KOŃCZYCE MAŁE. MOŻE I MAŁE, ALE NIE NA KOŃCU


Dobrze byłoby tu zamieszkać – pomyślałem. Wystarczyło zaledwie kilkaset metrów, a wieś już zaczynała mi się podobać. Bo Kończyce Małe, położone na Śląsku Cieszyńskim, mają wszystko, czego spragniony jest mieszkaniec dużego miasta – rzekę, lasy, pagórkowaty teren poprzecinany licznymi potokami, stawy hodowlane (świeże ryby!) i, co najważniejsze, panującą wokół kojącą ciszę.

Jakby tego było mało, mieszkańcy mogą się nawet pochwalić swoim zamkiem. Co prawda, konia z rzędem temu, kto odnajdzie w nim wyrazisty styl, ale przyznać trzeba, że niewiele polskich wsi posiada na swoim terenie podobny obiekt.

Najpierw, w XIV wieku był to prawdziwy zamek gotycki otoczony fosą, dodatkowo chroniony mokradłami oraz istniejącym do dzisiaj dużym stawem. Znacznie rozbudowany w XVI wieku w stylu renesansowym, zyskał arkadowy dziedziniec i miano cieszyńskiego Wawelu.

 

Ciekawe, bo dwa wieki później obiekt odkupuje na swoją siedzibę nie jakiś magnat, a bogaty chłop, Jan Andrzej Folwarczny. Pałac z takim nazwiskiem?

A co dziś? Sporo się dzieje. Jest Izba Regionalna (warto w świetlicy poprosić o klucz – niektóre rzeczy godne uwagi i rozczulenia),

jest też filia Gminnej Biblioteki Publicznej i siedziby regionalnych zespołów. Znajduje się tu hotel i restauracja. A na dziedzińcu zamku organizowane są we wrześniu koncerty w ramach odbywającego się w Cieszynie Międzynarodowego Festiwalu Muzyki „Viva il Canto”.

Słowem – pałac żyje.

 

Zabytkowy kościół też ma się dobrze, chociaż akurat trafiłem na moment szczególny w jego prawie już pięciowiekowym trwaniu, mianowicie na generalny remont. Mogłem więc pooglądać jedynie bryłę świątyni, która wyraźnie góruje nad całą wsią. Często w nieoczekiwanym miejscu wyrasta spoza linii lasu albo odbija się w otaczających go akwenach.

Sanktuarium Matki Boskiej Kończyckiej, z łaskami słynącym późnogotyckim obrazem, to w „normalnym” czasie miejsce wielu pielgrzymek. Niestety, wizerunek na czas prac wewnątrz świątyni wyniesiono, a nazwę, trzeba przyznać, ma intrygującą: Madonna z kwiatem mlecza.

Kończyce Małe są świetnym miejscem dla spacerowiczów, ale chyba jeszcze lepszym dla rowerzystów. Przebiegają tu trzy dobrze oznaczone trasy, z czego jedna – Szlakiem Zamków nad Piotrówką zahacza o Czechy.

Sama rzeka, bardziej rzeczka, Piotrówka, wije się malowniczo, by niedaleko wsi wyznaczyć granicę polsko-czeską, a dawniej granicę między Austrią a Górnym Śląskiem.

 

Choć to luty, okolica w bardziej przedwiosennej niż zimowej odsłonie już teraz przyciąga spokojem krajobrazu. A co dopiero, kiedy wszystko się zazieleni. Trzeba będzie wyprawę powtórzyć, tym razem z rowerem w bagażniku.

I jeszcze jedno. Nazwa wsi sugeruje koniec, tymczasem Kończyce Małe wcale nie leżą na końcu Polski (kiedyś tak). Pomiędzy granicą a nimi rozłożyła się jeszcze jedna, nieco mniejsza wieś – Kaczyce. Od razu po czeskiej stronie graniczy z nią Karwina, spore, sześćdziesięciotysięczne nudne miasto-blokowisko z czterema kopalniami.

Ale to już całkiem inna, zagraniczna historia.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