JAK ZACHOWAĆ MŁODOŚĆ? GARŚĆ PORAD Z 1951 ROKU


Poradniki o zdrowym stylu życia wylewają się z księgarń, w czasopismach nieustająca rotacja identycznych porad, metod i kuracji. Salony kosmetyczne kuszą banerami, chirurdzy kosmetyczni – cudami. Słowem, przesyt. Z ulgą zobaczyłem więc małą książeczkę Julity Świtalskiej „Jak zachować młodość”. Wydaną w 1951 roku. Będzie przaśnie, ale zdrowo i bez wydziwiania – pomyślałem. Żadne kwasy hialuronowe, botoksy, złote nici i crossfity. Jedno mi umknęło, rzecz została napisana w czasach ponurego stalinizmu i każdy, nawet najbardziej niewinny temat musiał być oparty na socjalistycznych przesłankach. Mówiąc wprost, bez ordynarnego ideologizowania, budzącego dziś rozbawienie i poczucie absurdu – wtedy się nie dało.   

Żyjemy w czasach wzmożonej walki – walki o pokój, który zdobywamy przez wytężony wysiłek pracy twórczej dla dobra  Polski Ludowej; chcielibyśmy wszyscy – za wszelką cenę – wykuć tą pracą dobrobyt dla naszego pokolenia – dla całej ludzkości. Gdybym rozpoczął tekst od tego cytatu, konia z rzędem temu, kto by zgadł, że przytaczam fragment poradnika o utrzymaniu dobrej kondycji na stare lata.

Właśnie, a kiedy człowiek jest stary? Wśród pytanych przeze mnie osób najczęściej powtarzały się okolice osiemdziesiątki. A w połowie XX wieku starość przypadała na… 50 rok życia! Co prawda, znam z prasy XIX-wiecznej doniesienia, że pięćdziesięcioletni starzec wpadł pod tramwaj konny, ale żeby tacy byli w połowie XX wieku?

Co ciekawe, autorka poradnika przytacza dane uczonych radzieckich (jakże by inaczej), Miczurina i Łysenki, z których miałoby wynikać, że przynajmniej do 90 roku życia powinniśmy zachować pełnię władz psychicznych i fizycznych. A inny radziecki uczony, Łazariew, twierdził, że fizjologiczną granicą wieku jest 150 lat. Nieosiągalne?

Świtalska spieszy z dobrymi wieściami: Prasa radziecka często dziś podaje personalia i fotografie chłopów, przodowników pracy, którzy jeszcze bardziej przekroczyli wiek dla nas przeciętny. Wynika z tego, że przodownicy pracy mieli w ZSRR zagwarantowaną starość przez minimum 40 lat.

Czerpmy dalej z myśli sowieckich naukowców. Profesor Miecznikow jako najskuteczniejszy środek na przedłużenie młodości wskazał codzienne spożywanie kwaśnego mleka. Długowieczność chłopów radzieckich ma się opierać na tej metodzie.

Młodość w podeszłym wieku można by też zachować dzięki odkrytej przez profesora Iwana Kanajewa witaminie T. Autorka poradnika z entuzjazmem donosi, że pod jej wpływem szczury rozrastają się do podwójnych rozmiarów przy redukcji pożywienia o 25%. Coś z tym eksperymentem na ludziach nie wyszło, inaczej mielibyśmy radzieckich wielkoludów, pracujących za dwóch i jedzących o 1/4 mniej. W warunkach państwa totalitarnego i powszechnej biedy  lat pięćdziesiątych – marzenie.

Zaskakuje pojawienie się wątku poświęconego chirurgii kosmetycznej. Świtalska pisząc poradnik w 1951 roku może mieć do powiedzenia tylko jedno: stosowanie jej dla odmładzania stało się w obecnych czasach pretensjonalnym wyrazem snobizmu i nadmiaru pieniędzy, a braku rzeczywistych zainteresowań.

I z socjalistycznym żarem dodaje: Powstają wspaniałe państwowe sanatoria, gdzie chirurg jest rzeczywiście dobroczyńcą człowieka, a nie narzędziem zachcianek rozhisteryzowanej  i rozpróżniaczonej (sic!) damy, która domaga się np. operacji biustu, ponieważ przeszkadzał jej w kierowaniu autem.

O zgubnym wpływie słońca na skórę nie było jeszcze wiadomo za czasów towarzysza Gomułki, skoro autorka kojarzy młodość z wystawianiem się na jego (słońce, nie towarzysza) promienie. I tu również pojawił się wtręt ideologiczny: Wspominamy blade twarzyczki anemicznych i dychawicznych dzieci z dawnych suteryn, a zrozumiemy, czym jest słońce dla życia i rozwoju.

