KSIĄŻKI, KTÓRYCH NIKT NIE CHCE


Kapuściński, Singer, Legenda Młodej Polski, Antonioni, Słownik poprawnej polszczyzny, Bartoszewski, Wharton, Saul Bellow, Jeden dzień Iwana Denisowicza – jedynie wybrani autorzy i tytuły. Co je łączy? To książki, które z różnych powodów nie są mi potrzebne: mam dwie identyczne, nie lubię autorów, wreszcie jednokrotna lektura z powodzeniem wystarczy na całe życie. Postanowiłem zestaw gdzieś oddać. Nie wiedziałem jeszcze, że wraz z tą decyzją przyjdzie mi się zmierzyć z dziwnym problemem, którego istnienia nie podejrzewałem, a także zyskam nowe, zaskakujące i mało krzepiące doświadczenie.

Jeśli ktoś, tak jak ja, lubi kupować książki musi zdawać sobie sprawę, że pewnego dnia pojawi się niemały kłopot. Przybywają nowe, a na dodatkowe półki miejsca nie ma. Pora więc na trudne rozstania. Przeprowadziłem, nie bez licznych rozterek, mały remanent i wytypowałem kilkadziesiąt tytułów. W przekonaniu – jakże naiwnym, jak się później okazało – że mogą się komuś przydać. Nie wiedziałem jeszcze o jednym –  rozpoczynam nowy, krótki i pouczający epizod w moim życiu.

Dokładny spis przygotowany. Łącznie ponad trzydzieści pozycji. I wyruszam, by wszystko przekazać, ku pożytkowi spragnionych wiedzy i chwale szukających uniesień w literaturze pięknej.

1. Antykwariat

Wybór wydał mi się oczywisty. Pełen entuzjazmu wkroczyłem do jednego z większych. Nieco zaniepokoił mnie widok półek po sam sufit z upchniętymi tysiącami książek i głęboka cisza, jaka panowała wokół. Ze sprzedawczynią byliśmy sami. Rozmowa, jaka się wywiązała w tej kameralnej atmosferze, nie obfitowała w słowa. Konkretnie wypowiedziałem ich sześć:

– Dzień dobry /2/

– Mam książki… /2/

Pani zniecierpliwiona przerwała mówiąc, że ich nie potrzebuje.

– Do widzenia /2/

Zbity nieco z tropu, ale nadal pogodnie nastawiony dotarłem do następnego antykwariatu. Większego i położonego w samym centrum. Postęp był zauważalny. Obsługujący odebrał kartkę, ale po kilku sekundach stanowczym gestem ją zwrócił, mówiąc:

– W zasadzie mamy te książki.

Po błyskawicznej analizie usłyszanego zdania, zrezygnowałem jednak z uchwycenia się szansy, jaką dawał zwrot „w zasadzie”.

2. Biblioteka

Na półkach bibliotecznych wciąż niepokojąco dużo nazwisk z poprzedniej epoki. Pomyślałem – nawet, jeśli ugięte po ciężarem to Przymanowski będzie zmuszony ustąpić miejsca Sołżenicynowi.

Miła pani /jakże lubię bibliotekarki – istoty tkane ze zwiewniejszej materii niż zwykli zjadacze chleba/ przyjrzała się życzliwie liście z tytułami i stwierdziła, że owszem, bardzo chętnie odbierze książki. Wszakże pod warunkiem, że wydano je po 2010 roku i nie znajdują się już w posiadanych zasobach bibliotecznych. Pozbyłem się czterech. W następnej bibliotece nie przyjmują żadnych darów czytelniczych. Wskazano mi jednak mały stolik przy wyjściu.

– Tam może pan wyłożyć książki. Kto będzie chciał, to sobie zabierze.

Spojrzałem. Leżało kilka samotnych, które nie przeszły najbardziej oryginalnej selekcji wymyślonej przez wychodzących z sali. Kto wie, ogólnie pomysł być może dobry. Gdyby tylko ludzie poskromili naturalną ochotę robienia darmowych zapasów. Nie mam żadnych wątpliwości, że dotyczy ona i książek, które w wyniku podobnych akcji zapełniają kawałek półki w domach jako nieczytana i niepotrzebna, ale dodająca prestiżu „masa towarowa”. „Mój” Szekspir nigdy nie przeczytany? Nie tędy droga.

3. Skup makulatury

Jeszcze bardziej nie tędy. Biorą każdą ilość, bez oglądania listy tytułów. Dwadzieścia groszy, jakie dostałbym za kilogram książek, niby judaszowe srebrniki paliłyby pewnie w dręczących snach przez lata.

Bilans? Byłem pewny, że wrócę po godzinie, zmarnowałem pół dnia. Papier swoje waży, więc poprawiłem sobie kondycję. Oddałem cztery tytuły w dobre biblioteczne ręce. Dotarło do mnie, że książka nie jest dobrem ani poszukiwanym, ani cenionym. A właściwie nie jest żadnym dobrem, tylko towarem, który – jeśli nie nowy – należy wyrzucić. Powinna więc skończyć razem z brudnymi papierkami, ulotkami, workami po cemencie i torebkami po frytkach w jednym kontenerze.

Trzydzieści jeden książek wróciło z wyprawy na swoje dawne miejsce. W lekkim stłoczeniu wdzięcznie prężą grzbiety. Tylko ja się zastanawiam, co dalej. Jakieś pomysły?

 

 



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

DLA KOGO TARGI KSIĄŻKI
12.11.2017
DLACZEGO CZYTANIE KSIĄŻEK NIE JEST MODNE
12.09.2017
DWA ELEMENTARZE. KTÓRY WOLISZ?
01.09.2016
PIERWSZE ZDANIE
26.07.2016
NIE CZYTASZ? KSIĄŻKI BĘDĄ WARCZAŁY
07.10.2015