KATOWICKA SECESJA NA DŁUGI SPACER (CZ. 2)


Od zadzierania głowy w poszukiwaniu umieszczonych wysoko architektonicznych rarytasów nazajutrz bolała mnie szyja. W poprzedniej części tak właśnie proponowałem poszukiwanie tego, co katowicka secesja ma wyjątkowe – detalu. Kolejny spacer utwierdził mnie w przekonaniu, że ten styl ma się dobrze. Tylko wciąż czeka na swoje odkrycie i promocję.

Stolica Górnego Śląska jest miastem młodym. A nawet wyjątkowo młodym, zważywszy, że o jego historii można mówić rozpoczynając dopiero od połowy XIX wieku. „Starówka” jest jeszcze młodsza, bo pochodzi z przełomu wieków. Katowice były wtedy miastem zaledwie czterdziestotysięcznym, ale już z 12 hotelami, 6 kinoteatrami, a kilkanaście kawiarni wzorowało się na wiedeńskim szyku. Sto lat lub niewiele ponad, to dla miejskiej zabudowy z pewnością nie okres, który może robić wrażenie. Inaczej jednak w przypadku miasta z krótkim rodowodem.

Pisałem w poprzedniej części, że architekci projektujący ponad wiek temu zabudowę centrum nie mogli się zdecydować na styl. W rezultacie powstały kamienice eklektyczne, neogotyckie albo modernistyczne z udziałem secesji w mniejszym lub większym stopniu.

Powstaje wrażenie jakby ówcześni architekci, mając świadomość tego, że secesja święci triumfy i należy jej oddać hołd, obawiali się wpasować ją do energicznie rozwijającego się ośrodka przemysłu ciężkiego. Stąd być może kompozycyjnych całości w Katowicach jak na lekarstwo. Trzeba więc przyznać, że katowicka secesja nader dobrze oddaje dosłowny sens łacińskiego słowa, które dało nazwę stylowi. Znaczy bowiem odstąpienie, wycofywanie się.

 

Dla pełni obrazu trzeba też przyznać, że secesja w Europie miała również zagorzałe grono przeciwników. Była dla nich synonimem złego gustu, mieszczańskiego stylu. Co bardziej zapalczywi traktowali ją jako przejaw zdegenerowania w architekturze. Musiało upłynąć kilkadziesiąt lat, aby zauważono, jak wielki wpływ miał ten kierunek na rozwój np. ekspresjonizmu, kubizmu czy sztuki abstrakcyjnej.

Dla wielbicieli tego miasta, których z roku na rok coraz liczniejsza grupa, dawne skargi to żaden powód do ignorowania starej zabudowy. Przeciwnie, przełamywanie się stylów, pomysłów, „wdzieranie się” secesji tam, gdzie byśmy się jej nie spodziewali pozostaje rzadką okazją do śledzenia jej styku z całą architekturą przełomu wieków.

 

Warto, spacerując po mieście, zauważyć, że katowicka secesja korzysta pełną garścią z obowiązującej dla niej palety kolorów. Znika czerń, za to pojawiają się pastelowe odcienie szarości, beżu, zieleni, różu, oliwkowego, czerwieni, lila i koloru malwy. Spójrzmy na fotografie poniżej – właśnie o to chodzi.

Pamiętam, ile frajdy dawało mi gromadzenie materiału fotograficznego do dużego kalendarza, a później do albumu „Secesja w Katowicach”. Dzięki kilometrom pieszych wędrówek wiem, że styl ten jest obecny na niemal każdej ulicy. Oprócz bogatego materiału w archiwum, pozostał mi po tej przygodzie do dziś nawyk podnoszenia wzroku ponad parter mijanych budynków.

Sprawdzam ten pomysł od lat. Gwarantuję, że przynosi mnóstwo zaskoczeń w każdym mieście i o każdej porze.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

BADYHALA, A INACZEJ – PERŁA WŚRÓD PŁYWALNI
17.09.2020
GEOSFERA. NAUKA I RELAKS W JEDNYM
27.08.2020
ŚWIĘTOCHŁOWICE SĄ BARDZO DZIWNYM MIASTEM
06.08.2020
POJEZIERZE PALOWICKIE. TO NA PEWNO GÓRNY ŚLĄSK?
02.07.2020
STARANNOŚĆ POPŁACA. OGRODY KAPIASA W GOCZAŁKOWICACH
18.06.2020
CZY WARTO KUPOWAĆ ALBUMY MALARSKIE
11.06.2020
SECESJA W KATOWICACH POTRAFI OLŚNIĆ (CZ. I)
21.05.2020
TYCHY MAJĄ NAJCIEKAWSZY KOŚCIÓŁ W POLSCE?
26.03.2020
POWSTANIA ŚLĄSKIE. W TYM MUZEUM ŻYWE
27.02.2020