JEST JÓZEF IGNACY KRASZEWSKI „TYTANICZNYM GRAFOMANEM”?


Ze współczesnych rywalizować może z nim jedynie Beata Pawlikowska. Wita mnie nową okładką przy niemal każdej wizycie w księgarni. Ale nawet ona stoi na przegranej pozycji. Ma płodniejszego konkurenta, plasującego się w światowej czołówce; Józef Ignacy Kraszewski w ciągu 57 lat napisał 232 powieści. To oznacza 4,07 powieści rocznie. Do tego trzeba jeszcze dodać ponad 350 tomów innych utworów i ogromny zbiór 40 tysięcy listów. O malarstwie, działalności politycznej, szpiegowskiej i licznych romansach już nie wspomnę. Mistrzostwo panowania nad czasem.  Pomyśleć, że z tego ogromu w czasie studiów na polonistyce przebrnąłem jedynie przez „Starą baśń”.

„ZACZYNAM I DALEJ IDZIE JAKOŚ SAMO”

Zdumiewające. Otóż wbrew pozorom, Kraszewski nie wstawał w środku nocy i nie pisał kilkanaście godzin na dobę. Przeciwnie, w ciągu dnia przede wszystkim czytał, odpowiadał nawet na pięćdziesiąt listów, przeglądał prasę, przyjmował gości, chętnie grał na fortepianie i spacerował. Do pisania książek zasiadał od dziewiętnastej do drugiej w nocy.

Tak przedstawił proces tworzenia powieści: Tom złożony z sześciu do dziesięciu tysięcy wierszy piszę zazwyczaj dni dziesięć na kartkach po jednej ich stronie, piszę tchem jednym, bylebym miał przewodnią myśl i typy. Planów żadnych nie robię; zaczynam i dalej idzie jakoś samo, a nigdy na początku nie wiem, co się w końcu stanie z bohaterami. Gdy skończę, odczytuję całość. Co mi się nie podoba, odrzucam, nowe kartki wstawiam i na nich piszę. Rękopisu poprawiać nie lubię i nie czynię tego nigdy. Nie zaczynam roboty, dopóki dobrze nie przetrawię materiału, który wszedłszy mi raz do głowy, już nigdy się stamtąd nie ulatnia.

Oto spełnienie marzeń każdego pisarza. Pod warunkiem, że w parze z ilością idzie jakość. Spójrzmy przez chwilę na czasy, w których tworzył Kraszewski i na literaturę, do jakiej współcześnie nie przywykliśmy.

„MIAŁ POCIĄG DO PIÓRA”

Pewne jest, że w XIX wieku Kraszewski był pisarzem niezwykle cenionym i szanowanym. W roku 1879, kiedy przypadał jubileusz pięćdziesięciolecia literackiej działalności „feniksa polskiego”, jak go nazywali współcześni, hołdy składali najwięksi tamtych czasów. Wśród wielu czołobitnych adresów znalazła się nawet kantata do słów Asnyka:

Szczęśliwy, kto swą piersią własną

Wykarmił całe pokolenia,

I wytknął dla nich drogę jasną,

I w nowych jutrzniach, co nie gasną

Ogląda dzieło odrodzenia.

Biograf Kraszewskiego, Antoni Trepiński, tak pisze o obchodach: otaczała go atmosfera takiej czci i uwielbienia, płynęły takie hołdy z całego kraju i z zagranicy, jakich nie doznawał żaden z polskich literatów, nie wyłączając Sienkiewicza. Jubileusz święcony był przez blisko dwa lata. (…) Cesarz austriacki i król włoski obdarzyli go wysokimi odznaczeniami, (…) nie zabrakło życzeń od obcych pisarzy, jak Wiktor Hugo, Turgieniew i inni.

Czternaście lat później, wybitny krytyk angielski Edmund Gosse, wydając w serii International Library powieść „Żyd”, napisał z entuzjazmem o autorze: Należał do rasy olbrzymów.

Nawet w wydanej przed II wojną światową „Encyklopedii Powszechnej” Gutenberga czytam: Kraszewski, (…) twórca nowoczesnej powieści polskiej. (…) Od lat najmłodszych miał pociąg do pióra.

Po śmierci pisarza rodacy zorganizowali mu królewski pogrzeb i wyznaczyli miejsce spoczynku w Krypcie Zasłużonych na Skałce, obok sarkofagu Jana Długosza.

„ZŁOCIŁY SIĘ ŁOTOCIE JAK BOGATE SZYCIE”

Tyle, budzących zdumienie, dowodów uznania. Bo współcześnie Kraszewski nazywany jest „tytanicznym grafomanem” albo „największym nudziarzem w literaturze polskiej”. Poszukajmy odpowiedzi, czy ta twórczość, z dzisiejszego punktu widzenia, to naprawdę trudna do przebrnięcia ramota.

Od dawna nie słyszałem o kimś, kto by przeczytał jego utwór z własnej nieprzymuszonej woli. Po namyśle muszę sprostować – prawda jest taka, że nie słyszałem nigdy. „Stara baśń” opuściła szkolną listę lektur w 2008 roku, po czym niedawno wróciła do liceum jako lektura uzupełniająca wśród „wybranych utworów epickich okresu romantyzmu”. Co oznacza, że nadal jej nie ma. Mamy czego żałować?

