KSIĄŻKI MOJEGO DZIECIŃSTWA (CZ. IV)


Dwie powieści wszystkim (mam nadzieję) znane. Niby dla dzieci, a wchodzące od dawna do kanonu literatury. Czy obie książki mojego dzieciństwa pozostają również książkami wieku dojrzałego? Czy też treści wyblakły, pozostały jedynie emocje związane ze wspomnieniami sielskimi, anielskimi? Wracam dziś do „Chłopców z Placu Broni” Ferecsa Molnára i „Przypadków Robinsona Crusoe” Daniela Defoe.

 

FERENCS MOLNÁR „CHŁOPCY Z PLACU BRONI”

 

Kiedy, co prawda rzadko (mniej więcej raz na kilka lat), rozmowa schodziła z tematów piwno-piłkarskich na literackie, Stach, mój kolega z podstawówki, z nieukrywaną dumą informował zebranych, że w trakcie szkolnej edukacji przeczytał w całości jedną jedyną lekturę. Co więcej, wybór był na tyle trafny, że zdarza mu się do niej wracać. Już samo to szczere wyznanie byłoby wystarczającym powodem, aby się przyjrzeć powieści „Chłopcy z Placu Broni” Ferencsa Molnára. Tym bardziej, że  jako filolog polski przeczytałem w całości jeszcze kilka innych lektur, ale w ośmioklasowej podstawówce właśnie ta i dla mnie była tekstem wyjątkowym. Bez wahania włączam ją do zestawu wielkich literackich odkryć dzieciństwa. Czy tylko dzieciństwa?

Budapeszt końca XIX wieku. O tytułowy plac walczą dwie grupy chłopców. Czerwone Koszule chcą go zająć, zaś grupa nazywająca siebie jako Chłopcy z Placu Broni chce nadal utrzymać tę przestrzeń dziecięcych zabaw. Głównym bohaterem książki jest jedenastoletni Ernest Nemeczek – wątły, najbardziej niepozorny i najmniejszy spośród chłopców. Właśnie jednak on, w hierarchii Placu zaledwie szeregowiec, najmężniej broni terytorium małej ojczyzny. Poważnie chory, kiedy nadchodzi dzień ostatecznego starcia, wymyka się z domu, walczy i ostatkiem sił przechyla szalę zwycięstwa. Wkrótce umiera.

Gdy wspominam rozmaite książki mojego dzieciństwa dochodzę do wniosku, że najbardziej frapująca fabuła, taka, którą się poznawało z wypiekami na twarzy to za mało, by obroniła się w pamięci po latach. Trzeba czegoś zdecydowanie więcej. Wartości dodanej, która potrafi przenieść się na życie dorosłe. Na rozumienie jego powikłanych meandrów, nieubłaganych kolei losu, mechanizmów powodujących, że nasze własne postępowanie odnosimy do decyzji powieściowych bohaterów. Nawet, jeśli to dzieci. Zasady fair play, godność, uczciwość, wierność przekonaniom, patriotyzm, czy nawet odchodzący w zapomnienie etos rycerski mają w każdym wieku tę samą cenę. Molnar wokół właśnie tych wartości zbudował żywą do dziś powieść z zaskakującymi zwrotami akcji. To nie tak znów częsty literacki przypadek – budzić żywe emocje w dorosłym czytającym ponownie tekst dla dzieci.

Poza tym, czyż nie świadczy o pisarstwie wysokiej próby, jeśli chłopcy w piątej klasie chcą być jak Nemeczek – największy cherlak w powieści, a po latach ci sami chłopcy odczytując powieść wydaną trzy pokolenia wstecz przejmują się jego losami. Więcej, widzą w nich wzorce do przeniesienia w prawdziwym życiu.

 

DANIEL DEFOE „ROBINSON CRUSOE”

 

Nie przypadkiem połączyłem w dzisiejszym zestawie obie powieści. Dzieli je niespełna dwieście lat (angielska – 1719, węgierska – 1906), adresat (pierwotnie „Przypadki…” przeznaczone były tylko dla dorosłych), a mimo to są sobie bliskie.

