KRAPKOWICE. A NIEWIELE BRAKOWAŁO


Można na dwa sposoby. Jedni czytają wszystko na temat, ślęczą nad mapami, zapisują marszrutę i dopiero wyjeżdżają poznawać miejsce, które dobrze już poznali. Niekiedy nawet lepiej niż miejscowi. Inni odwrotnie – zwiedzają, zdając się na przypadek. Wypatrując – czających się za zakrętem, u wylotu i za wzniesieniem – atrakcji. Pierwsi, najkrótszymi trasami docierają od jednej do drugiej, odhaczając kolejne na kartce. Nie pominą niczego. Dopiero po zaliczeniu ostatniej odetchną z ulgą. W odróżnieniu od tych, którzy nie wszystko zobaczą, ale za to, chodząc bez wyznaczonego celu i bez pośpiechu, poczują atmosferę. Tym razem należałem do tej grupy. Wszystko dlatego, że nieplanowane Krapkowice znalazły się po drodze. A na niej utknąłem w korku.

Zaczęło się mniej więcej trzydzieści kilometrów od Opola. Drogą Krajową nr 45 jechałem w stronę południowej granicy. Na moście w Krapkowicach musiałem chwilę poczekać. Wystarczył wtedy rzut oka przez szybę i wiedziałem, że w tym miasteczku postój będzie dłuższy. Na most wróciłem po kwadransie ze sprzętem fotograficznym. Wtedy mogłem dokładniej przyjrzeć się malowniczemu ujściu małej rzeki Osobłogi do Odry.

Niedaleko, w małej zatoczce swoje miejsce znalazł port jachtowy

i renesansowy pałac. Co się w nim mieści, na początku jeszcze nie wiedziałem. Kiedy zbudowany? A tego nikt nie wie. Pewne, że początki sięgają XIII wieku. Dziś w murach zamku siedzibę ma – nie hotel, bo tak w pierwszej chwili pomyślałem – a Zespół Szkół Zawodowych im. Piastów Opolskich. Uczniowie do swojej budy wchodzą, pewnie jako jedyni w Polsce, przez bramę z początku XVI wieku.

W pobliżu inna niecodzienna budowla. Tym razem role się odwróciły. To nie szkoła, tylko hotel umieszczony w starym budynku młyna nad kanałem rzeki Osobłoga. Od zauroczenia „mostowym” widokiem minęła dopiero godzina, a już nie miałem żadnych wątpliwości – znalazłem się w pięknym, starym miasteczku. Jak to możliwe, że tak skutecznie dotąd ukrywało swoje walory?

Dalej czysta intuicja (i po co mapy?) zaprowadziła mnie na rynek. Polska ładnieje, więc i Krapkowice nie pozostają w tyle. Centralny plac miasta z dochodzącymi doń wąskimi uliczkami nie wyprze się średniowiecznego pochodzenia. Wokół dużej fontanny ustawionej pośrodku, rozgościły się kamieniczki jedna obok drugiej. Ich mieszkańcy mają szczęście; spoglądają z okien na wielki ogród kwiatowy.

O dawnym pochodzeniu miasta świadczą zachowane fragmenty średniowiecznych murów i Wieża Bramy Górnej. Jedyna z czterech, które kiedyś broniły dostępu do miasta. To z niej codzienne w samo południe nadawany jest hejnał. A na niepowołanych gości Krapkowice przygotowały solidną armatę.

Wieża pochodzi sprzed siedmiu wieków, ale przy kościele Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, zbudowanym prawdopodobnie przez zakon templariuszy, wcale nie wydaje się taka stara. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1223 i to jest dopiero niezły rocznik.

Co robią oparte o ściany domów rysunki dzieci, nie wiem. Na pewno ożywiają stare i niekiedy trochę zapuszczone uliczki.

Jedną z zalet poznawania miasta bez planu jest docieranie do miejsc nie polecanych w żadnym przewodniku. Na przykład, do dawnej straży pożarnej, która przypomina bardziej ilustrację do bajki o dzielnych skrzatach wyruszających za moment na akcję niż prawdziwą remizę.

Włóczęgostwo miejskie bywa sportem ekstremalnym, zwłaszcza uprawiane po zmierzchu w ciemnych zaułkach. Co innego dzienna wersja. Ta przynosi same korzyści.

A tak niewiele brakowało. Krapkowice przejechałbym jak się przejeżdża na trasie przez dziesiątki miasteczek. Gdyby nie zator drogowy i  spojrzenie z mostu na małą Osobłogę łączącą się z Odrą.

Czy to pierwsza w świecie pochwała korków samochodowych?



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

ZAMEK W ROGOWIE OPOLSKIM. MAŁY, A JEST CO ODKRYWAĆ
11.05.2018
NIE NA DARMO CZARNOCIN LEŻY W SZWAJCARII
27.04.2018
KAMIEŃ ŚLĄSKI. POKAŻ MI W POLSCE PODOBNĄ WIEŚ
21.10.2017
ZAMEK W MOSZNEJ. KIEDY NIE MA REGUŁ
28.03.2017
Bazylika na Górze św. Anny
LIPCOWE IMIENINY NA GÓRZE ŚWIĘTEJ ANNY
26.07.2015