychodzi sprzątaczka na skargę do dyrektora kopalni i mówi:
– Wiycie dyrektorze, jak żech wczoraj myła schody to na samiuśkym końcu, przy ostatnim schodku, jak byłach tak schylono, przilecioł jakiś hajer i tak mnie skrzywdził od zadku, że szkoda godać!
Na to dyrektor:
– To czemu żeście nie uciekali?!
– Kaj, na te pomyte?!

Istnieje coś takiego jak humor śląski? A można jeszcze mieć wątpliwości, choćby i po lekturze jedynie dziesięciu dowcipów?



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

zameczek w Michałkowicach
„ZAMECZEK” W MICHAŁKOWICACH. CZYLI GDZIE?
25.09.2018
TYKNIJ TUKEJ. GWARA ŚLĄSKA W NATARCIU
04.10.2017
ŚLĄSKIE PRZEKLEŃSTWA, CZYLI JEZDERYNY ZAMIAST WULGARNOŚCI
29.07.2016
GWARA ŚLĄSKA. ROMA TO NIE ZAWSZE RZYM
20.06.2016