KELNER UPRZEJMIE PROSZONY


Kultura osobista, otwartość, dyskrecja, zdecydowanie, znajomość podstaw psychologii, no i dokładna wiedza na temat dań wymienionych w menu – taki kelner jest lubiany. I takich jest wielu. Chodzi mi o innych. O tych przeuczynnych, przesympatycznych i przeuroczych. Takich, którzy najchętniej usiedliby na krzesełku obok stolika, by w gotowości, z kilkuminutową regularnością zapytać: czy coś podać? I także o drugą grupę – spoglądających na wszystkich dookoła z niekłamaną pogardą i zdających się mówić: co ja tu robię?

Kelner dominujący potrafi skutecznie zepsuć pobyt w restauracji, choć na pozór to opinia dla niego krzywdząca. Przecież jest gorliwy, asertywny i opiekuńczy. Potrafi wielokrotnie podejść do stolika, zatroskany, czy czegoś potrzebujemy. Sęk  w tym, że po otrzymaniu zamówionych dań najczęściej przez jakiś czas radzimy sobie doskonale sami. Chcemy spokoju. Jedzenie i niespieszna konwersacja zmieniają okoliczność przebywania w miejscu publicznym, jakim jest lokal, na sytuację prywatną, niemal intymną. Mało co bardziej irytuje niż przerywanie jej pytaniem, czy smakuje. Po co jest zadawane. Ma smakować! Sam powiem, jeśli nie będzie.

Dobrego kelnera powinno za to cechować stonowanie i ciągła gotowość do działania, ale nie nachalność. Czujność, która sprawi, że zauważy nasze dłuższe spojrzenie, skinienie głowy, lekko uniesioną dłoń, że podejdzie w stosownym momencie i w ramach obowiązujących zasad, stojąc po mojej prawej stronie napełni kieliszki (to jego zadanie), a dania poda zawsze z lewej. Uwzględni płeć i wiek siedzących gości. Będzie rozumiał informację, jaką jest ułożenie sztućców na talerzu, choć w tym przypadku widzę okoliczności łagodzące – po prostu sami klienci, niezależnie od tzw. obycia i grubości portfela, bardzo rzadko ten ważny kod znają.  W restauracjach drogich, gdzie najczęściej pracują kelnerzy starsi, z kilkunastoletnim doświadczeniem, problemów z odczytaniem języka sztućców z reguły nie ma.

Przeciwieństwem kelnera-nadskakiwacza jest kelner-frustrat. Trudno go najczęściej w lokalu znaleźć, a jeśli już się ujawni – ma skwaszoną, obrażoną minę. Często nie mówi „dzień dobry” i „do widzenia”. Bez słowa podaje kartę, a później zamówione potrawy. Powinniśmy szybko zrozumieć, jak bardzo się męczy; jest tylko na chwilę i zaraz stąd znika. Bo nikt, on sam też, nie wie, dlaczego się tu znalazł. Wyładowuje swój kiepski nastrój na klientach traktując ich jako największe zło w swojej pracy. Zresztą nie ma co ukrywać. W tej grupie często są to osoby pracujące dorywczo, wakacyjnie. Dla nich – nie tylko emocjonalne związanie się z firmą, w której pracują, ale i rozumienie spotkania i towarzyskiej rozmowy  w restauracji jako rytuału – jest księżycowo egzotyczne.   

I wreszcie wszechobecna mania stosowania zdrobnień. Mają one zapewne wprowadzić bardziej familiarną, przyjemniejszą atmosferę. Dla mnie są jaskrawą oznaką braku profesjonalizmu. Przecież za kotlet, zraz, sernik, kawę klient jest skłonny zapłacić więcej niż za kotlecik, zrazik, serniczek i kawkę. Nawet, jeśli wszystko rozgrywa się w przestrzeni wyłącznie językoznawczej. Zdrobnienie zwyczajnie obniża wartość produktu. Restauratorzy powinni o tym wiedzieć. Poza tym, mało kto lubi infantylne traktowanie. O samopoczuciu klienta wrażliwego na jakość polszczyzny nie wspomnę.

W tym zatroskaniu pozostając, nie będę owijał w bawełenkę – za dobre jedzonko rachuneczek płacę czasem gotóweczką. Przy stoliczku z dopijaną kawusią.

Może coś jeszcze o kelnerach?



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

służba w latach międzywojennych
ŚWIĘTA BLISKO. SŁUŻĄCA POTRZEBNA OD ZARAZ
18.12.2018
MIEJSCE PRZY STOLE. JAK WYZNACZYĆ I DLACZEGO WARTO
13.04.2018
PROWOKACJA POŚWIĄTECZNA – OBIADY NA CAŁY TYDZIEŃ
27.12.2017
GRANICA PRYWATNOŚCI CZYLI UWAŻAJ NA ZNAJOMYCH Z ŻAGANIA
22.07.2017
KSIĄŻKA KUCHARSKA Z MÓZGIEM I SZCZYPIÓRKIEM
24.01.2017
elegancka restauracja przygotowana na przyjecie gosci
10 POMYSŁÓW, JAK LEKCEWAŻYĆ SAVOIR VIVRE W RESTAURACJI
08.01.2016