LEKTURY PONOWNE. BLAISE PASCAL „MYŚLI”


Wraca osamotniony cykl Lektury ponowne. Tym razem z niewielką książką, do której zaglądam od czasu do czasu dla odczytania małego fragmentu. Właśnie – fragmentu, co oznacza, że Myśli Pascala to jedna z bliskich mi lektur nigdy od deski do deski nie przeczytanych. Stoją na prestiżowej półce z „księgami chwały” typu Co słonko widziało Konopnickiej, w których znaleźć można podobne do siebie dedykacje, np. Uczniowi kl. II a, Piotrusiowi Komanderowi w nagrodę za bardzo dobre wyniki w nauce i wzorowe zachowanie. Nie, siedmioletni Piotruś w Pascalu się nie zaczytywał, ale już od czasów licealnych do niego sięga.

Dziś to dobry znajomy, czasem mi bliższy, czasem nasze drogi nieco się rozchodzą. Nic dziwnego; czas biegnie, przybywa bagażu doświadczeń, obaw, pewnie i pokory. Niezmiennie jednak urzeczony jestem pięknem jego zapisków, odkrywczością wniosków. Coraz bardziej radykalizmem. Pozostaje myślicielem przenikliwym, zaskakująco aktualnym w naszych czasach, kiedy drogi wiary, metafizyki z jednej i racjonalności opartej na potężnej dawce egotyzmu z drugiej, dramatycznie się rozchodzą. Aktualnym również dlatego, że sam pozostaje człowiekiem rozdartym wewnętrznie, pełnym niepokoju.

Trzeba sobie uświadomić, a nie jest to wiedza powszechna, że Pascal powszechnie kojarzony jako filozof był wybitnym oświeceniowym uczonym. Już w wieku 19 lat, pomagając ojcu w podatkach, buduje pierwszy model kalkulatora, jest też pomysłodawcą omnibusu, pierwszego na świecie masowego, taniego środka komunikacji. Także autorem  traktatów o próżni, teorii prawdopodobieństwa i geometrii (znane do dziś prawo pod nazwą twierdzenie Pascala stworzył w wieku 16 lat). Odkrycia w zakresie hydrodynamiki (strzykawka i prasa hydrauliczna) wykorzystywane są do dziś.

Daleko mi do zdolności przenikania jakichkolwiek nauk ścisłych, nie te dokonania, a Myśli Pascala pozostają dla mnie daleko ważniejsze w jego spuściźnie.

Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą. Nie potrzeba, by cały wszechświat uzbroił się, aby go zmiażdżyć: mgła, kropla wody wystarczą, aby go zabić. Ale gdyby nawet wszechświat go zmiażdżył, człowiek byłby i tak czymś szlachetniejszym niż to, co go zabija, ponieważ wie, że umiera, i zna przewagę, którą wszechświat ma nad nim. Wszechświat nie wie nic o tym.

Cała nasza godność spoczywa tedy w myśli. Z niej trzeba nam się wywodzić, a nie z przestrzeni i czasu, których nie umielibyśmy zapełnić. Silmy się tedy dobrze myśleć: oto zasada moralna.

Co więcej, okazuje się po wiekach, że jednak nie wyprzedzające epokę odkrycia, a pewien filozoficzne założenie stało się znakiem rozpoznawczym naukowca. Jest w nim coś, co Pascala – niestrudzonego poszukiwacza sensu życia i śmierci dobrze definiuje.

Zakłada on mianowicie, że każdy człowiek na pewnym etapie życia w sumieniu rozważa istnienie lub nieistnienie Boga. Swoim współczesnym, a w końcu nam wszystkim – mniej lub bardziej przecież zawieszonym między wiarą a niedowiarstwem – filozof dedykuje swój zakład nazwany Nieskończoność–Nicość: Jeśli jest Bóg, jest On nieskończenie niepojęty, skoro nie mając ani części, ani granic nie pozostaje do nas w żadnym stosunku. Jesteśmy tedy niezdolni pojąć, ani czym jest, ani czy jest. Na co stawiacie? Rozumem nie możecie ani na to, ani na to; rozumem nie możecie bronić żadnego z obu.

