KALWARIA ZEBRZYDOWSKA. WYSTARCZY RAZ, ŻEBY POWRACAĆ (CZ. I)


Dziwne, wszystko przecież wskazywałoby, że będzie tłoczno i hałaśliwie. Na parkingach autokary przyklejone do siebie, osobowe bez przerwy podjeżdżają i podjeżdżają. W końcu Kalwaria Zebrzydowska – polska Jerozolima, jedyna kalwaria na świecie wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, odwiedzana jest rocznie nawet przez półtora miliona pielgrzymów z całego świata. Za każdym razem, kiedy tu przybywam, dziwi mnie brak poczucia napierającego tłumu, jaki towarzyszy pobytowi choćby na Jasnej Górze. Odpowiedź kryje się w wielkości powierzchni sanktuarium ojców bernardynów. To ponad sześćset hektarów, a częstochowskie wzgórze zajmuje zaledwie pięć. Pewnie dlatego za każdym razem jestem tutaj czymś zaskakiwany, coś nowego odkrywam.

Jedno się nie zmienia. Już po kilkunastu minutach pobytu na tym miejscu myśli odrywają się od codziennego zgiełku, emocje opadają i wszystko wydaje się prostsze. Dużo prostsze. Zadziwiający fenomen, w czym swój wkład ma na pewno również piękno krajobrazu i umiejętnie wkomponowane czterdzieści dwie kaplice.

 

To doświadczenie wielu pielgrzymów; wspominał o nim swego czasu również nasz papież: Kalwaria ma w sobie coś takiego, że człowieka wciąga. Co się do tego przyczynia? Może i to naturalne piękno krajobrazu, który się stąd roztacza u progu polskich Beskidów…

 

To wszystko dzieje się w liczącej zaledwie cztery tysiące mieszkańców Kalwarii Zebrzydowskiej, założonej na początku XVII wieku przez wojewodę krakowskiego, Mikołaja Zebrzydowskiego. W zamyśle fundatora barokowa bazylika i rozsiane po okolicy kapliczki miały odwzorowywać topografię Jerozolimy.

 

Najpierw położono kamień węgielny pod budowę kościoła i klasztoru. Zebrzydowski sprowadził, m.in. z Belgii znanego architekta z pewną słabością, o której ówczesny kronikarz tak pisał: nad mularzami był magistrem Paulus Baudarth, Belg, który rzadko był trzeźwy, ale zawsze pijany, jednak pracę wykonywał rzetelnie, że wszystko tak porządnie wystawił, jakby z Panem Fundatorem jednej myśli był. 

 

Oczywiście, najbardziej znanym pielgrzymem, który regularnie od dzieciństwa odwiedzał sanktuarium Matki Boskiej Kalwaryjskiej, był ojciec święty Jan Paweł II. Wiele razy opowiadał o swoim pielgrzymowaniu, najpierw małego chłopca z ojcem przed słynący łaskami obraz i na dróżki kalwaryjskie. Często przychodzili tu pieszo, a trzeba wiedzieć, że rodzinne Wadowice dzieli od kalwarii, bagatela, kilkanaście kilometrów. Jako papież był tu dwukrotnie – w 1979 roku, a w 2002 odprawił w tym miejscu ostatnią przed śmiercią mszę św. na polskiej ziemi. Wydarzenia upamiętnia pomnik przed bazyliką.

 

Całkiem niedawno dowiedziałem się, dlaczego w Europie powstawały kalwarie na wzór jerozolimskiej. Pierwszą zbudowano około 1420 roku niedaleko Kordoby w Hiszpanii. Potem kolejne w innych krajach europejskich, najliczniej zwłaszcza w XVII wieku. W Polsce Kalwaria Zebrzydowska rozpoczynała bogatą serię.

Okazuje się, że najważniejszym powodem ich powstawania nie była chęć posiadania repliki kalwarii z Ziemi Świętej „u siebie”, a zajęcie tych terenów przez Turków i niedostępność dla chrześcijan miejsc świętych związanych z męczeństwem i śmiercią Chrystusa.

 

Kalwaria pochodzi z łacińskiego – Calvaria i oznacza trupią czaszkę. Jest odpowiednikiem hebrajskiego Golgota – wzniesienia, na którym został ukrzyżowany Jezus Chrystus.

 

Wyższe Seminarium Duchowne oo. Bernardynów przeniesione w 1939 roku ze Lwowa, tak dowcipnie zachęca młodych do przekroczenia progu.

W takich miejscach nie może się obyć bez kolorowych kramów. Rozłożone z boku, nie przytłaczają jednak swoją obecnością, a i sami pielgrzymi zwykli korzystać z innych uroków sanktuarium i dalecy są od zachwytów plastikową tandetą z Chin.

 

Kalwaria Zebrzydowska to jedno z tych niezwykłych miejsc na mapie Polski, w których fotografia pokazuje swoją wyższość nad słowem. Jeszcze lepiej, kiedy widzi się wszystko na własne oczy, tym bardziej, że jesień ze swoimi barwami już zawitała. A z Krakowa do sanktuarium zaledwie 25 kilometrów, z Zielonej Góry – 470, z Warszawy – 340. Szczecinianie, to nic, że 690.

Bez względu na odległość warto.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

REZERWAT ŁĘŻCZOK W RANKINGU. CZY TO DOBRZE?
17.04.2018
TYNIEC ODBITY (II)
17.10.2015
TYNIEC – RADOŚĆ ŚREDNIOWIECZA (I)
15.10.2015
Dąb Cysters w Rudach Raciborskich
DĄB – MÓJ STARY PRZYJACIEL
06.08.2015
Bazylika na Górze św. Anny
LIPCOWE IMIENINY NA GÓRZE ŚWIĘTEJ ANNY
26.07.2015
Opactwo cystersów w Rudach Raciborskich
RUDY RACIBORSKIE – NIE TYLKO DUCHA NASYCISZ /II/
21.07.2015
Bazylika Mniejsza w Rudach Raciborskich
ODWIEDŹ RUDY RACIBORSKIE. DLA „ŚWIĘTEGO SPOKOJU” /I/
20.07.2015