LEKTURY PONOWNE. BIAŁOSZEWSKI „ROZKURZ”


Rysiek był klasowym skarbem na nudnych lekcjach języka polskiego. Przed maturą nadszedł czas na „przerabianie” twórczości współczesnej polskiej awangardy. Wszyscy siedzieliśmy szczególnie otępiali, spoglądając bezsilnie na ledwo pełzające minuty. Pamiętam, Miron Białoszewski znalazł się wówczas na samym niechlubnym szczycie polonistycznej nudy. Pani profesor chciała się od nas stale, koniecznie i precyzyjnie dowiedzieć, co autor miał na myśli. W końcu usłyszeliśmy, brzemienne w skutkach, ekscytujące pytanie: „Czy pisarz w swoim niecodziennym, literackim anturażu jakoś do was przemawia?” I wskazała na Rysia. Ten wstał i lekko błądzącym wzrokiem ogarnął nas wszystkich. Nie doczekawszy pomocy, desperacko i szczerze wypalił: „Do mnie przemawia, ale jakby ubrany w kaftan, z psychiatryka.” Po czym wyleciał z klasy, ledwo zdał maturę i został górnikiem. 

Minęło kilka lat i sam przejrzałem na oczy. O wiele bardziej świadomy literacko dokonałem całkiem niespodziewanego odkrycia – Białoszewski jest pisarzem wybitnym. A Rysiu mimowolnie, choć niezręcznie, wypowiedział ważną prawdę o nim. Mianowicie, pisarz całe życie był outsiderem, kimś zupełnie „osobnym”, wymykającym się skutecznie klasyfikacji i przez to właśnie tak jedynym. Do tego stopnia, że nawet porozumiewawczy uśmiech pani spotkanej w windzie, podobnie jak on po zawale, nie podobał mu się: „wszędzie zaraz spółka z niby równymi sobie. Ja chcę osobno.”

Cechowała go z jednej strony niebywała umiejętność obserwacji życia, z drugiej – wnikliwość czułego badacza pochylającego się nad językiem pisanym i, szczególnie może, mówionym. W jednym i drugim był mistrzem. Jeśli ktoś chciałby rozpocząć poznawanie jego twórczości, uczynić pierwszy krok i pozostać potem z Białoszewskim na dłużej – zawsze polecam wydany w 1980 roku, na trzy lata przed śmiercią, „Rozkurz”. To klucz do zrozumienia pewnego fenomenu.

Tu mamy esencję jego twórczości. Odwoływanie się do języka potocznego, częsty dowcip, inteligentną zabawę ze słowem. Wszystko po to, by najwierniej rzeczywistość opisać.

Chodziłem do szpitala do A., leżał tam pan Wiśniewski. Przyszła do niego Pani Wiśniewska, rozkładała jedzenie, siadała koło łóżka, gadali.

Pogorszyło mu się nagle. Pani Wiśniewska przyszła w czarnych pantoflach, usiadła, gadali. Potem przyszła w czarnym palcie. Potem w czarnych pończochach. Zawsze siadała, coś mówiła. Pan Wiśniewski za dzień czy dwa umarł, ona miała strój gotowy.

Mamy w książce dwie części: prozatorską, ze wspomnieniami przedwojennej zwykłej codzienności i fragmentami dziennika, z opisami przeprowadzki pisarza do typowego, obskurnego blokowiska – Chamowa, jak je określa, na obrzeżach Warszawy. I poetycką, która stylem przekazu właściwie wnika w pierwszą.

Raz rodzice Baśki donajęli do robót polnych, bo mieli gospodarstwo, Głupiego Teosia. A była i Głupia Zośka. Wieczorem po ciemku zaczęli się gonić. Zośka uciekała, a Teoś ją gonił. Nie dogonił. Potem w kuchni przechwalali się, które głupsze. Nawet każdy głupi chce być od kogoś lepszy.

wierzby

smoki stojące

czym im więcej ucinają

tym więcej się głowią

Wypowiadamy każdego dnia setki, tysiące zdań. Słuchamy podobnej ilości. Białoszewski chciał, byśmy je rzeczywiście słyszeli, precyzyjniej mówiąc – zauważali i te pierwsze, i drugie. Po czym zadziwiali się, ile w nich wyświechtanego schematyzmu.

Po wejściu do klatki schodowej napis:

„Prosimy o zamykanie drzwi i zachowanie czystości.”