Nie. A powód jest jeden – dokuczliwie staroświecki język, jakim posługiwał się pisarz. Niewiele tłumaczy fakt, że upłynęło 132 lata od śmierci Józefa Ignacego Kraszewskiego. Zwłaszcza, jeśli przypomnimy sobie, że tworzył równolegle z Sienkiewiczem. Z porównania obu języków – w końcu bardzo archaicznych – już na poziomie „zwykłej” lektury wynika: mimo podobnej stylizacji różnią się zdecydowanie.

Kraszewski razi poetyckością, męczącą manierą udziwniania składni, rozwlekłością zdań. U Sienkiewicza archaizacja widoczna jest na poziomie słownictwa, poza tym zachwyca mistrzowska potoczystość języka. Pisarz niebywale umiejętnie tworzy iluzję dawności, nie zacierając przy tym czytelności tekstu. Zresztą, co tu dużo mówić; porównajmy początek „Starej baśni”:

Poranek wiosenny świtał nad czarną lasów ławą otaczającą widnokrąg dokoła. W powietrzu czuć było woń liści i traw młodych, zlanych rosą, świeżo w ciągu kilku takich poranków z nabrzmiałych pączków rozwitych. Nad strumieniami wezbranymi jeszcze resztką wiosennej powodzi złociły się łotocie jak bogate szycie na zielonym kobiercu.

z początkiem „Krzyżaków”:

W Tyńcu, w gospodzie „Pod Lutym Turem”, należącej do opactwa, siedziało kilku ludzi, słuchając opowiadania wojaka bywalca, który z dalekich stron przybywszy, prawił im o przygodach, jakich na wojnie i w czasie podróży doznał. Człek był brodaty, w sile wieku, pleczysty, prawie ogromny, ale wychudły; włosy nosił ujęte w pątlik, czyli w siatkę naszywaną paciorkami; na sobie miał skórzany kubrak z pręgami wyciśniętymi przez pancerz, na nim pas, cały z miedzianych klamr (…).

PIERWSZORZĘDNY PISARZ TRZECIORZĘDNY

Jakieś okoliczności łagodzące? Owszem są, ale nie łudzę się, żeby kiedykolwiek wpłynęły na masowe kupowanie książek autora „Hrabiny Cosel”. Bo, paradoksalnie, nie jakość literatury jest w tym przypadku najważniejsza. Kraszewski był idealnym pisarzem swoich czasów. Miał świadomość, że daleko mu do nowatorstwa, twórczych poszukiwań, jakie znał choćby z utworów młodszego o kilka lat Norwida. Zdecydowanie bliżej było mu do pełnienia funkcji mentora, wychowawcy Polaków, ich autorytetu moralnego. Z tej roli wywiązał się celująco.

Czy z tego wynika jakaś nasza powinność, zobowiązanie wobec niego? Nie, choć może się wydawać, że należałoby znać dokonania pisarza sławnego, okrzykniętego geniuszem. Tymczasem wielu, i do nich zaliczam Kraszewskiego, wypełnia znakomicie zadania społeczne, jakie postawiła przed nimi epoka i za to należy się uznanie. Natomiast podziw dla jakości literatury to już całkiem inna sprawa. Nie nowina, że ludzie pióra w większości nie wytrzymują weryfikacji najlepszego (i bezlitosnego zarazem) krytyka, jakim jest czas. Pozostaje po latach wąskie, elitarne grono najwybitniejszych, często ignorowanych za życia.

Gombrowicz nazwał autora „Potopu” pierwszorzędnym pisarzem drugorzędnym. Trzymając się tej klasyfikacji, Kraszewski byłby pierwszorzędnym pisarzem trzeciorzędnym. Wbrew pozorom, nie najgorzej. Znam wielu współczesnych trzeciorzędnych autorów grających w piątej lidze literackiej, którym się wydaje, że zasłużyli na spiżowe pomniki i wieczną pamięć. Daleko nie trzeba szukać – wystarczy wrócić do pierwszego zdania.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

KSIĄŻKI DLA NAJMŁODSZYCH. MÓJ BARDZO OSOBISTY KANON (CZ. I)
26.10.2018
TOMEK WILMOWSKI PRZEPADŁ. NA SZCZĘŚCIE POWOLI WRACA
10.07.2018
DLACZEGO MIŁOSZ ODCHODZI W ZAPOMNIENIE
15.05.2018
SŁAWOMIR KOPER „ULUBIEŃCY BOGÓW” (RECENZJA)
24.02.2018
STASIUK „OSIOŁKIEM”. PO MELANCHO NA WSCHÓD
16.05.2017
ANNA DZIEWIT-MELLER „GÓRA TAJGET” (RECENZJA)
06.10.2016
JACEK DEHNEL „KRIVOKLAT” (RECENZJA)
09.08.2016
ZBIGNIEW BIAŁAS „TAL” (RECENZJA)
13.06.2016
BEATA PAWLIKOWSKA „JAK POKOCHAĆ SIEBIE?” (RECENZJA)
22.04.2016