Aktywność fizyczna? Polska Ludowa zadbała i o to. Kilka linijek tekstu zajęło wymienienie zorganizowanych dla mas pracujących form spędzania wolnego czasu. Z zastrzeżeniem jednak, że: pewne sporty są wskazane specjalnie dla kobiet, mianowicie te, które rozwijają klatkę piersiową (np. pływanie i wioślarstwo); zabroniona jest dla kobiet piłka nożna. Najwyraźniej nikomu jeszcze nie przyszło do głowy, że pojawi się boks i hokej w damskim wydaniu.

W tej części autorka krytykuje naukowców, którzy zaniedbali ćwiczenia fizyczne. Cenzor przepuścił ten akapit, bo pewnie było oczywiste, że nie ma w tej grupie uczonych radzieckich: Przypomnijmy sobie karykatury ludzkie, przedwczesnych staruszków niedołężnych i śmiesznych, a zgubionych gdzieś w świecie kalkulacji naukowej, o nieprzytomnych oczach… Zgarbieni, skrzywieni, kaszlący, choć duchem nieraz tacy wielcy. Co za szkoda!

Po tych zgryźliwościach Świtalska wraca do zdobyczy naukowców z bratniego państwa i zamieszcza dość dziwne zdanie: Wspomniałam o pięknych doświadczeniach prof. Pietrowej, która unaoczniła, o ile skracamy sobie życie poprzez nadmierne obciążanie systemu nerwowego wzruszeniami.

Żyjmy więc bez wzruszeń, a będziemy długowieczni. A co zrobić, żeby i ładni? Niestety, ani słowa porady dla mężczyzn. Za to dla płci pięknej niemal poetycko: Żadne kosmetyki nie stworzą tego czaru, który promieniuje z twarzy dobrej, czynnej i rozumnej kobiety. Zaduma nad pięknem i tajemnicami wszechświata stworzy twarz – piękną i tajemniczą.

Czytam dalej, a tu wątek seksualny w ciemnej stalinowskiej nocy. Nic, że brzmi jak wezwanie do realizacji planu pięcioletniego albo rzucenia się na barykady: Idealnie zaspokojony popęd płciowy potęguje energię konieczną do zwalczania przeszkód, budzi pragnienie zwycięstwa, bywa bodźcem bohaterstwa i podniety do walki o sławę.

Nawet gdy autorka pisze o brakach w uzębieniu, wtedy również nie omieszka głosić tezy o wyższości socjalizmu nad zgniłym, sanacyjnym kapitalizmem: Zęby brakujące trzeba wstawić. Gdy ich braknie wiele – nosić protezę, obecnie ogromnie rozpowszechnioną i higieniczną. Wprawienie zębów było w Polsce przedwojennej rzeczą kosztowną i nie dla każdego osiągalną; dziś, gdy braki uzębienia odbijają się na zdrowiu, z pomocą człowiekowi pracy przychodzi Zakład Lecznictwa Pracowniczego.

Czterdzieści stron tekstu w książeczce formatu pocztówki. Ileż głębokich myśli. Zdań, nad którymi można dumać godzinami. Choćby takim: Wielką sztuką jest umieć zejść z areny życia, pozostawiając po sobie piękne wspomnienie.

Co autorka miała na myśli? Dlatego, że nie do końca wiadomo, wolę stare poradniki od nowych.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

MŁODY DENTYSTO, JEDŹ NA TARG STAROCI!
07.08.2018
UMARŁ STALIN. NIECH STALINOGRÓD WIECZNIE ŻYJE!
03.03.2018
„MARZENIA Z BETONU”. DOBRY TYTUŁ, ZAWARTOŚĆ JESZCZE LEPSZA
19.11.2017
PRL W OPARACH NOSTALGII
30.09.2017
KSIĄŻKA SKARG I WNIOSKÓW. LITERATURA FAKTU I ABSURDU
12.11.2016
„CZASYPISMO”. CO MA WSPÓLNEGO HICZKOK Z OPERACJĄ NA PROSTOTĘ
14.10.2016
KAŁUŻYŃSKI „NIEBIESKIE PTAKI PRL-u” (RECENZJA)
18.05.2016
książka tyrmanda rok 1984 i wzorzysty krawat z epoki
LEKTURY PONOWNE. TYRMAND „DZIENNIK 1954”
23.09.2015
LEKTURY PONOWNE. SOŁŻENICYN „JEDEN DZIEŃ IWANA DENISOWICZA”
11.09.2015