Chłodno obszedł się z Robinsonem James Joyce: „On jest rzetelnym prototypem brytyjskiego kolonialisty. Wszystkie przymioty Anglo-Saksońskiego ducha znajdujemy w Crusoe: dzielna niezależność, nieświadome okrucieństwo, upór, opóźniona, ale jednak skuteczna inteligencja, seksualną obojętność oraz wykalkulowane milczenie”.

Skąd ta awersja irlandzkiego pisarza do Brytyjczyków, nie wiem. Pewne jest za to, że mojej sympatii do Robinsona Crusoe nie osłabił, a powieść potrafi wciąż zaskakiwać i poruszać, choć w spisie lektur już jej nie ma. Czytana w wieku szkolnym spełnia marzenia o wielkich przygodach, potem widzi się w niej dobrą powieść przygodową, a wreszcie w życiu dorosłym dociera idea całości. Przesłanie, co jest naprawdę ważne w sytuacji, kiedy człowiek zostaje ogołocony ze wszystkiego, co budowało ustabilizowany świat i zdany jest wyłącznie na siebie.

Daniel Defoe przypomina również temat skutecznie spychany dziś na margines. Mam na myśli potrzebę moralnej autoanalizy, a mówiąc „staroświecko” – rachunku sumienia. Mechanizmu oczyszczającego, nawet jeśli towarzyszy mu gorycz: „Opanowało mnie jakieś zaślepienie serca, bez pragnienia dobra lub świadomości zła. Byłem zatwardziałą, bezmyślną, zepsutą istotą. Nie czułem w sobie bojaźni Bożej w niebezpieczeństwach ani wdzięczności dla Boga. W czasach mych przeszłych nawet nie pomyślałem o tym, że jestem w ręku Boga. (…) Żyłem jak zwierzę powodowane prawami natury, kierując się tylko zdrowym rozsądkiem, ale i to nie zawsze.”

Pierwowzór Robinsona Crusoe, korsarz Alexander Selkirk spędził na bezludnej wyspie u wybrzeży Chile nie dwadzieścia osiem lat, a „jedynie” ponad cztery.  Uratowany również przez korsarzy, po powrocie do Londynu stał się z dnia na dzień odpowiednikiem dzisiejszego celebryty. Niestety na krótko. Odezwał się pociąg do bijatyk i hazardu.  W 1720 roku został pierwszym matem na HMS „Weymouth”. U zachodnich wybrzeży Afryki zaraził się tropikalną chorobą. 13 grudnia 1721 roku zaczął krwawić z oczu i nosa, wieczorem tego dnia martwego wyrzucono go za burtę.

W powieści historia ma jednak szczęśliwe zakończenie – Robinson się żeni, ma troje dzieci, spory majątek w Brazylii, wyspę na Karaibach. Jest wdzięczny Opatrzności, że wyprowadziła go z tak dramatycznych przygód.  Że „wyszło dużo szczęśliwiej, niż ktokolwiek mógł myśleć”.

Upadać i podnosić się z upadku. Przeżywać dylematy moralne i w zgodzie z sumieniem je rozwiązywać. Domena poważnej literatury dla dorosłych? Dwa dzisiejsze przykłady pokazują, że nie tylko.

 

 

Korzystałem z:

M.B. Lepecki, Prawda o Robinsonie Crusoe



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

LEKTURY PONOWNE. BLAISE PASCAL „MYŚLI”
25.06.2020
KSIĄŻKI DZIECIŃSTWA. MÓJ OSOBISTY KANON (CZ. III)
10.01.2019
KSIĄŻKI DLA NAJMŁODSZYCH. MÓJ BARDZO OSOBISTY KANON (CZ. II)
23.11.2018
KSIĄŻKI DLA NAJMŁODSZYCH. MÓJ BARDZO OSOBISTY KANON (CZ. I)
26.10.2018
SŁAWOMIR KOPER „ULUBIEŃCY BOGÓW” (RECENZJA)
24.02.2018
LEKTURY PONOWNE. „DWÓR. DWÓR POLSKI W STAREJ FOTOGRAFII”
01.02.2018
LEKTURY PONOWNE. COLLODI „PINOKIO”
29.11.2017
DLA KOGO TARGI KSIĄŻKI
12.11.2017
DLACZEGO CZYTANIE KSIĄŻEK NIE JEST MODNE
12.09.2017