Ta druga prośba wydłuża tekst, zamazuje. Nikomu się nie chce czytać aż tyle. Prośba o zamykanie drzwi może poskutkować. O czystość – na pewno nie.

Czytam w książce:

„Półwysep Arabski zaczął się oddalać od Afryki na północny wschód, wykonując obrót w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara.”

Ile zakręcenia w tym długachnym zdaniu o kierunku przeciwnym do wskazówek. Jak ważne jest niezapychanie przekazu. Jeśli się daje porównanie coś jak coś albo przenośnie coś czegoś – to istnieją obydwie rzeczy, i ta główna i podobna. Poeci często o tym nie wiedzą.

Oczarowuje mnie zdolność widzenia rzeczywistości w wymiarze sakralnym i codziennym. Kobieta o migdałowych oczach, z którą jedzie windą wygląda jak bizantyńska Madonna. Gdy tylko się odezwała, wyszło na jaw, że to Madonna… peryferyjna. Rozgrzesza ją: „i Bizancjum miało przedmieścia.” Jestem pod wrażeniem nie tylko umiejętności zapisu, ale w równie dużym stopniu zdolności zachwytu sprawami i rzeczami zwyczajnymi, dziejącymi się tuż obok. Także sposobem, w jaki zdejmuje sacrum z pomnika.

–  Nie, pani Stasieczko

Nie pożyczę stu.

Pięćdziesiąt.

Daję.

Niech pani się pospieszy,

Ja też mam do załatwienia.

Wzięła i poszła.

Wreszcie sama.

Klepanie poduchy.

Natchnienie.

Piżama.

Rozmyślanie.

Kapcie, bez kapci.

To najlepsze.

Międzybycie.

Nieraz nic nie zostaje.

Ale pęd przez noc

To jest coś…

I stacja „WYRO” o świcie.

Białoszewski, dziś już klasyk. Wzór pisarza, który teksty oparł w takim wielkim stopniu na języku mówionym, potocznym, gadanym. Tworzył w takiej kondensacji i świeżości, że – nawet jeśli uśmiechamy się po lekturze jakiegoś fragmentu – to mamy wrażenie obcowania z tekstem bezbłędnym, ascetycznym i całkowitym. Takim, jak ten o skarpetce.

Z tą skarpetką było to tak

raz w mróz jestem u S.

mamy wyjść

on grzebie w szafie

– nie mam jednej rękawiczki,

wezmę skarpetkę mamy.

Wstąpiliśmy do sklepu,

wychodzimy, S.:

– zostawiłem na ladzie skarpetkę

– to wróć po nią

– no jak powiem? że zostawiłem skarpetkę? a jak spytam o rękawiczkę, to powiedzą, że nie było.

Czytam „Rozkurz” trochę jak powieść, trochę jak reportaż. Jest tu też poetycki zapis – dopełnienie tych dwu pierwszych gatunków. Nad tym wszystkim unosi się duch życiowej filozofii autora „Pamiętnika z powstania warszawskiego”. Zachwytu chwilą, podziwu dla słowa, dziecięcej wrażliwości szczerze Białoszewskiemu zazdroszczę.

Rysiu, polecam drugie podejście do Białoszewskiego. Kaftan zdjęty, Miron mówi normalnie, do rzeczy. No, prawie. Na szczęście.



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

LEKTURY PONOWNE. BLAISE PASCAL „MYŚLI”
25.06.2020
KSIĄŻKI MOJEGO DZIECIŃSTWA (CZ. IV)
11.04.2019
ZBIGNIEW HERBERT. DWADZIEŚCIA LAT BEZ NIEGO/Z NIM
27.07.2018
SŁAWOMIR KOPER „ULUBIEŃCY BOGÓW” (RECENZJA)
24.02.2018
LEKTURY PONOWNE. „DWÓR. DWÓR POLSKI W STAREJ FOTOGRAFII”
01.02.2018
LEKTURY PONOWNE. COLLODI „PINOKIO”
29.11.2017
LEKTURY PONOWNE. „LATO LEŚNYCH LUDZI” MARII RODZIEWICZÓWNY
19.10.2015
książka tyrmanda rok 1984 i wzorzysty krawat z epoki
LEKTURY PONOWNE. TYRMAND „DZIENNIK 1954”
23.09.2015
LEKTURY PONOWNE. SOŁŻENICYN „JEDEN DZIEŃ IWANA DENISOWICZA”
11.09.2015