I dodaje, definiując istotę rzeczy: (…) skoro trzeba koniecznie wybierać, jeden wybór nie jest z większym uszczerbkiem dla rozumu niż drugi. Zważmy zysk i stratę zakładając się, że Bóg jest. Rozpatrzmy te dwa wypadki: jeśli wygrasz, zyskujesz wszystko; jeśli przegrasz, nie tracisz nic. Zakładaj się tedy, że jest bez wahania.

„Wszystkim”, o które się zakładamy jest Bóg, „niczym” szybko mijające życie. Zauważmy, co zyskujemy akceptując zakład Pascala – wskazówkę jak przejść od etapu niedowiarstwa do bliskości z Bogiem, jednocześnie postawę dystansu wobec doczesnych marności.

Czyżbyśmy mieli w takim razie do czynienia z kapitulacją rozumu? Wprost przeciwnie – rozum nie poddałby się nigdy, gdyby nie uznał, że istnieją okoliczności, w których należy się poddać, pisze myśliciel. Mówiąc inaczej, w sytuacji, gdy dla potwierdzenia jakiejś tezy nie znajdujemy argumentów czysto racjonalnych, właściwe będzie odwołanie się do kategorii użyteczności, zwykłego pragmatyzmu.

Pytanie, czy ten swoisty, ale jednak rodzaj wyrachowania, nie pozbawia nas godności. Czy wiara w Boga powodowana tym, że ma się nam „docelowo” opłacić, nie jest motywacją żenująco prostacką. Jeśli tak miałoby być, udawalibyśmy jedynie wierzących.

Ocalająca poczucie wartości rozumu wydaje się postawa, którą nazwać można poszukiwaniem Boga. Szukamy zawsze czegoś, kiedy chcemy to znaleźć. I jesteśmy przekonani, że jest w tym sens, że warto, bo szukając być może znajdziemy. Bez owego przekonania, nie znajdziemy nigdy.

Może jest więc tak, jak w zwrocie Pascala, mówiącego ustami Jezusa: Pociesz się, nie szukałbyś mnie, gdybyś mnie nie znalazł. Byłaby to jakże krzepiąca i pocieszająca prawda o ludzkiej kondycji, w której tęsknota za Najwyższym jest żywa, choć coraz niestety częściej i coraz skuteczniej tłumiona.

Czy powinniśmy jeszcze mieć wątpliwości, że Pascal jest myślicielem na dzisiejsze niepokoje duszy. Spójrzmy na jego prorocką diagnozę sprzed niemal czterech wieków, że „ludzie, nie mogąc znaleźć lekarstwa na śmierć, nędzę, niewiedzę, postanowili – aby osiągnąć szczęście – nie myśleć o tym”?

Nie o nas, arcymistrzach samooszukiwania, to czasem?



TO MOŻE CIĘ TAKŻE ZAINTERESOWAĆ

KSIĄŻKI MOJEGO DZIECIŃSTWA (CZ. IV)
11.04.2019
SŁAWOMIR KOPER „ULUBIEŃCY BOGÓW” (RECENZJA)
24.02.2018
LEKTURY PONOWNE. „DWÓR. DWÓR POLSKI W STAREJ FOTOGRAFII”
01.02.2018
LEKTURY PONOWNE. COLLODI „PINOKIO”
29.11.2017
LEKTURY PONOWNE. BIAŁOSZEWSKI „ROZKURZ”
08.12.2015
LEKTURY PONOWNE. „LATO LEŚNYCH LUDZI” MARII RODZIEWICZÓWNY
19.10.2015
książka tyrmanda rok 1984 i wzorzysty krawat z epoki
LEKTURY PONOWNE. TYRMAND „DZIENNIK 1954”
23.09.2015
LEKTURY PONOWNE. SOŁŻENICYN „JEDEN DZIEŃ IWANA DENISOWICZA”
11.09.2015