KREACJE VALENTINO. PANOWIE, NIE ODCHODŹCIE!


Co robi damska moda na męskim blogu? Zachwyca. Przynajmniej samego autora, a to już powód wystarczający, by zamieścić artykuł. No, a poza tym zbliża się przecież Sylwester. Podsuwam moim Czytelniczkom gotowe pomysły na kreacje. Nie jakieś pierwsze lepsze, tylko samego Valentino. Zorganizowana w Rzymie wystawa kolekcji legendarnego już dziś projektanta mody to jedno z ważniejszych wizualnych przeżyć, jakie kiedykolwiek doświadczyłem. Dobrze pamiętam niełatwą decyzję wyjścia z gmachu muzeum Ara Pacis na zalaną słońcem, pełną gwaru, ale przede wszystkim – po tym, czego dopiero co byłem świadkiem – jakże zwyczajnie ubraną, rzymską ulicę.

Wystarczył rzut oka na pierwsze manekiny ubrane w stroje zaprojektowane przez Valentino i poczułem taki stan, jakiego doświadczam odwiedzając wypełnione dziełami sztuki muzea. Nigdy nie miałem wątpliwości, że moda jest czymś ważnym. Ubiór jako „opakowanie” ciała definiuje nas, określa zanim wypowiadamy jakiekolwiek słowa. Po raz pierwszy jednak zrozumiałem, że można go również w nabożnym milczeniu kontemplować.

Valentino Clemente Ludovico Garavani, znany po prostu jako Valentino, projektowaniem zajmował się od dzieciństwa. Prawdziwy debiut przypadł na początek lat sześćdziesiątych. Wtedy w Palazzo Pitti, we Florencji, pokazał pierwszą kolekcję haut couture złożoną z wieczorowych sukien. Świat oszalał, kolejne pomysły wywoływały powszechny zachwyt. Wkrótce można było zobaczyć Elizabeth Taylor na premierze „Spartakusa” w jego kreacji, Audrey Hepburn pokazała nową kolekcję we włoskiej edycji Vogue’a, a Jackie Kennedy, jak się później okaże, jedna z najwierniejszych klientek i przyjaciółek, ubrała suknię ślubną jego projektu. Zresztą, sukienkę Valentino miała na sobie w czasie zamachu na prezydenta Kennedy’ego dwudziestego drugiego listopada 1963 roku.
 
 
 
Kiedy oglądałem stroje i buty zrozumiałem jedno. Kompletnie nieważne, kiedy zostały zaprojektowane. Prawdziwa elegancja, szyk, wytworność pozostają niezmienne. I ponadczasowe. Wybrane materiały, wzory, dodatki i kolory połączone z jakością wykonania tworzą skończone całości. Czułem, że w świecie sztuki wizualnej otwiera się dla mnie nagle jakieś, nieprzeczuwane nawet wcześniej, nowe doświadczenie.
A jeśli już mowa o kolorach, Valentino w 2003 roku opatentował specjalną tonację czerwieni, chętnie wykorzystywaną przez niego i widoczną na wielu moich fotografiach – rosso valentino. To niemal znak rozpoznawczy marki. Na rzymskiej wystawie absolutnie dominujący.
 
Mało kto pamięta, że Valentino jako jeden z bożyszczy mody zagrał samego siebie w filmie „Diabeł ubiera się u Prady”. Występuje tam u boku Maryl Streep, która jako demoniczna Miranda Priestly przypomina Annę Wintour, szefową amerykańskiej edycji „Vogue’a”.
 
 
wystawa kolekcji valentino w rzymie

wystawa kolekcji valentino w rzymie

Kilka lat temu Valentino po pięćdziesięciu latach projektowania przeszedł na emeryturę. I… projektuje nadal, choć sporo rzadziej. W jego sukni ślubnej wystąpiła aktorka Anne Hathaway, a dwa lata temu księżniczka Szwecji, Madeleine.
 
 
 wystawa kolekcji valentino w rzymie
wystawa kolekcji valentino w rzymie
wystawa kolekcji valentino w rzymie

wystawa kolekcji valentino w rzymie

Cesarz mody, jak często nazywają Valentino, ma jedną słabość. To mopsy. Zabiera je do swoich licznie rozsianych po świecie posiadłości. W drodze na lotnisko, gdzie czeka należący do projektanta czternastomiejscowy Challenger, w jednym z samochodów jedzie artysta razem ze swoim pupilem, Maude. W drugim, pięć pozostałych psów, a w trzecim służba i bagaże. Mówi się, że mało kto potrafi korzystać z uroków życia tak jak on. Bierzmy przykład! Od pewnego czasu odzież, buty i dodatki sygnowane przez dom mody Valentino obecne są również w Polsce, w jednym z warszawskich salonów. Panie zachęcam. Panowie! Płacąc, pamiętajmy – ekskluzywny prezent ofiarowany od czasu do czasu jest zawsze bezcenny i wdzięcznie pamiętany. A karta płatnicza? Cóż,  nie takie rzeczy /pewnie/ wytrzyma.